Reklama

Reklama

Julianne Moore: Starzenie się to przywilej

Skończyła 60 lat i mogłaby narzekać na to, że najlepsze lata ma już za sobą bądź - jak wiele jej koleżanek z branży - mniej lub bardziej skutecznie maskować oznaki upływającego czasu. Jednak Julianne Moore nie tylko nie zamierza się odmładzać, ale jest zadowolona z tego, że widać po niej jej wiek. W niedawnym wywiadzie Julianne Moore zapewniła, że nie widzi w starzeniu się niczego negatywnego. Przeciwnie, uważa je za przywilej.

Julianne Moore

Nie znosi frazy "kobiety w pewnym wieku". I zawsze zwraca uwagę tym, którzy się tym stwierdzeniem posługują. "Nie wiem kto to wymyślił. Pamiętam, że gdy kiedyś ktoś użył tego stwierdzenia w mojej obecności, stwierdziłam, że to brzmi jakby wiek był czymś tak strasznym, że nawet nie chcesz o tym mówić" - wspomniała w rozmowie z magazynem "Image". Powiedziała też, dlaczego nie zamierza się odmładzać. Jej zdaniem gdy ktoś stara się ukryć swój wiek lub zniwelować jego oznaki, to zawsze kończy się to katastrofą. "Nie rozumiem, dlaczego z taką nostalgią odnosimy się do lat młodzieńczych, osobiście nie znam nikogo, kto chciałby znowu mieć 18 lat" - stwierdziła Moore.

Do tej kwestii 60-letnia dziś aktorka wróciła też w rozmowie z "The Sunday Times". Stwierdziła, że wciąż nie może zrozumieć, dlaczego o starzeniu się ludzie mówią w sposób negatywny. "Starzenie się to przywilej" - zapewniła. Przyznała jednak, że jej - dość oryginalne podejście do tej sprawy - może wynikać z tego, że ona sama dość późno dostrzegła uroki życia, a szczęścia zasmakowała, będąc dojrzałą już kobietą.

Reklama

"Jako młody człowiek byłam pracowita, skoncentrowana na karierze, wytrwała i konsekwentna, zawsze przygotowana do przesłuchań, zawsze na czas. Pracowałam solidnie i ciężko. Ale odkryłam, że moje życie osobiste nie jest udane. Dopiero gdy miałam 30 lat, zdecydowałam, że pragnę poukładanego i szczęśliwego życia osobistego. Chciałam mieć rodzinę, dzieci i pewność, że jestem z kimś, kto chce dzielić ze mną życie i ma te same priorytety" - stwierdziła Moore. Takiego idealnego partnera spotkała dopiero po czterdziestce. Okazał się nim reżyser i scenarzysta Bart Freundlich, z którym wzięła ślub w 3003 roku.

Aktorce łatwo mówić o starzeniu się także dlatego, że czas jest dla niej niezwykle łaskawy. Ona sama twierdzi, że jej świetny wygląd to zasługa rad, jakie przekazała jej mama. "Moja mama ma w tym duży udział, bowiem nie pozwalała nam spędzać zbyt wiele czasu na słońcu. Sama nie mogła w pełni z niego korzystać, a ja po niej odziedziczyłam jasną cerę. Dlatego aplikowanie kremu przeciwsłonecznego i noszenie czapki to mój nawyk" - stwierdziła. I trzeba przyznać, że unikanie promieni słonecznych okazało się w przypadku aktorki dobrą kuracją przeciwstarzeniową.

Moore chętnie korzysta też z zabiegów poprawiających stan skóry, nie bez znaczenia jest również dieta aktorki obfitująca w ryby i warzywa. Choć z tą gwiazda miewa problemy. "Niestety, nie jestem najlepsza w trzymaniu się diety. Uwielbiam wino, a staram się nie odmawiać sobie rzeczy, które sprawiają mi przyjemność" - wyjaśnia.

Od czerwca Julianne Moore będzie można ponownie zobaczyć na małym ekranie w produkcji "Lisey's Story". Serial będzie emitowany na Apple TV+ od 4 czerwca.

PAP life
Dowiedz się więcej na temat: Julianne Moore

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje