Reklama

Reklama

Igor Śmiałowski: Na wieki wieków amant

"Na wieki wieków amant" - mawiał o nim Andrzej Szczepkowski. Igor Śmiałowski był wszechstronnym aktorem, niezrównanym gawędziarzem i prawdziwym dżentelmenem. Można było go podziwiać w takich filmach, jak "Znachor", "Chłopi", "Lalka", "Cudzoziemka" czy "Kariera Nikodema Dyzmy". 16 czerwca mija 15 lat od jego śmierci.

Igor Śmiałowski był "dyżurnym arystokratą teatru w PRL"

"Przeuroczy, czarujący kolega, wspaniały aktor, prawdziwy dżentelmen" - tak Ignacy Gogolewski wspominał Igora Śmiałowskiego. "Był dyżurnym arystokratą teatru w PRL" - pisał o nim Jerzy Waldorff. Za sprawą Andrzeja Szczepkowskiego przylgnęło do niego powiedzenie "na wieki wieków amant".
 
Był dziedzicem w "Chłopach" (1972), księciem w serialowej "Lalce" (1977), hrabią w "Karierze Nikodema Dyzmy" (1980), hrabią Czyńskim w "Znachorze" (1981), ambasadorem w "Cudzoziemce" (1986), królem Stanisławem Augustem Poniatowskim w "Janie Kilińskim" (1990).

Reklama

Niezrównany gawędziarz i pierwszy w Polsce autor zbiorów anegdot teatralnych "Igor Śmiałowski opowiada" i "Igraszki z Melpomeną", w których żartobliwie przypominał historię polskiego teatru. Napisał tom wspomnień "Cała wstecz".

"Urodził się na arystokratę. Teatr i film kupiły go więc ze smokingiem, z lakierkami, z cygarem i wytworną apaszką pod szyją. Pański strój i maniery leżały na nim jak własna skóra. Z planu na plan wypożyczano go więc jako 'okaz hrabiego'. Wytwornie pokazał się w 'Karierze Nikodema Dyzmy', w 'Lalce', w 'Chłopach' (...) Minutowa scenka wystarczała mu, by uwieść widownię przedwojennym szykiem, tak odmiennym od wszystkiego, czym zalecali się do widza aktorzy wychowani w Polsce Ludowej" - pisał o aktorze Wiesław Kot we "Wprost".

Igor Śmiałowski (właśc. Smirnow) urodził się 20 czerwca 1917 roku w Moskwie. Dzieciństwo i młodość spędził w Wilnie. Ukończył Gimnazjum im. J. Lelewela. I choć jego ojciec był lekarzem - to młody Igor marzył o studiach malarskich. Po maturze wstąpił na Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. S. Batorego w Wilnie. Porzucił go na rzecz Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii Przeciwlotniczej w Trauguttowie k. Brześcia.

W 1938 roku otrzymał skierowanie do fabryki zbrojeniowej w Starachowicach. Podczas kampanii wrześniowej pełnił służbę zastępcy dowódcy plutonu 1. Baterii Motorowej Artylerii Przeciwlotniczej 1. Dywizji Piechoty Legionów. Był absolwentem tajnego Studia Dramatycznego w Wilnie (1940). Występował w wileńskim Studio Literacko-Artystycznym (1940-41) oraz Teatrze Komedii Muzycznej "Lutnia" (1944-45). Związany z AK, w 1945 roku musiał uciekać z Wilna.

Zasłynął przede wszystkim jako aktor filmowy i telewizyjny. W kinie zadebiutował w 1947 roku w roli gestapowca zabijającego niewidomego akordeonistę w pierwszym powojennym polskim filmie "Zakazane piosenki" Leonarda Buczkowskiego. Główną rolę - Andrzeja, partyzanta Armii Ludowej - zagrał trzy lata później w "Mieście nieujarzmionym" Jerzego Zarzyckiego.

Krytyk Jerzy Armata wspominał: "obsadzano go głównie w rolach drugoplanowych i epizodycznych. Najczęściej grywał arystokratów, oficerów, artystów".

Śmiałowski zagrał w ponad 30 filmach fabularnych. Można było go podziwiać w takich produkcjach, jak "Znachor", "Epilog norymberski", "Cudzoziemka", "Polonia Restituta", "Dolina Issy", "Doktor Ewa", "Stawka większa niż życie", "Noce i dnie", "Lalka", "Kariera Nikodema Dyzmy".

Zagrał w około 60 spektaklach Teatru Telewizji - poczynając od debiutu w "Groteskach" Juliana Tuwima w reż. Wandy Nadzinowej (14 grudnia 1957), a kończąc na ostatniej telewizyjnej roli - Rosławskiego w sztuce Juliusza Kadena-Bandrowskiego "Bigda idzie!" w inscenizacji Andrzeja Wajdy (29 listopada 1999). Bardzo często obsadzano go w słuchowiskach Teatru Polskiego Radia (ponad 200 ról). 

Powojenny los zaprowadził Śmiałowskiego do Krakowa. W grudniu 1945 r. był już aktorem Starego Teatru. Potem występował w Teatrze Śląskim w Katowicach (1946-47), Syrena w Łodzi (1947-48) oraz na scenach warszawskich: Syreny (1948-50), Rozmaitości (1949), Narodowego (1950-71), Komedii (1971-76) i Polskiego (1976-87).

Wystąpił w ponad 80 inscenizacjach, m.in. u Krystyny Zelwerowicz, Edmunda Wiercińskiego, Kazimierza Rudzkiego, Bohdana Korzeniewskiego, Erwina Axera, Władysława Krasnowieckiego, Wilama Horzycy czy Adama Hanuszkiewicza. Jako Justyn Pol grał w Teatrze Narodowym w Mickiewiczowskich "Dziadach" (1967) w historycznej inscenizacji Kazimierza Dejmka.

Aktor nie bał się wzruszeń. W 1994 roku powodem do łez była... Maryla Rodowicz. "Miało to miejsce podczas premiery sztuki 'Królewna Śnieżka i krasnoludki' wystawionej przez warszawski Teatr Komedia. Popularny aktor siedział i z zapartym tchem obserwował perypetie baśniowych bohaterów. A było na co popatrzeć, bowiem na scenie pojawiły się prawdziwe gwiazdy, m.in. Joanna Trzepiecińska (Królewna Śnieżka), Zbigniew Wodecki (Królewicz) oraz Krzysztof Kolberger i Maryla Rodowicz. Ta ostatnia zaśpiewała tak wzruszającą balladę, że pan Igor dyskretnie ocierał łzy (...). Po spektaklu Igor Śmiałowski udał się za kulisy i podobno szukał garderoby pani Maryli" - donosił magazyn "Antena".

Ponad 70-letni aktor w połowie lat 90. XX wieku rozstał się z teatrem. Ze sceną pożegnał się jako Pułkownik Redfern w "Miłości i gniewie Johna Osborne’a w reż. Krzysztofa Kolbergera w warszawskim Teatrze Północnym (23 listopada 1992).

Po raz ostatni na ekranie pojawił się w 2000 roku jako hrabia Alfred Bizanc w finałowym odcinku serialu "Dom".

Często wspominał o swoim spotkaniu z Hanką Ordonówną. Jako nowy aktor w zespole przedstawiał się starszym kolegom. Gdy wszedł do garderoby Ordonki, ona akurat się przebierała i zobaczył ją w stroju Ewy. Wyjąkał "przepraszam" i umknął do bufetu. Po chwili pojawiła się tam pani Hanka. "Nagą już mnie kolega podziwiał, ubrana wyglądam chyba nie gorzej?" - usłyszał.

W książce "Igor Śmiałowski opowiada" przytoczył jedną z anegdot teatralnych: "Jak się uczysz tekstu? - zapytał kiedyś Wiesław Gołas Andrzeja Łapickiego. Zagadnięty znany był z łatwości uczenia się roli. Po prostu - odpowiedział Łapicki - kładę się na tapczanie, najpierw czytam fragment tekstu, potem zamykam oczy i powtarzam to, co przeczytałem. Ja mam właściwie podobną metodę - uśmiechnął się Gołas - kładę się na tapczanie, czytam fragment tekstu, po czym zamykam oczy... i natychmiast zasypiam".

Igor Śmiałowski zmarł 16 czerwca 2006 roku. Jego grób znajduje się na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Śmiałowski Igor

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje