Reklama

Herkules wraca na duży ekran

W piątek, 25 lipca, w polskich kinach zadebiutuje widowiskowy "Hercules" Bretta Ratnera z Dwaynem Johnsonem w roli głównej. To kolejna ekranowa wersja przygód jednego z najsłynniejszych mitologicznych herosów.

Ziemia, czternaście tysięcy lat temu. Udręczony półbóg Herkules (Dwayne Johnson) błąka się po świecie. Syn potężnego Zeusa przez całe życie nie zaznał nic prócz cierpienia. Po wykonaniu dwunastu legendarnych prac i utracie rodziny, poświęca się krwawym bitewnym zmaganiom. Tylko one przynoszą mu ukojenie.

Reklama

Za towarzyszy ma szóstkę podobnych mu straceńców, których łączy zamiłowanie do wojny i nieustająca bliskość śmierci. Los siódemki desperatów odwróci się, gdy król Tracji zechce, by uczynili jego armię najpotężniejszą na świecie. Błąkający się najemnicy dostrzegą, jak nisko upadli, gdy na swej drodze spotkają wojowników jeszcze bardziej bezwzględnych i żądnych krwi, niż oni sami.

Wszystkie filmy Herkulesa

Herakles (w wersji rzymskiej Herkules) to jedna z najsłynniejszych i najbardziej lubianych przez artystów postać mitologii greckiej. Przez lata poświęcano mu dramaty (Eurypides, Sofokles, Seneka), rzeźby (np. Herakles Farnezyjski), utwory muzyczne (np. oratorium "Herakles" George Fredricha Haendla, opera "Ercole su'l Termodonte" Antono Vivaldiego) oraz niezliczoną ilość obrazów. Nic dziwnego, że z chwilą powstania herosem musiało się zainteresować także kino.

Postać Herkulesa zainspirowała figurę siłacza Maciste, który pojawił się w słynnym niemym filmie "Cabiria" (1914) Giuseppe Pastrone, jednym z najważniejszych wzorców kina widowiskowego. W wielu przypadkach, poza rynkiem włoskim, filmy o Maciste stawały się filmami o Herkulesie. Jednak stosunkowo rzadko nawiązywano ściślej do klasycznych mitów. Mieliśmy raczej do czynienia z siłaczem, często o nadnaturalnych przymiotach, działającym w umownej krainie widowisk pseudohistorycznych i biblijnych, nazywanych "peplum" albo - na rynku anglosaskim - "sword and sandal". Już w czasach kina niemego zaczęli w nich występować autentyczni siłacze, a gatunek przeżył międzynarodowy rozkwit na przełomie lat 50. i 60., w dobie konkurencji kina z telewizją.

Jednym z większych sukcesów był bardzo kasowy, również w USA, film "Le fatiche di Ercole" ("Hercules", reż. Pietro Francisci, 1958), z niezwykle popularnym kulturystą Stevem Reevesem i Sylvią Kosciną, oraz jego kontynuacja "Ercole e la regina di Lidia" ("Hercules and the Queen of Lydia", 1959, reż. Pietro Francisci). Niewątpliwa charyzma przystojnego i niepozbawionego zdolności aktorskich gwiazdora oraz dobrze przemyślana i kosztowna akcja promocyjna leżały u podstaw jego triumfu. Sukces wywołał niekończącą się falę naśladownictw. I tak na przykład widowisko "Ercole alla conquista di Atlantide" (1961, reż. Vittorio Cottafavi), z Regiem Parkiem, eksponowało elementy fantastyczne. Ceniony twórca horrorów Mario Bava postawił na atmosferę zagrożenia, zbliżoną do kina grozy, kręcąc "Ercole al centro della terra"/"Hercules in the Haunted World" (1961), z Parkiem i Christopherem Lee. Były też warianty komediowe, jak "Maciste contro Ercole nella valle dei guai" ("Maciste Against Hercules in the Valley of Woe", 1961, reż. Mario Mattoli), z komikami Franco i Ciccio oraz Kirkiem Morrisem (Maciste) i Frankiem Gordonem w roli Herkulesa.

W "Ercole contro Roma" (1964, reż. Piero Pierotti) wystąpił inny ówczesny strongman Alan Steel, kulturysta, dubler Reevesa. Steel, a właściwie Sergio Ciani (to jego prawdziwe nazwisko), miał też na swoim koncie dość absurdalne dzieło "Hercules Against the Moon Men" (1964, reż. Giacomo Gentilomo). Jako Herkules próbował swych sił także odtwórca roli Tarzana Gordon Scott w "Hercules and the Princess of Troy" (1965, reż. Albert Band, pilot serialowy, który trafił do kin). Ta fala wygasła u schyłku lat 60. W rzeczywistości jedynie "Heracles" (1962, kr.m.) Wernera Herzoga był próbą refleksji nad granicami mitu. Z kolei "Hercules in New York" (1969, reż. Arthur Allan Seidelman), z młodym Arnoldem Schwarzeneggerem, był całkiem udaną, bezpretensjonalną, familijną komedią.

Pewną popularność zdobyły próby połączenia maniery peplum z kinem akcji: "Hercules" (1983, reż. Luigi Cozzi), z Lou Ferrigno i Sybil Danning, oraz "The Adventures of Hercules"/"Le avventure dell'incredibile Ercole" (1985, reż. Luigi Cozzi), znowu z Lou Ferrigno. Jednak o Ferrigno trudno było mówić jako o przystojniaku, jak o Reeevesie, a w inscenizacji tych filmów dominowała - na swój sposób urokliwa - tandeta. Z mitem Herkulesa mierzyli się nawet Japończycy - "Hercules" (1995, Japonia - USA, reż. Toshiyuki HirumaTakashi, w roli głównej wystąpił Tony Ail).

Nową formułę udało się znaleźć w latach 90. Serial z Kevinem Sorbo "Hercules: The Legendary Journeys" ("Herkules", 1995-1999, 111 odc. oraz pięć pilotów) był po prostu piętrowym pastiszem, z ujmującą dezynwolturą mieszającym dowolne motywy kina awanturniczo-przygodowego. Powstała też seria "Young Hercules" ("Młody Herkules", 1998-1999, 50 odc. i pilot), z Ryanem Goslingiem. Na tym tle disnejowska animacja "Hercules" (1997, reż. Ron Clements, John Musker) ujmowała erudycją i niewymuszonym dowcipem.

W ostatnich latach Herkules nie miał raczej szczęścia. Miniserial "Hercules" (2005, reż. Roger Young, wyst. Paul Telfer) przyjęto jako ledwie poprawny. "The Legend of Hercules" (2014, reż. Renny Harlin), z Kellanem Lutzem, oceniano jako artystyczną i komercyjną katastrofę - połączenie fantasy z kinem akcji było w tym przypadku wyjątkowo pozbawione fantazji. Z kolei "Hercules Reborn" (2014, reż. Nick Lyon), z wrestlerem Johnem Henniganem, oczekuje na premierę, ale nie budzi większych nadziei.

Mocarz naszych czasów

Doświadczony reżyser i producent Brett Ratner (hitowy cykl "Godziny szczytu") zaproponował nowe odczytanie mitu, zainspirowane słynnym komiksem. Zdaniem twórców filmu, nowy Herkules to heros o boskich mocach, ale ludzkim sercu, przeżywający wahania i dylematy. Swe dawne, legendarne dokonania dyskontuje, stając na czele grupy wędrownych wojowników. Ma szansę zakończyć krwawą wojnę domową w Tracji, ale jego przeciwnicy są potężni, bezwzględni i podstępni.

Herkules musi stawić czoło swemu dawnemu wizerunkowi i reputacji, co jest dla niego ogromnym ciężarem. Gwiazdor kina akcji Dwayne Johnson, który wciela się w legendarnego herosa, wyznał: - Od bardzo, bardzo dawna marzyłem o filmie o Herkulesie. To postać silnie zakorzeniona w naszej kulturze i ważna dla mnie osobiście. Chcieliśmy pokazać publiczności Herkulesa, jakiego jeszcze nie widziała. Gdy go poznajemy, jest wygnańcem, walczy tylko dla złota. Musi zmagać się ze swoimi demonami i stać się takim, jakim ludzie oczekują, że powinien być.

Reżyser Brett Ratner dodawał: - Dla mnie Herkules to bohater, który jest przede wszystkim zwykłym człowiekiem i dla którego nie ma większego znaczenia, że jest synem greckiego boga. Każda legenda ma, moim zdaniem, źródło w prawdziwej historii i, czytając scenariusz według komiksu "Hercules - Thracian Wars", byłem zdumiony i zachwycony, jak ta historia wydaje się realna i wiarygodna. Taki miał być też nasz film. Mamy tu mnóstwo akcji, jest humor i wielkie sceny bitewne. Ale jest i miejsce dla antybohaterów. Mam jednak nadzieję, że publiczność, wychodząc z kina, zastanowi się także nad tym, co jest ważne dla naszego głównego bohatera, co daje mu prawdziwą siłę.

Wspomniany komiks (czy raczej powieść graficzna), stworzony przez Brytyjczyka Steve'a Moore'a (1949-2014), za główny temat obrał wysiłek wykolejonego bohatera, by za sprawą kolejnych wyczynów podnieść się z upadku i doznać odkupienia. Producenci Barry Levine i Jesse Berger (z ramienia wydawcy Radical Comics) bardzo pragnęli, by filmowa adaptacja uniknęła przesadnego eksponowania elementów fantasy i nie nadużywała efektów specjalnych oraz estetyki rodem z umownej animacji. Johnson był zafascynowany oryginalnością pierwowzoru: - W powieści graficznej mitologiczne elementy historii Herkulesa zostały potraktowane we współczesny sposób. Ta opowieść koncentruje się na głównym bohaterze, on jest jej sercem i duszą.

Levine podkreślał: - Brett wniósł do naszego projektu wiele świeżych pomysłów, energię i entuzjazm. Nie bez znaczenia był fakt, że doskonale znał postać Herkulesa, która intrygowała go już od dzieciństwa.

Scenarzysta Evan Spiliotopoulos uznał, że obsadzenie Johnsona dało produkcji nowy impet: - Dwayne przekazał naszemu bohaterowi swój osobisty urok, humor i niezaprzeczalną charyzmę.

Zresztą wszyscy twórcy filmu uważali, że Johnson, czołowa gwiazda wrestlingu i uznany aktor o niewymuszonym wdzięku, będzie idealnym Herkulesem. - Moim zdaniem Dwayne wręcz urodził się, by zagrać tę postać - mówił Ratner. - Ćwiczył z poświęceniem każdego dnia od wczesnego świtu. To prawda, brał już udział w wielu filmach akcji, lecz myślę, że dopiero w naszym udowadnia w pełni swe możliwości.

Johnson dodawał: - Wierzcie lub nie, ale film o Herkulesie był pierwszym projektem, o którym mówiło się, gdy trafiłem do Hollywood. Ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Aktor miał za sobą osiem miesięcy intensywnej diety i treningów, co było dla niego szczególnie ciężkie po przebytej kontuzji. Podkreślał, że ekstremalne fizyczne przygotowanie to tylko część zadania. - Widownia musi uwierzyć w postać Herkulesa. Gdy go poznajemy, jest rozbitkiem, myślącym o swym bólu. Dzięki otoczeniu i samemu sobie dorasta niejako do roli herosa, znowu zyskuje wiarę we własną wyjątkowość - tłumaczył aktor.

- Szło o całkowitą transformację: postarzono mnie, wydłużono włosy, zmatowiono skórę, zakryto tatuaże, a dodano blizny, wiele blizn. Było wspaniale, chociaż siedzenie bez ruchu przez cztery godziny dziennie przez 95 dni, by się ucharakteryzować, to był naprawdę ból - zdradził Johnson.

W zgiełku bitwy

Ratner przywiązywał wielką wagę do wiarygodnych, a zarazem niezwykle dynamicznych scen bitewnych. By osiągnąć jak najlepszy efekt na tym polu, jako drugiego reżysera zatrudniono doświadczonego Alexandra Witta, szefa kaskaderów Grega Powella i odpowiedzialnego za koordynację scen walki Allana Poppletona ("Avatar", "Igrzyska śmierci"). W realizacji "Herkulesa" wziął udział międzynarodowy zespół kaskaderów z Anglii, Kanady, Nowej Zelandii, Słowacji i Bułgarii. Konnicą z Hiszpanii "dowodził" Ricardo Cruz Sr.

Powell uważnie przeczytał scenariusz i kierując się zawartymi tam wskazówkami pracował nad scenami walk z udziałem Herkulesa. - Ma nadnaturalne moce, wielką siłę i potężny wzrost. O tym trzeba było zawsze pamiętać. Johnson, pomimo że ledwo co zaleczył nabytą niedawno kontuzję, postanowił, że wszystkie sceny walk wykona sam. Odbył intensywny i wielostronny trening, zwłaszcza w zakresie walki maczugą.

Poppleton wyjaśniał: - Dwayne ma masywną budowę ciała i wielkie doświadczenie w wrestlingu. Oba te atuty postanowiliśmy w pełni wykorzystać. Ulubioną i najczęściej stosowaną od lat bronią Herkulesa jest potężna, drewniana maczuga. Wiele czasu spędziliśmy na tym, by wymyślić jej zastosowania i styl walki bohatera.

Szkolenia aktorów i kaskaderów rozpoczęły się miesiąc przed zdjęciami do filmu. Szczególny nacisk położono na scenę wielkiej bitwy pomiędzy Herkulesem, wspieranym przez towarzyszy - najemników i armię króla Tracji - a wojownikami Bessi. - Koncepcja Bretta była następująca - mówił Poppleton. - Armia tracka jest źle wyszkolona, Herkules musi dodać jej ducha. Natomiast wojownicy Bessi zachowują się jak szalone bestie, sieją chaos i zniszczenie, nie przestrzegają żadnych reguł. Johnson komentował: - Ta bitwa ma zaskakujący zwrot, co okaże się niezwykle ważne dla Herkulesa i jego towarzyszy.

Dwayne Johnson puentował: - Herkules może zostać pokonany, ale na pole bitwy wraca silniejszy. Każdy z nas o tym marzy, wielu z nas tego próbuje. Można powiedzieć, że każdy człowiek ma w sobie cząstkę Herkulesa.

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Hercules

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje