Reklama

Reklama

​Gwiazdor "Stań przy mnie" o przemocy, jaką stosowali jego rodzice

W tym roku przypada 35. rocznica premiery jednego z najlepiej ocenianych filmów nakręconych na podstawie twórczości Stephena Kinga, czyli wyreżyserowanego przez Roba Reinera "Stań przy mnie" z 1986 roku. Występujący w nim w jednej z ról głównych Wil Wheaton przyznaje, że bolesne dorastanie w Hollywood i przemoc emocjonalna stosowana przez jego rodziców,miały decydujący wpływ na graną przez niego postać Gordiego.

Wil Wheaton (z prawej) z Riverem Phoeniksen w "Stań przy mnie"

Choć jego scenariusz został oparty na motywach opowiadania Stephena Kinga, w filmie "Stań przy mnie" próżno szukać krwiożerczych monstrów i innych typowych dla horroru motywów. Jego bohaterami są czterej chłopcy, którzy wyruszają w podróż, u której kresu znajduje się miejsce, gdzie rzekomo porzucone zostało ciało ich rówieśnika. Film Reinera to opowieść o wchodzeniu w dorosłość, przyjaźni i dojrzewaniu.

Występujący w jednej z głównych ról w filmie "Stań przy mnie" Wil Wheaton był jedną z dziecięcych gwiazd Hollywood. I choć wróżono mu dużą karierę, z własnej woli odsunął się na dalszy plan, by zająć się m.in. pisaniem, prowadzeniem kanału internetowego poświęconego grom planszowym oraz prowadzeniu programu "The Ready Room", w którym komentuje wydarzenia z seriali z uniwersum "Star Treka". Teraz, z okazji rocznicy premiery filmu "Stań przy mnie", wrócił pamięcią do bolesnych wspomnień z dzieciństwa.

Reklama

"Gdy byłem dzieckiem, nie chciałem być aktorem. Moi rodzice siłą zmusili mnie do tego, głównie moja matka. Moja mama, aktorka, przekonała mnie, żebym dołączył do jej agencji i powiedział agentowi innych dzieci, że chcę robić to, czym zajmuje się mamusia. Za sprawą wielu manipulacji i niewiarygodnej emocjonalnej przemocy, zmusili mnie z ojcem do tego, bym znalazł się w takim miejscu" - wspomina Wheaton.

Aktor, który nie utrzymuje kontaktu z rodzicami, twierdzi, że jego osobiste problemy pomogły mu we wcieleniu się w rolę chłopca, którego rodzice odstawili na boczny tor, wciąż przeżywając żałobę po śmierci jego starszego brata. "Dzięki temu znalazłem się w odpowiednim miejscu do tego, by zagrać Gordiego. Doświadczenia tej postaci pokrywały się z tym, co przeżywałem ja. Obaj byliśmy niewidzialni w naszych domach. Obaj mieliśmy wyjątkowych braci. Obaj pełniliśmy w rodzinach role kozłów ofiarnych" - wyznał.

"Kiedy więc oglądam dzisiaj 'Stań przy mnie', nie potrafię ignorować tego niewiarygodnego smutku w moich oczach. Nie mogę ignorować tamtejszej rzeczywistości, którą był smutek i ten rodzaj odizolowania, które dały mi to, co potrzebne do zagrania tej roli. Myślę, że Rob Reiner też to widział" - dodał Wheaton.

PAP life
Dowiedz się więcej na temat: Stań przy mnie | Wil Wheaton

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje