Krystyna Janda wyznała niedawno - tuż po swoich 70. urodzinach - że kocha życie, ale coraz częściej myśli o śmierci i o tym, że chciałaby nie zostawić po sobie bałaganu...
Krystyna JandaPodlewskiAKPA
W tym roku mija dokładnie pół wieku od chwili, gdy Krystyna Janda - 20-letnia wówczas studentka wydziału aktorskiego warszawskiej PWST po raz pierwszy stanęła przed kamerą. Niewiele osób wie, że jej debiutancką rolą była zagrana latem 1973 roku "dziewczyna tańcząca na weselu" w trzecim odcinku serialu "Czarne chmury".
Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że niewymieniona w napisach końcowych statystka wkrótce zagra główną rolę w "Człowieku z marmuru"Andrzeja Wajdy i zostanie jedną z największych gwiazd polskiego kina.
Jeszcze w czasie studiów zadebiutowała jako aktorka rolą Maszy Kułyginy w „Trzech siostrach” Czechowa w reżyserii Aleksandra Bardiniego (na zdjęciu). Jej talent docenił także Andrzej Łapicki obsadzając ją w… męskiej roli Doriana Graya w spektaklu „Portret Doriana Graya” Oscara Wilde’a.
Za oficjalny sceniczny debiut Krystyny Jandy uznaje się jednak rolę Anieli w "Ślubach panieńskich" Fredry w reżyserii Jana Świderskiego w Teatrze Ateneum w Warszawie (1976).
"Zawsze gra podobną, raz stworzoną postać, nadając jej cechy wszystkim swoim rolom. Jej aktorstwo cechuje silna ekspresja, żywiołowy temperament, ideowe zaangażowanie, czasem manieryczność" - Jan Kłossowicz charakteryzował aktorski styl Jandy w "Słowniku Teatru Polskiego".Zygmunt Januszewski/TVP ARCHIWUMEast News
W 1997 roku Krystyna Janda wcieliła się w Marię Callas w "Marii Callas - Lekcji śpiewu" Terrence'a McNally'ego w reżyserii Andrzeja Domalika.
"Przez dwie i pół godziny Janda-Callas (świetnie ucharakteryzowana i ubrana) panuje niepodzielnie nie tylko nad swoimi uczniami (...), ale i publicznością, którą traktując jak słuchaczy lekcji włącza do gry i podporządkowuje. A nawet więcej: potrafi wywołać u niej pożądaną w danej chwili reakcję" - pisała na łamach "Teatru" Aleksandra Rembowska.
I dodawała, że Janda gra postać primadonny "ze szlachetnym umiarem, odchodząc w dużym stopniu od osobistego brzmienia wielu poprzednich ról, właściwej sobie spontaniczności, a nawet nadpobudliwości".
Do postaci Marii Callas Janda wróciła w 2015 roku w spektaklu "Callas. Master Class" w reżyserii Andrzeja Domalika.Studio69Agencja FORUM
W styczniu 2003 Janda obchodziła 25-lecie swojej kariery. Z tej okazji w Teatrze Studio przygotowano "Mewę" w reżyserii Zbigniewa Brzozy z jubilatką w roli Ireny Arkadiny. Przedstawienie zakończyło się, jak to często bywało w przypadku Jandy, burzliwą owacją na stojąco - czytamy w serwisie Culture.pl.Adam TuchlińskiReporter
W 2005 roku aktorka założyła w Warszawie prywatny Teatr Polonia, w którym z powodzeniem gra i reżyseruje. Nową scenę otworzyła "Stefcią Ćwiek w szponach życia" Dubravki Ugresić, następnie wyreżyserowała i przejmujący monodram ze swoim udziałem – "Ucho, gardło, nóż" Vedrany Rudan, w którym zagrała mierzącą się z powojenną rzeczywistością Bałkanów pół-Serbkę, pół-Chorwatkę.
Krystyna Janda nie boi się w swych produkcjach poruszać kontrowersyjnych tematów. W 2018 roku wyreżyserowała sztukę "Mój pierwszy raz" opowiadającą o życiu seksualnym niepełnosprawnych.
"To bardzo ważny temat - temat podstawowy i dotyczący wszystkich, którzy zasiądą na widowni i znajdą się na scenie. Pomyślałam sobie, że w Polsce nie umiemy mówić o seksie, najczęściej nie mówimy, a jak już mówimy - to mówimy pruderyjnie albo w formie zakazów czy nakazów, ostrzeżeń, kar" - tak wyjaśniła powody realizacji "Mojego pierwszego razu".Tomasz UrbanekEast News
Jedną z najlepszych scenicznych kreacji Krystyny Jandy pozostaje tytułowa rola w "Boskiej!" Petera Quiltera w w przedstawieniu Andrzeja Domalika (2007).
Aktorka wcieliła się Amerykankę Florence Foster Jenkins - autentyczną postać, która zapisała się w historii jako... najgorsza śpiewaczka operowa świata. Nie miała za grosz talentu, ale nie przyjmowała tego do wiadomości. Była do tego na tyle uparta i bogata, by nagrywać swoje pieśni i organizować sobie recitale. W końcu stała się postacią kultową...
"To historia o tym, że warto walczyć o spełnienie marzeń, nawet tych najdziwniejszych" - mówiła aktorka.Donat BrykczyńskiReporter
Kolejną wybitną kreację Janda stworzyła w "Kotce na rozpalonym blaszanym dachu" Tennesee Williamsa w reżyserii Andrzeja Rozhina (1992), gdzie wcieliła się w postać Margaret.
"Ci widzowie, którzy widzieli ją w 'Shirley Valentine' (...), dostrzegają z pewnością znane z tamtego spektaklu środki wyrazu. Bowiem aktorka także i postać Margaret buduje przy pomocy ostrej gestykulacji, charakterystycznych załamań głosu, nerwowego drżenia towarzyszącego zapalaniu papierosa" - pisała na łamach "Teatru" Natalia Adaszyńska.ADAM JAGIELAK / WPROSTEast News
Jedną z najlepszych scenicznych kreacji Krystyny Jandy pozostaje rola Danuty Wałęsowej w monodramie Janusza Zaorskiego "Danuta W".
"Ten spektakl i ta rola, z legendarnym przywódcą Solidarności i prezydentem Polski w tle, to jedno w największych moich wyzwań życiowych, nie tylko zawodowych, ale także ludzkich i obywatelskich. Każdego dnia wyznania pani Danuty Wałęsowej budzą mój podziw i wzruszenie. Prostota i szczerość tych wypowiedzi zdumiewa i wywołuje szacunek. Wszystko to budzi ochotę, aby w ogóle historię Polski opowiedzieć od strony kobiet" - mówiła przed premierą.
Krytycy jednogłośnie okrzyknęli "Danutę W" jednym z najważniejszych spektakli ostatnich lat. "Spektakl Jandy jest polityczny, bo oddaje głos kobietom, które zostały wykluczone z udziału w historii. Zastąpienie w tytule nazwiska bohaterki inicjałem jest symboliczne. To nie jest biografia żony związkowego przywódcy, ale wszystkich kobiet, które tak jak ona zostały odsunięte od udziału w przebudowie społecznej Polski i sprowadzone do roli kur domowych" - Roman Pawłowski pisał w "Gazecie Wyborczej".NiemiecAKPA
Dramat Jarosława Mikołajewskiego opowiada historię poetki, która uświadamia sobie, że gdy umrze, mąż nie będzie miał środków finansowych na jej pogrzeb. Dlatego też próbuje "załatwić" sobie miejsce spoczynku w Alej Zasłużonych. I nie chodzi tu o wielkie ambicje gwiazdy pióra czy żądzę zaszczytów, ale rzecz prozaiczną - brak pieniędzy. Sposób jej prosty - poetka chce, aby koszt pogrzebu spadł na koszt państwa.
Janda zaznaczyła w rozmowie z PAP, że "jest to opowieść o małżeństwie, które uświadamia sobie (...) że gdyby umarli to nie mają po prostu pieniędzy na pogrzeb". "Wymyślają sobie, że trzeba załatwić sobie grób i pogrzeb za darmo od państwa, ponieważ ona jest wybitną pisarką i poetką. I tu wyłania się kwestia oceny, czy ktoś zasługuje na Aleję Zasłużonych? Jak wiemy, w Polsce jest to w tej chwili temat gorący" - dodała.
Czy sama widzi się w Alei Zasłużonych? "Ja muszę leżeć obok mojego męża. Mam swój rodzinny grób, leżą tam moi rodzice, mąż, i ja tam będę leżała. Na ewangelickim cmentarzu przy ul. Młynarskiej! Żadnej Alei Zasłużonych, mamy grób dla całej rodziny, dziewięć miejsc, a może i więcej" - aktorka zastrzega w ostatniej rozmowie z Tomaszem Domagałą (domagalasiekultury.pl).NiemiecAKPA
W 1990 roku Krystyna Janda zagrała tytułową rolę w monodramie "Shirley Valentine" Williama Russella w reżyserii Macieja Wojtyszki. Spektakl okazał się gigantycznym przebojem. Na deskach Teatru Powszechnego był prezentowany przez niemal 20 lat blisko 600 razy. Janda kontynuowała przygodę z "Shirley Valentine" w założonym przez siebie Teatrze Polonia, gdzie spektakl grany jest do dziś.
"Błyskotliwie napisana historia czterdziestolatki, nazywającej siebie Świętą Joanną od Zlewozmywaków i wyzwalającej się spod tyranii męża, coraz bardziej angażuje widza. Przedstawienie, jakkolwiek opowiada o nieudanym małżeństwie, jest znakomitą zabawą, choć zaprawioną nutką zadumy nad zawikłaniami losu. Shirley w brawurowym wykonaniu Krystyny Jandy jawi się w nim jako niezmiernie sympatyczna, żywiołowa kobieta, która spróbowała buntu, by przerwać swoje osamotnienie" - pisał w "Rzeczpospolitej" Janusz R. Kowalczyk.Andrzej MarzecEast News
Dziś Krystyna Janda rzadko pojawia się na wielkim ekranie. Nie gra w filmach, bo - jak twierdzi - nie ma na to siły. "Wiem, jak ogromnym wysiłkiem jest zrobienie filmu. Odmawiam bez żalu" - wyznała "Wysokim obcasom".
Krystyna Janda: Myśli o śmierci, choć wciąż ma wielki apetyt na życie
Krystyna Janda nie kryje, że coraz częściej myśli o śmierci i zdaje sobie sprawę z tego, że - to jej słowa - "jeszcze kilka lat aktywności, przyjemności i koniec".
"To naturalne, ale smutne" - stwierdziła niedawno na łamach "Gazety Wyborczej".
Aktorka, która w grudniu skończyła 70 lat, przyznała w "urodzinowym" wywiadzie dla "Wysokich obcasów", że - rozmyślając o śmierci - skupia się przede wszystkim na tym, by... nie zostawić po sobie bałaganu i zdążyć wszystko uregulować.
"Mam problemy ze zdrowiem... Podstawowe pytanie brzmi: jak długo jeszcze będę mogła grać?" - powiedziała.
"Będę grała, aż umrę" - napisała z kolei w jednym ze swych felietonów.
Choć zdobywczyni Złotej Palmy na festiwalu filmowym w Cannes (dostała ją w 1990 roku za kreację w "Przesłuchaniu"Ryszarda Bugajskiego) zdaje sobie sprawę z przemijania i jest zmęczona, wciąż ma ogromny apetyt na życie.
"Chciałabym się jeszcze nasycić codziennością. Lubię życie, kolejne wiosny" - mówi i dodaje, że stara się sprawiać sobie przyjemności i... odpoczywać.
"Próbuję się nie męczyć nadmiernie. Chcę zrobić to, co zaplanowałam" - twierdzi.
Krystyna Janda: Ogłosiła już ostatnią wolę
Krystyna Janda żartuje, że jest już w takim wieku, że o czymkolwiek by nie zaczęła mówić, zawsze dochodzi do tematu śmierci i odchodzenia. W ostatnich latach pożegnała wielu znajomych i przyjaciół, pochowała bliskie jej sercu osoby...
"Strasznie mi ich brak, tych, co ich nie ma! I ich, i tamtego świata. Babcia, dziadek, mama, ojciec, mąż, teściowa, Andrzej Wajda, Piotruś Machalica, profesor Bardini, (...) moja gosposia Honorata, ciocia, co mi czytała... Mogłabym tak wymieniać godzinami, a chciałabym się do każdego przytulić" - napisała na łamach magazynu "Pani".
"Żyję od dawna sama" - wyznała w rozmowie z Onetem.
Aktorka, którą wkrótce zobaczymy w roli samej siebie w jednym z odcinków serialu "Mój agent", powiedziała kiedyś, że o śmierci zaczęła myśleć, gdy zmarł jej mąż - wybitny operator Edward Kłosiński.
"Nic mnie już nie przeraża, nawet śmierć. Wcześniej o niej nie myślałam, a teraz się jej nie boję. Zdziwiło mnie tylko, że tak łatwo się umiera" - opowiadała, wspominając moment, gdy została wdową.
Krystyna Janda chciałaby, aby po śmierci ją skremowano. Wolę tę wyraziła w jednym z felietonów. Kremację odradzają jej jednak dzieci...
W filmie Borysa Lankosza "Rewers" (2009) pierwsze skrzypce grała co prawda Agata Buzek (w środku), jednak obraz utalentowanego debiutanta był również okazją do spotkania dwóch legend polskiego aktorstwa - Anny Polony i Krystyny Jandy. "Z Krystyną Jandą poznałyśmy się przed laty w domu Andrzeja Wajdy, potem spotkałyśmy się przy jakiejś okazji, ale nigdy z nią nie pracowałam. Bałam się trochę tej pierwszej wspólnej pracy, nie wiedziałam czy się zgramy, czy będzie otwarta, czy też najeżona na mnie. Ale doznałam bardzo miłego rozczarowania. Wszystkie moje lęki okazały się zbyteczne" - wspomina Anna Polony.
Rola niewidomej poetki Jadwigi Stańczakowej, którą zagrała w filmie "Parę osób, mały czas" Andrzeja Barańskiego, uznawana jest za jedno z największych kinowych osiągnięć Jandy. W 2005 roku artystka otrzymała za nią główną nagrodę aktorską na festiwalu w Gdyni. Jak ujawnił reżyser, "pani Krystyna grała z zamkniętymi oczami i - co ważne - polegała przede wszystkim na swoim instynkcie".
W 1996 roku Krystyna Janda zadebiutowała jako reżyserka przenosząc na ekran jedną z najpopularniejszych powieści o miłości w czasach PRL- "Pestkę" Anki Kowalskiej. Krytycy zarzucali filmowi zbytnie uleganie stereotypom melodramatu i brak autentyzmu postaci. Ale nie brakowało też takich, którzy chwalili Jandę za niezwykle wiarygodne przedstawienie cierpienia, jakie rodzi się z odpowiedzialności za uczucia, zasady oraz bliskich ludzi - film otrzymał nagrodę za najlepszy debiut na Festiwalu Filmowym w Gdyni.
Za rolę "Francuzki" - "dziwnie się zachowującej, kolorowo ubranej kobiety" w filmie Waldemara Krzystka "Zwolnieni z życia" (1992) - Janda otrzymała nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu w San Sebastian.EAST NEWS/POLFILM
Mało kto pamięta o roli, którą Krystyna Janda zagrała w 1989 roku w serialu telewizyjnym Jana Łomnickiego "Modrzejewska", gdzie wcieliła się w tytułową poastać najwybitniejszej polskiej aktorki XIX wieku.EAST NEWS/POLFILM
Ważnym międzynarodowym sukcesem okazał się uhonorowany Oscarem film Istvana Szabo "Mefisto" z 1981 roku, w którym Janda wcieliła się w postać Barbary Bruckner.EAST NEWS/POLFILM
W "Syntezie" (1983) Macieja Wojtyszki akcja rozgrywa się co prawda w drugiej połowie XXI wieku, ale Krystyna Janda w kreacji aktorki Glorii Lamb wygląda jakby żwycem wyjęta z teledysków lat 80.EAST NEWS/POLFILM
W telewizyjnej ekranizacji powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza 'Doktor Murek" (1979) Krystyna Janda w kreacji Zośki "Arletki" miała możliwość zaprezenteowania ekranowego seksapilu.EAST NEWS/POLFILM
Na przełomie lat 70. i 80. Janda występowała w filmach Piotra Szulkina spod znaku science fiction: "Golemie" (1980), "Wojnie światów - następne stulecie" (1981) oraz w "O-bi, o-ba. Koniec cywilizacji" (1984) - [na zdjęciu].EAST NEWS/POLFILM
Z Wajdą Janda współpracowała jeszcze kilkakrotnie, w filmie "Bez znieczulenia" (1978) zagrała niewielką rolę Agaty. W "Dyrygencie" (1979) wystąpiła jako młoda skrzypaczka Marta [na zdjęciu] zafascynowana starszym, dojrzałym dyrygentem Johnem Lasockim (w tej roli wystąpił John Gielgud).
Świadkiem na jej ślubie był sam Lech Wałęsa! Oczywiście chodzi o scenę przed ołtarzem w filmie "Człowiek z żelaza" (1981) - kontynuacji "Człowieka z marmuru" Andrzeja Wajdy. Obraz triumfowałna festiwalu w Cannes zdobywając główną nagrodę imprezy - Złotą Palmę. "Fakt, że kino polskie mogło na festiwalu w Cannes wydać swój krzyk, jest (być może) gwarancją wolności. Z ironią, tak w Cannes cenioną, mówi się, że to Lech Wałęsa powinien był otrzymać nagrodę dla najlepszego aktora" - pisała w relacji dla "France Soir" Jacqueline Cartier.
Ekranowym debiutem Krystyny Jandy była rola Agnieszki w filmie Andrzeja Wajdy "Człowiek z marmuru" z 1976, która przyniosła jej Nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego. Pierwowzorem postaci telewizyjnej dziennikarki, którą zagrała Janda, była Agnieszka Osiecka.EAST NEWS/POLFILM
"Zawsze gra podobną, raz stworzoną postać, nadając jej cechy wszystkim swoim rolom. Jej aktorstwo cechuje silna ekspresja, żywiołowy temperament, ideowe zaangażowanie, czasem manieryczność" - pisał o artystce Jan Kłossowicz w 'Słowniku teatru polskiego". Przypominamy najsłynniejsze kinowe kreacje Krystyny Jandy - fot. Wojciech Strożyk
"Nasza nieżyjąca rodzina generalnie spopielona, z prochu powstałeś, w proch się obrócisz. Teraz moje dzieci mówią, że nie wolno, każde spopielenie to wielka szkoda dla atmosfery i duże zużycie energii. (...) Proszę mnie spopielić. Tyle złego w atmosferze jeszcze świat wytrzyma" - napisała.