Reklama

Reklama

Kevin Bacon: Serialowy złol i gwiazda TikToka

Są aktorzy, których nazwisko natychmiast wywołuje konkretne skojarzenie. John Travolta? "Gorączka sobotniej nocy". Patrick Swayze? "Uwierz w ducha" lub "Wirujący seks". Kevin Bacon? Oczywiście "Footloose". Rola Rena McCormicka stała się dla filadelfijczyka przełomem w karierze; z dobrze rokującego aktora Bacon stał się idolem nastolatek. Jednak z czasem Amerykaninowi udało się odlepić od siebie tę jednoznaczną metkę dzięki takim tytułom, jak: "Ludzie honoru", "Apollo 13", "Uśpieni", "Dzikie żądze", "Rzeka tajemnic", czy serial "The Following".

​Kevin Bacon: W pracy genialnie gra czarne charaktery, po godzinach czule śpiewa dla kóz

Bacon wymyka się hollywoodzkim stereotypom także dlatego, że łączy aktywną karierę z udanym życiem osobistym. Jego żoną od trzydziestu trzech lat jest aktorka Kyra Sedgwick. Dwójka dzieci pary jest dziś dorosła, więc rodzice poświęcają się prowadzeniu farmy w Connecticut. W sieci roi się od filmików, na których Bacon - zapalony muzyk, wraz z bratem Michaelem grający w zespole Bacon Brothers - śpiewa serenady dla... kozy.

Nie zarzucił jednak poważnych projektów. Od poniedziałku na HBO GO można oglądać go w drugim sezonie świetnego serialu "Miasto na wzgórzu". Według Bacona to "surowe kino w stylu 'Prawa ulicy', filmów Martina Scorsese czy Sidneya Lumeta". Świetnie wystylizowana, brutalna produkcja nie unika trudnych tematów. Imponuje charyzmatyczna obsada, a wyjątkowo mocna chemia łączy ambitnego prokuratora Decourceya Warda (w tej roli Aldis Hodge) z doświadczonym, ale skorumpowanym agentem FBI, Jackiem Rohrem. Choć Bacon grał w swojej karierze wiele naprawdę wstrętnych czarnych charakterów, Rohr to być może najbardziej odpychający bohater w jego dorobku.

Reklama

Spełnione marzenia

Akcja "Miasta na wzgórzu" rozgrywa się w Bostonie w latach dziewięćdziesiątych. Dla kogoś kto, tak jak Bacon, doskonale ten czas pamięta, powrót do przeszłości bywa zabawny. "Myślenie o filmie rozgrywającym się wtedy jako o kinie historycznym to dla mnie trochę abstrakcja. Ale też interesująca szansa, by przyjrzeć się bliżej światu sprzed epoki cyfryzacji i urządzeń mobilnych. Wtedy dominowało inne podejście do świata. U nas dialogi są logicznym wynikiem okoliczności, a nie wymuszonym zestawieniem dwóch aktorów, żeby pogadali na potrzeby filmu" - uważa aktor.

Prywatnie dziewiąta dekada ubiegłego wieku była dla Bacona czasem wielkich sukcesów i wychodzenia na prostą. Urodzony w 1958 roku jako najmłodszy z szóstki rodzeństwa, Kevin od samego początku miał dla swoich filmowych marzeń pełne wsparcie rodziny. Jako szesnastolatek zdobył stypendium, pokrywające koszt pięciotygodniowego kursu w szkole artystycznej. Wtedy zapadła decyzja: aktorstwo to jest to! Dziś mówi: "Kiedy zaczynałem, marzyło mi się, że w tej pracy będę w stanie wcielać się w różnorodnych bohaterów. Czuję ogromną wdzięczność, bo udało się zrealizować ten plan. Na przestrzeni kariery miałem okazję postawić się na miejscu wielu fascynujących ludzi".

W 1975 roku Bacon przyjechał do Nowego Jorku z oddalonej dwie godziny drogi Filadelfii i zaczął rozwijać umiejętności w usytuowanej na Broadwayu szkole teatralnej na Circle in The Square. Niedługo potem przyszły pierwsze, drobne role w filmach - m.in. "Menażerii" (1978), "Piątek trzynastego" (1980) czy "Diner" (1982). Jednocześnie grał w teatrze. Za rolę w sztuce "Forty Deuce" zdobył ważną branżową nagrodę Obie, w "The Slab Boys" wystąpił na Broadwayu obok, wówczas nieznanych, Seana Penna i Vala Kilmera.

W 1984 przyszedł przełom: hitowy muzyczny "Footloose" o chłopaku z wielkiego miasta, który trafia na prowincję, gdzie śpiew i taniec są zakazane. I się buntuje. Ta rola przyniosła Baconowi sławę i dziką popularność. Jednak mimo kolejnych pierwszoplanowych ról w dobrze rokujących tytułach - jak "Żywe srebro" (1986), "Ona będzie miała dziecko" (1988) czy "Prawo i sprawiedliwość" (1989) - długo nie trafiał w równie wielki hit. Jego pozycja zaczęła słabnąc, na domiar złego zmarła jego mama. Ta strata na dłuższy czas położyła się cieniem na dyspozycji aktora.

Być jak Meryl Streep

Kolejna dekada to mocny początek w "JFK" Olivera Stone’a (1991) u boku Costnera, Oldmana czy Lee Jonesa. Zaraz potem rola w doborowo obsadzonych "Ludziach honoru" Reinera z Jackiem Nicholsonem, Tomem Cruise'em i Demi Moore. Pojawiła się też szansa, by spełnić wielkie, szczeniackie marzenie. Otóż, kiedy w latach siedemdziesiątych Bacon zaczynał próbować swoich sił w branży filmowej, jego idolem nie byli uwielbiani wówczas Pacino, DeNiro czy Redford, a jedyna i wspaniała Meryl Streep, którą aktor podziwiał za jej zdolność pełnej transformacji z roli na rolę. Dwie dekady później wystąpił z legendarną artystką w "Dzikiej rzece" (1994). Rola niebezpiecznego przestępcy Wade’a przyniosła mu pierwszą - i na wiele lat jedyną - nominację do Złotego Globu. Do końca dekady zagrał jeszcze u Rona Howarda w "Apollo 13" (1995), Barry’ego Levinsona, w kultowych dziś "Uśpionych" (1996) i w charyzmatycznie kiczowatych "Dzikich żądzach" (1998).

W tym czasie zadebiutował też jako reżyser. W obu jego filmach - "Pożegnaniu z Chase" (1996) i późniejszym "Loverboy" (2005) - gra jego żona. Lata dziewięćdziesiąte zamyka popularny horror "Opętanie" (1999). To jeden z wielu tego typu filmów w jego dorobku, obok "Piątku 13" (1980), "Morderczego demona" (1983), "Linii życia" i "Wstrząsów" z 1990 roku, "Człowieka widmo" (2000) i "Duchów kanionu" (2016). Jak sam twierdzi, Valentine McKee ze "Wstrząsów" to jedyny bohater, którego chciałby zagrać jeszcze raz. Dwadzieścia lat po premierze "Opętania" Bacon ponownie wszedł na plan z reżyserem Davidem Koeppem, prywatnie dobrym kolegą. Powstał trzymający w napięciu "Powinniście odejść" (2020). Wspólnie zrealizowali także mroczne słuchowisko "Yard Work", w którym Bacon jest narratorem.

W latach dziewięćdziesiątych Bacon doczekał się nawet inspirowanej nim gry. "Sześć stopni oddalenia" lub "Prawo Bacona", według którego dwie dowolne osoby na świecie dzieli co najwyżej sześć podań ręki. Patronuje mu nazwisko aktora, bo od lat jest on jednym z najbardziej zapracowanych w branży. W filmach gra nieprzerwanie od 1978 roku i wyznaje filozofię, że "nie ma czegoś takiego, jak nieznacząca rola". Ma w dorobku ponad dziewięćdziesiąt mniej i bardziej rozbudowanych występów, więc można powiązać z nim niemal każdego amerykańskiego aktora. Ten, który grał z nim w jednym filmie - jak Meryl Streep, Jack Nicholson czy Brad Pitt - miałby "liczbę Bacona 1". Kto zagrał z którymś z nich, ma liczbę 2. Na tej zasadzie "dwójka" przysługuje np. Jerzemu Stuhrowi, Zbigniewowi Zamachowskiemu czy Januszowi Gajosowi, którzy w "Trzy kolory. Biały" spotkali się na ekranie z Julie Delpy, ekranową partnerką Bacona z filmu "Odwrócić przeznaczenie".

Aktor, który jest bardzo aktywny na social mediach, nawiązał do "Prawa Bacona" w jednym ze swoich pandemicznych nagrań. "Hej, znacie mnie, prawda? Technicznie rzecz biorąc jestem zaledwie o sześć stopni od każdego z was. W tej chwili, podobnie jak wszyscy ludzie na całym świecie, przebywam w domu, bo to ratuje życie i jest jedynym sposobem na powstrzymanie rozprzestrzeniania się koronawirusa. (...) Każdy z nas ma kogoś, dla kogo warto zostać w domu". Dla Kevina taką osobą była żona, którą oznaczył hasztagiem. Zaprosił też do zabawy sześć kolejnych osób, wśród nich Eltona Johna, Demi Lovato i Davida Beckhama.

Seriale? Dlaczego nie!

W nowym millenium Bacon nie zwolnił tempa. Wspomniany wcześniej "Człowiek widmo" przyniósł mu nominację do nagrody MTV w kategorii Najlepszy Czarny Charakter. Pojawił się w "24 godzinach" (2002), "Tatuażu" (2003) i "Gdzie leży prawda" (2005). Jedną z jego najlepszych kreacji z tamtego okresu pozostaje policjant Sean Devine z "Rzeki tajemnic" Clinta Eastwooda (2003). W 2008 roku zagrał w pamiętnym "Frost/Nixon". Bacon długo był zdeklarowanym przeciwnikiem telewizji. Zarzekał się, że nigdy nie wystąpi w serialu, w jednym z wywiadów żartował nawet, że gdyby jego agent zaproponował mu rolę w serialu, zwolniłby go bez wahania.

Ale w 2005 roku jego żona przyjęła główną rolę w "Podkomisarz Brendzie Jackson". Serial zyskał wielką popularność, przynosząc Sedgwick liczne nagrody i nominacje. Bacon miał szansę obserwować, jak bardzo zmieniły się serialowe standardy, ile frajdy i artystycznych wyzwań ma na planie jego partnerka.

W tym samym czasie jego kariera kinowa nieco zwolniła tempa. Postanowił więc zaryzykować i tym samym otworzył się przed nim nowy rozdział. W 2009 swój pierwszy Złoty Glob zdobył właśnie za film telewizyjny, wyprodukowaną przez HBO "Podróż powrotną". W kolejnych latach krytyków zachwycały kolejne kreacje w produkcjach na mały ekran, jak tytułowa postać w komedii "I Love Dick" czy główna rola agenta FBI Ryana Hardy’ego w serialu "The Following".

Jak zauważa wielu krytyków, Jackie Rohr z "Miasta na wzgórzu" to kolejne nazwisko w kolekcji czarnych charakterów, w które tak smakowicie wciela się Bacon. Ale jak podkreśla aktor: "Granie 'złoli' niekoniecznie oznacza lepszą zabawę. Wcielanie się w postaci z właściwym systemem wartości też bywa satysfakcjonujące". W Jackiem najbardziej pociąga Amerykanina jego nieoczywistość, wielowymiarowość. "To złożona postać z mroczną przeszłością, którą nieco lepiej poznajemy w drugi sezonie. Rasowy łgarz, śliski typ, każde jego słowo budzi wątpliwości. Kłamca, rasista, narkoman, kompletny mizogin. Gęba mu się nie zamyka. A jednocześnie nieprzeciętnie inteligentny, oczytany facet. Nigdy nie wiadomo, co zrobi dalej. Z odznaką czuje w sobie męską siłę, zaś na sam dźwięk słowa 'emerytura' przestaje się czuć jak facet. Jackie jest uzależniony od wielu rzeczy. Praca w FBI to jedna z nich".

W drugim sezonie bardzo ciekawie obserwuje się relacje, jakie Jackie nawiązuje z kobietami, w tym z graną przez Keiko Elizabeth - Karen Shimizu, nową prokurator generalną i de facto jego szefową. Powiedzieć, że lecą iskry, to nic nie powiedzieć.

Bardzo trudna jest pozycja, z jakiej startuje w drugim sezonie Jackie. "Do szkieletów w szafie dołączyły prawdziwe trupy. Jackie ma krew na rękach, na sumieniu co najmniej dwa ciała. Jego praca jest w zagrożeniu, grunt usuwa mu się spod stóp. A to typ przyzwyczajony do lądowania na cztery łapy. Jak daleko może się posunąć, ile może mu ujść na sucho?" - zastanawia się Bacon.

Jak sam zauważa, w latach dziewięćdziesiątych zarówno w policyjnych szeregach, jak i w obrębie FBI silna była przemoc na tle rasowym i korupcja. "Mam nadzieję, że patrząc na ten serial z dzisiejszej perspektywy, z pełną świadomością systemowego rasizmu w tym kraju, widz zacznie się zastanawiać: jak daleko od tamtej pory zaszliśmy? Oby pomyślał: Bogu dzięki, że to już tak nie wygląda. Niestety, świat nie jest czarno-biały i korupcja wciąż pozostaje aktualnym problemem, choćby w Waszyngtonie" - kręci głową Bacon.

Nieoczywisty influencer

Ubiegły rok to dla Bacona czas nowego rodzaju debiutów. Produkcja "Miasta..." miała na liczniku dwa odcinki, kiedy rozhulała się pandemia i zdjęcia trzeba było wstrzymać. "Jak chyba wszyscy na całym świecie sądziłem, że stajemy na kilka tygodni, może miesiąc. Oczywiście tak się nie stało. Ale ja nie potrafię siedzieć w miejscu. Zacząłem pisać piosenki, produkować je z domowego studia. Do jednej nakręciłem wideo, potem do kolejnej. Wspólnie z Kyrą wyreżyserowaliśmy krótki film z naszym udziałem. Włosy, charakteryzacja, catering - wszystko zorganizowaliśmy sami. Właściwie nim się spostrzegłem, byłem z powrotem na planie 'Miasta...'. Kręcenie ostatnich sześciu odcinków z pandemicznymi obostrzeniami to był heroiczny wysiłek całej ekipy" - podkreśla aktor. Zapomina dodać, że w pandemii został także gwiazdą... TikToka.

"No cóż, czasami budzę się i mam po prostu ochotę zrobić coś fajnego. Przez lata kręciłem śmieszne filmiki i tym podobne, ale przed erą mediów społecznościowych dzieliłem się z nimi tylko ze znajomymi czy żoną. Teraz istnieje platforma, zapewniająca wielki zasięg i ja z niej korzystam" - argumentuje. Jego oficjalne, założone w kwietniu ubiegłego roku konto, obserwuje niemal 850 tysięcy użytkowników. Znaleźć można na nim porady kulinarne (w tym przepis na pyszne guacamole lub krojenie banana... igłą i nitką) i wspomniane we wstępie, mini koncerty dla kóz (i alpak!).

Bacon nie tylko zagrał w "Mieście na wzgórzu". Wyreżyserował także pierwszy odcinek drugiego sezonu. W pewnym momencie na ekranie jeden bohater pyta drugiego, czy w życiu częściej wolał mieć rację, czy być szczęśliwym. Co na to Bacon? "Wydaje mi się, że jeśli człowiek nie zachłyśnie się sukcesem, ma szanse zachować w życiu równowagę. Cała ta pogoń za sławą, pieniędzmi i władzą... Dla mnie to nigdy nie było ważniejsze niż szczęście. U mnie ma ono źródło w rodzinie, przyjaciołach, w miłości. I w nieustannym staraniu, by nigdy nie przestać być porządnym człowiekiem".

[Wszystkie cytaty w tekście pochodzą z mini konferencji prasowej z udziałem aktora, w jakiej autorka tekstu wzięła udział pod koniec lutego 2021 dzięki uprzejmości HBO]

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Kevin Bacon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje