Reklama

Reklama

Keira Knightley: Byłam snobem

Brytyjska aktorka Keira Knightley uważa, że nie zasługuje na swój sukces. W wywiadzie dla "The Telegraph" gwiazda opowiada też o analizowaniu granych przez siebie bohaterek, braku wykształcenia i doprowadzeniu Carey Mulligan do płaczu.

Keira Knightley zagrała ostatnio Ruth, bohaterkę ekranizacji książki Kazuo Ishiguro "Nie opuszczaj mnie" rozgrywającej się w alternatywnej rzeczywistości i mówiącej o szkole dla... klonów. Aktorka nie czytała wcześniej powieści, ale zainteresowała się scenariuszem.

"W ogóle nie wiedziałam o istnieniu książki. Przeczytałam scenariusz i wydał mi się wyjątkowy. Potem sięgnęłam po książkę. Była taka cicha i druzgocąca. Filmy często upraszczają fabułę i pobłażliwie traktują widzów. Ekscytowało mnie, że ten projekt jest inny. Mówi: 'Stop - pomyśl'" - powiedziała aktorka.

Reklama

Jest to historia Kathy, narratorki powieści (Carey Mulligan), jej ukochanego - Tommy'ego (Andrew Garfield), przyjaciółki Ruth (Keira Knightley) i innych wychowanków Hailsham - szkoły z pensjonatem, która w toku rozwoju akcji okazuje się być "zhumanizowaną" wersją hodowli klonów - przyszłych dawców organów. Wszyscy absolwenci w dorosłym życiu przeznaczeni są do bycia dawcami, aż do momentu, gdy umrą w wyniku trudów kolejnych donacji.

Keira Knightley po raz drugi spotkała się na planie z Carey Mulligan. Wcześniej zagrały razem w "Dumie i uprzedzeniu" (2005).

"To był jeden z powodów, dla których chciałam wziąć udział w tym filmie. Rzadko zdarza się, że można grać w jednym filmie z przyjaciółmi. W filmie doprowadzam bohaterkę Carey do płaczu. To okropne. Po każdej scenie musiałam ją przepraszać, a ona odpowiadała: 'W porządku, udawałam'.

Zresztą płacz to jeden z najmocniejszych aktorskich atrybutów Carey Mulligan.

"Boże, ona jest genialną płaczką! Jest na wyższym poziomie. W jednej scenie powiedziałam jej: 'Za każdym razem, kiedy powiem to słowo, chcę, żeby spłynęła jedna łza z twojego prawego oka'. I to działało jak w zegarku. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego. Jedyną osobą, która też tak potrafi jest Sienna Miller. To zadziwiające i daje mi takiego kopa" - wspomina Knightley.

Aktorka woli podchodzić do granych przez siebie ról analityczne. Nie improwizuje na planie, raczej analizuje bohaterkę, myśli o niej.

Zobacz zwiastun filmu Marka Romanka z Keirą Knightley w jednej z głównych ról:

"Jestem bardzo analityczna, a moje ostatnie role stają się coraz większym wyzwaniem intelektualnym. Zmuszają mnie do rozumienia i utożsamiania się z ludźmi i sytuacjami, które są trudne. Może to mój problem jako aktorki. Może powinnam bardziej pracować sercem. Ale uwielbiam analizowanie. Zakończyłam edukację w wieku 16 lat. Nie mam żadnego formalnego wykształcenia i analizowanie bohaterów i scenariusza to część mojej edukacji. Odnajduje w tym przyjemność" - tłumaczy Keira.

Aktorka długo nie radziła sobie z kompleksem braku wykształcenia.

"Byłam wielkim snobem. Zawsze świetnie sobie radziłam w szkole i pomysł, że zakończyłam edukację w wieku 16 lat przez długi czas był dla mnie szokujący. Dopiero niedawno sobie z tym poradziłam. Ale zawsze będzie to część mojej osobowości, rodzaj psychicznego obciążenia" - stwierdziła.

Może dlatego Knightley jak tylko osiągnęła sukces za sprawą "Piratów z Karaibów" zaczęła sięgać po trudne role.

"Wydawało mi się, że nie zasługuję na sukces. Zależy mi na skomplikowanych, złożonych bohaterach. Lubię eksplorować rzeczy trudne moralnie, niejednoznaczne i takie, które nie mają łatwych odpowiedzi" - przekonuje gwiazda.

"Nie opuszczaj mnie" wejdzie na ekrany polskich kin na początku marca.

Wcześniej, bo już w piątek, 4. lutego, zadebiutuje w Polsce inny obraz z aktorką - "Londyński bulwar", w którym partneruje jej Colin Farrell.

Zobacz zwiastun filmu Williama Monahana:

Nie wiesz, w którym kinie możesz obejrzeć film "Londyński bulwar"? Sprawdź repertuar kin w swoim mieście!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy