Krystyna Janda: Sprawy kobiet są mi bliskie
"Ten spektakl nadspodziewanie trafia w gust i czas" - mówi o "Lekcjach stepowania" Krystyna Janda. Artystka zapowiada próby "Dobrego wojaka Szwejka" w reżyserii i adaptacji Andrzeja Domalika oraz dodaje, że "nigdy nie zrobiliśmy żadnego Szekspira", ponieważ jest niedostępny z powodu kosztów.
Jak przyjmowane są przez widzów "Lekcje stepowania" w Och-Teatrze? Czy uważa pani, że był to repertuarowy strzał w dziesiątkę?
Krystyna Janda: - Byłam na sali kilkakrotnie z widzami i wydaje mi się, że nadspodziewanie jest to spektakl, który trafia w gust i czas, w problemy aktualne. Widziałam ludzi naprawdę wzruszonych, słyszałam przejmujące cisze. Ja jestem bardzo zadowolona.
Podczas próby dla mediów do tego spektaklu, powiedziała pani żartem: "Następny spektakl zrobię z samymi facetami".
- O tak, to był oczywiście żart. Po dwóch miesiącach z tyloma niezwykłymi i zdecydowanie określonymi kobietami-aktorkami tęskniłam za chwilą pragmatycznego spokoju. Emocje i nerwy były na stanowczo za wysokim, jak na mnie, poziomie. Ale nasze teatry od początku istnienia zajmują się kobietami, kobiecymi sprawami i problemami - to była zawsze nasza domena. I niech tak pozostanie. Oczywiście, nie w wydaniu ortodoksyjnym. Jednak sprawy kobiet są nam bliskie. "Lekcje stepowania" to jeden z takich tekstów.
A może rzeczywiście w przyszłości pokusi się pani o zrobienie spektaklu z samymi aktorami? Co by to mogło być?
- Nie myślę w ten sposób... Za chwilę próby "Dobrego wojaka Szwejka" w reżyserii i adaptacji Andrzeja Domalika, a w Teatrze Polonia monodram Andrzeja Grabowskiego o Jesieninie, w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego. Bardzo na te "męskie" spektakle czekamy.
Czy jest jakiś spektakl, który chciałaby pani wyreżyserować, a do tej pory jeszcze się to nie udało?
- Wiele. Nigdy nie zrobiliśmy choćby żadnego Szekspira, wielu pozycji z klasyki teatralnej, które są dla nas niedostępne z powodu kosztów eksploatacji, obsady tam są 20-30 postaciowe. Na to nas nie stać.
Rozmawiała Dorota Kieras (PAP Life).