"Kamerdyner": Andrzej Pągowski autorem plakatu do filmu Filipa Bajona

21 września na ekrany kin trafi nowy film Filipa Bajona "Kamerdyner". To opowiedziana z epickim rozmachem, inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia splątanych losów Polaków, Kaszubów i Niemców na tle burzliwych wydarzeń pierwszej połowy XX wieku. Autorem plakatu jest Andrzej Pągowski.

Sebastian Fabijański i Marianna Zydek na plakacie autorswa Andrzeja Pągowskiego

Zdjęcia do filmu zakończyły się w kwietniu. Trwały blisko trzy lata. To produkcja wyjątkowo wymagająca, ponieważ fabuła obejmuje blisko 50 lat i ukazuje najważniejsze momenty historii Polski w pierwszej połowie XX wieku: wybuch I wojny światowej, odzyskanie przez Polskę niepodległości i walkę Kaszubów o włączenie Pomorza w granice nowo powstałej Rzeczypospolitej, wybuch II wojny światowej i wreszcie wkroczenie Armii Czerwonej.

Reklama

Mateusz Krol (Sebastian Fabijański), kaszubski chłopiec, po śmierci matki zostaje przygarnięty przez pruską arystokratkę Gerdę von Krauss (Anna Radwan). Dorasta w pałacu. Rówieśniczką Mateusza jest córka von Kraussów Marita (Marianna Zydek). Między młodymi rodzi się miłość. Ojcem chrzestnym chłopca jest kaszubski patriota Bazyli Miotke (Janusz Gajos), który podczas konferencji pokojowej w Wersalu walczy o miejsce Kaszub na mapie Polski, a potem buduje symbol jej gospodarczego sukcesu: Gdynię. Traktat wersalski, który daje Polsce niepodległość, sprawia, że von Kraussowie tracą majątek i wpływy. Wszyscy bohaterowie czują, że świat, który znali, wkrótce diametralnie się zmieni. Wśród żyjących obok siebie Kaszubów, Polaków i Niemców narasta niechęć i nienawiść. Wybucha II wojna światowa. W lasach Piaśnicy naziści dokonują mordu na ludności kaszubskiej - pierwszego ludobójstwa tej wojny.

Dla reżysera filmu Filipa Bajona "Kamerdyner" jest kolejnym filmem o splecionych relacjach polsko-niemieckich losach - po m.in. "Wizji lokalnej 1901" i "Magnacie". Temat Kaszubów interesował go od wielu lat, a reżyser unika określania go jako sumy dotychczasowych badań czy poszukiwań.

- Boję się określenia suma, bo chcę zrobić jeszcze kilka filmów. (...) "Kamerdyner" jest z tych moich polsko-niemieckich filmów najbardziej epicki i pozwolił mi na użycie obrazu jako narzędzia do opowiedzenia pewnej historii. (...) W filmie poruszamy się na pograniczu melodramatu i kina historycznego; elementy melodramatyczne są w nim kluczowe, poza tym jest to dzieło dramatyczne, o zdecydowanym konflikcie historycznym. "Kamerdyner" przechodzi z jednej estetyki w drugą, tylko epicki film daje tę możliwość - podkreślił reżyser na wtorkowej konferencji prasowej.

- Wśród Kaszubów zawsze były dwie opcje, polska i niemiecka. Kaszubi to nie są ludzie złotouści, za nimi nie stoją wielkie hasła. Charakteryzuje ich działanie, co jest bardzo filmowe. Przedstawiony w "Kamerdynerze" "melting pot" i naturalne konflikty między nacjami zawsze dobrze w kinie wychodzą. Pokazujemy pewną idyllę współżycia, która funkcjonowała na Kaszubach na początku XX wieku, a potem obserwujemy mechanizm, który tę idyllę powoli niszczy - dodał Bajon.

Zdaniem reżysera zaplanowana na wrzesień premiera "Kamerdynera" może się wpisywać w obchody stulecia odzyskania niepodległości zwłaszcza fragmentem, w którym Bazyli Miotke jedzie do Wersalu, tak jak pojechał jego pierwowzór - zasłużony kaszubski działacz Antoni Abraham, nazywany "królem Kaszubów".

Janusz Gajos przyznał w rozmowie z dziennikarzami, że przygotowując się do roli Miotkego - człowieka "wielkiej, niekłamanej idei" - czuł lekką obawę, żeby nie pokazać samej idei. - Chciałem pokazać także człowieka i robiłem wszystko, aby tak się stało. Nie wiem, jak ocenią to widzowie, ale myślę, że udało się złożyć tych kilka postaci, w tym Abrahama, w jednego bohatera, Kaszuba z prawdziwego zdarzenia. Kaszubów walczących o polskość było wielu, Abraham - odznaczony za zasługi przez prezydenta Stanisława Wojciechowskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski - jest tylko tym bohaterem, o którym się najczęściej mówi - dodał.

Plakat do filmu stworzył Andrzej Pągowski.  - Miałem o tyle trudną sytuację, że pierwszy raz pracowałem na scenariuszu i na rozmowach z aktorami i reżyserem. Dotąd oglądałem gotowy film. Zaangażowana została cała ekipa: fotograf, który ze mną pracuje według pomysłu, który naszkicowałem, aktorzy, którzy musieli swoją twarzą, kostiumem, sylwetką zagrać jeden moment, reżyser, który przybliżył mi film. Tym razem nie była to praca jednoosobowa, ale zbiorowa. Muszę złożyć tę opowieść tak, żeby oddać klimat filmu, który dopiero powstaje - przyznał Pągowski.

Dowiedz się więcej na temat: Kamerdyner (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje