Reklama

Reklama

Kolejna gwiazda dołącza do krytyki komiksowych widowisk

Pandemia COVID-19 nasiliła problemy twórców ambitnego kina. Produkcje te coraz trudniej przebijają się na duży ekran, a nawet wtedy nie przynoszą zysku. Takiego problemu nie mają komiksowe widowiska, co tylko pogłębia dysproporcję między kinem rozrywkowym a ambitnym. Gwiazdor "Mechanicznej pomarańczy" Malcolm McDowell dołącza do krytyki kina spod znaku Marvela, któremu wcześniej niemiłych słów nie szczędzili Martin Scorsese i Quentin Tarantino.

Pandemia COVID-19 nasiliła problemy twórców ambitnego kina. Produkcje te coraz trudniej przebijają się na duży ekran, a nawet wtedy nie przynoszą zysku. Takiego problemu nie mają komiksowe widowiska, co tylko pogłębia dysproporcję między kinem rozrywkowym a ambitnym. Gwiazdor "Mechanicznej pomarańczy" Malcolm McDowell dołącza do krytyki kina spod znaku Marvela, któremu wcześniej niemiłych słów nie szczędzili Martin Scorsese i Quentin Tarantino.
Malcolm McDowell na festiwalu filmowym w Turynie /Stefano Guidi /Getty Images

"To wstyd, że tracimy filmy, których motorem napędowym są postaci. Nie chcę oglądać do znudzenia produkcji kręconych na green screenie. Moje dzieci je uwielbiają i nie widzę w tym niczego złego. Jest dla nich miejsce, niech sobie istnieją. Postarajmy się jednak o większą równowagę pomiędzy nimi, a filmami przeznaczonym dla doroślejszych widzów" - mówił Malcolm McDowell w rozmowie z portalem "Variety" przy okazji festiwalu filmowego w Turynie.

"Doprowadziliśmy do tego, że niemal niemożliwością jest stworzenie filmu niezależnego. Oczywiście, zawsze było to trudne, ale nigdy nie było niemożliwe. Jednak teraz za sprawą streamingów... to właśnie na streamingi przeniosło się niezależne kino" - kontynuował legendarny aktor.

Reklama

Bale i Cumberbatch krytykują komiksowe widowiska

Ne pierwszy to raz, kiedy aktorzy krytykują coraz bardziej wszechobecny green screen. Technikę, w której występuje się na tle zielonego ekranu, a w procesie postprodukcji dodawane jest tło właściwe. Krytyka tego sposobu filmowania pobrzmiewała niedawno w wywiadzie z gwiazdorem filmu "Thor: Miłość i grom", Christianem Bale'em.

"Po raz pierwszy robiłem coś takiego. To definicja monotonii. Jesteś otoczony dobrymi ludźmi, aktorami, którzy są w tym o wiele bardziej doświadczeni niż ja. Ale czy jesteś w stanie odróżnić jeden dzień od drugiego? Nie. Bezapelacyjnie nie. Nie masz pojęcia, co robić. Nie byłem w stanie odróżnić jednej lokacji od drugiej. Mówili mi, że jesteśmy na planie trzecim. Pytałem, czy to ten niebieski, a oni, że tak i że już jesteśmy na planie siódmym. I że też jest niebieski. Nie wiedziałem więc, gdzie dokładnie jesteśmy" - zdradził, jak wyglądają kulisy produkcji takich filmów w rozmowie z magazynem "GQ".

W podobnym tonie wypowiadał się również Benedict Cumberbatch ("Doktor Strange"). "To nie jest aktorska siłownia, gdzie cały czas zdejmujesz z siebie kolejne warstwy, by odsłonić prawdę. Trochę tak, ale pracując nad ogromnymi filmami jak 'Avengers', trudno jest wydobyć z siebie pełnię emocji w pięć minut, bo reszta czasu poświęcona jest większym rzeczom, które rozgrywają się dookoła ciebie" - stwierdził nie bez żalu.

PAP life
Dowiedz się więcej na temat: Malcolm McDowell

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy