Reklama

Reklama

Jan Himilsbach: Korzystał z życia

Aktorem został z przypadku, a w każdym filmie był właściwie taki sam. Jan Himilsbach nie tyle grał, co po prostu był - sobą. Dlatego nazywano go księciem naturszczyków. W ramach cyklu "Niedziela z..." (28 lipca) w TVP Kultura będzie można zobaczyć reportaż poświęcony artyście i dwa filmy z jego udziałem.

Jan Himilsbach w filmie "Rejs" (1970)

"Życie jest piękne, ale niestety, trzeba umieć z tego korzystać" - mówił Jan Himilsbach i czerpał z niego pełnymi garściami. Zmarł w wieku 57 lat.

"Ludzie są dla mnie życzliwi, lubią mnie, a co ja takiego robię... Nigdy w życiu nie usiłowałem być kimś. Niczego nie planowałem" - mawiał  Jan Himilsbach.

Kamieniarz, a wcześniej górnik, ślusarz, piekarz i grabarz o wątpliwych manierach oraz prezencji, nie planował aktorskiej kariery.

Kiedy w 1970 roku trafił na plan kultowego dziś "Rejsu", miał 39 lat, a za sobą pobyt w kryminale.

Reklama

Podczas pracy poznał Zdzisława Maklakiewicza. Zostali nierozłącznymi przyjaciółmi aż do tragicznej śmierci tego drugiego w 1977 roku. Razem stworzyli najbarwniejszy duet w kinie szarego PRL-u. Poza "Rejsem" zagrali jeszcze w komediach "Wniebowzięci" i "Jak to się robi".

Jan Himilsbach stworzył blisko 60 kreacji filmowych i serialowych. Był także świetnym poetą i pisarzem. Jak na literata przystało, miał bujną wyobraźnię. Nie wiadomo, co w jego życiorysie było prawdą, a co fikcją. Ponoć do pisania namówił go sam Marek Hłasko, zachwycony wierszami kamieniarza z Powązek.

Chętnie udzielał wywiadów (udzielił ich przez całe życie ponad siedmiuset), za każdym razem prezentując inną wersję swojego życia i wzbogacając o nowe wątki.

"Na mnie pracuje czas. Czy ludzie się z tym godzą, czy nie, ja i tak zostanę w historii" - tłumaczył jednemu z dziennikarzy.

Zmarł 11 listopada 1988 roku (choć i ta data jest umowna), podczas trwającej kilka dni libacji w melinie przy ulicy Górnośląskiej w Warszawie. Nie wiadomo, co tam się działo... O tym, że Himilsbach nie żyje, koledzy przekonali się 11 listopada i dlatego tę datę wpisano do aktu zgonu.

Aktor był obsadzany zazwyczaj w rolach epizodycznych, najczęściej grał ludzi z marginesu, ze względu na chrypliwy głos i charakterystyczny wygląd. Dopiero po śmierci doceniono jego samorodny talent.

W ramach cyklu "Niedziela z..." (28 lipca) w TVP Kultura zobaczymy reportaż poświęcony artyście i dwa filmy: "Wniebowzięci" (godz. 18:10) oraz "Party przy świecach" (godz. 19:05).

"Wniebowzięci" (1973) to komedia, której twórcy wykazują, że spełnione marzenie nie czyni ludzi ani lepszymi, ani szczęśliwszymi. Pomaga natomiast akceptować własny los. Dwaj mężczyźni z rodzaju "niebieskich ptaków" po uzyskanej większej wygranej w totolotku postanawiają zafundować sobie po raz pierwszy w życiu podróż samolotem. Spróbowawszy smaku podniebnej przygody, trwonią resztę gotówki na kolejne samolotowe eskapady. Dzięki pieniądzom zaznają innego życia, wcielają się w inne role, by w końcu przekonać się, że tak naprawdę najlepiej czują się, gdy są sobą. W rolach głównych wystąpili Zdzisław Maklakiewicz i Jan Himilsbach.

"Party przy świecach" (1980) jest adaptacją opowiadania Jana Himilsbacha, zarazem autora scenariusza. Niuniek i Aniołek są małżeństwem zgodnym, ale finansowo nie układa im się najlepiej. Po obejrzeniu zdjęcia kuzynów ze wsi, pozujących na tle okazałej willi i drogiego samochodu, postanawiają zrobić wszystko, by podczas zapowiedzianej wkrótce wizyty krewnych w mieście również zaimponować im swoim stanem posiadania i pozycją. Niezbyt legalnym sposobem zamieniają chwilowo swoje M-2 na duże mieszkanie szefa Niuńka, dokonują ogromnych zakupów żywności i urządzają wystawne przyjęcie. W filmie wystąpili: Helena Wyrodek, Wiesław Wójcik i Jan Himilsbach (zagrał wścibskiego sąsiada, który wprasza się na przyjęcie).

JBJ

Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Jan Himilsbach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama