Reklama

Hugh Grant: Wszystko przez tchórzostwo i lenistwo

Hugh Grant kojarzony jest głównie z postaciami czarujących amantów, których wielokrotnie kreował na ekranie. Gwiazdor takich produkcji, jak "Notting Hill", "Cztery wesela i pogrzeb" czy "Dziennik Bridget Jones", teraz szczerze stwierdził, że będąc u szczytu sławy, mógł postarać się o ambitniejsze role, jednak tego nie zrobił. Mimo wszystko dobrze wspomina swoje wcześniejsze filmy. "Jestem im wdzięczny, bo uczyniły mnie bogatym" - przyznaje szczerze.

Hugh Grant zapisał się w historii kina przede wszystkim jednym rodzajem ról

Hugh Grant przez lata grywał głównie w komediach romantycznych. Wydawać by się mogło, że w większości przypadków na ekranie prezentował jakąś wersję samego siebie: absolwenta Oksfordu, czarującego amanta z rozwichrzoną fryzurą i typowo angielskim, przesyconym autoironią, poczuciem humoru. W wywiadach wielokrotnie przekonywał, że w rzeczywistości nie jest ani tak wytworny, ani sympatyczny, jak jego bohaterowie. A jednak role te, choć dały mu ogromną popularność, sprawiły, że w wyobraźni widzów pozostaje uroczym, lekko zagubionym i jakby zakłopotanym własnym istnieniem facetem, jakim widzieli go producenci i dyrektorzy castingów.

Mimo to Grant dobrze wspomina filmy z wczesnego etapu kariery. "Jestem im wdzięczny, bo uczyniły mnie bogatym" - stwierdza szczerze. Dokonując po latach swego rodzaju rachunku sumienia, aktor przyznaje jednak, że będąc u szczytu popularności, mógł postarać się o ambitniejsze role. "Nigdy nie myślałem, że komedie to coś, w czym jestem dobry i czego chcę się trzymać. Nikt nie proponował mi bardziej mrocznych, wymagających ról, których chciałem. Byłem tchórzem i leniem, bo się nie ubiegałem o nie, nie szukałem ich. W pewnym momencie świat naprawdę stał przede mną otworem i mogłem nakręcić niemal każdy film, ale tego nie zrobiłem" - wyznał aktor w rozmowie z miesięcznikiem "InStyle".

Reklama

Po wielu latach gwiazdor wreszcie dostał szansę na stworzenie kreacji zupełnie innej niż te, z których jest znany i pokazanie widzom, na co naprawdę go stać. Niedawno zagrał u boku Nicole Kidman w miniserialu dramatycznym "Od nowa". Wcielił się w nim w cenionego onkologa dziecięcego, który zostaje oskarżony o morderstwo. Jak zaznacza Grant, praca na planie produkcji HBO okazała się dla niego dużym wyzwaniem i okazją do zagrania emocji, których nigdy przedtem nie miał możliwości pokazać na ekranie.

W jednej z poruszających scen zrozpaczony syn jego bohatera odwiedza go w więzieniu. "W pierwszym ujęciu po prostu szlochałem. Reżyserka Susanne Bier musiała mnie namówić, żebym się trochę uspokoił. Powiedziała: 'To naprawdę piękne, ale wiesz, może on powinien być bardziej... męski? Wiesz, żeby być oparciem dla swojego syna'. W pracy nad serialem było mnóstwo emocji. Takie sceny wymagały ogromu pracy i sporo mnie kosztowały. Czasem musiałem zamknąć się w pokoju i posłuchać muzyki, by uśmierzyć ból" - wyznał Grant.

Serial "Od nowa" będzie można oglądać już od 26 października na platformie HBO GO.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Hugh Grant

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje