Reklama

Frank Darabont: Nie przebiera w słowach

Zaczynał od scenariusza jednej z części przygód Freddy'ego Krugera. Później nakręcił uznane adaptacje Stephena Kinga. Jedna z nich stawiana jest wśród najlepszych filmów wszech czasów. Ostatnio głośno było o jego ekscesach przy serialu "Żywe trupy". Współpraca ta zakończyła się dosłownie z hukiem. 28 stycznia 2019 roku Frank Darabont skończył 60 lat.

Frank Darabont podczas pracy na planie

W Hollywood dał się poznać jako zdolny i szybki scenarzysta. Jedną z jego pierwszych prac było przepisanie tekstu do filmu "Koszmar z ulicy Wiązów 3: Wojownicy snów". Producenci dali mu dwa tygodnie. Skończył w dziesięć dni. Następnie pisał lub poprawiał scenariusze do "Muchy 2", "Człowieka-rakiety" oraz niezrealizowanego sequela "Commando".

Reklama

Jego pełnometrażowym reżyserskim debiutem był telewizyjny "Pogrzebany żywcem" (1990). Opowiadał on historię mężczyzny, który zostaje otruty przez swoją żonę i jej kochanka. Budzi się w trumnie i po wydostaniu się z grobu przysięga krwawą zemstę. Film spotkał się z negatywnym przyjęciem widzów i krytyki. Darabont kontynuował pracę scenarzysty, pisząc między innymi do serialu "Kroniki Młodego Indiany Jonesa".

Zaraz po otrzymaniu wynagrodzenia za "Koszmar z ulicy Wiązów 3" Darabont skontaktował się z pisarzem Stephenem Kingiem i nabył prawa do adaptacji "Skazanych na Shawshank" - krótkiej noweli mistrza horroru. Reżyser znacząco rozwinął niektóre postaci, a inne zupełnie zmienił - wystarczy powiedzieć, że grany przez Morgana Freemana Red w książkowym pierwowzorze jest Irlandczykiem o rudych włosach.

Historia przyjaźni niesłusznie skazanego bankiera Andy’ego z Redem nie okazała się powalającym sukcesem finansowym. Film otrzymał w 1995 roku siedem nominacji do Oscara, w tym za najlepszy film, dla najlepszego aktora (Freeman) i za najlepszy scenariusz adaptowany. Nie wygrał w żadnej z kategorii. Niemniej nominacje sprawiły, że obraz wrócił do kin, okazał się sporym sukcesem także na rynku wideo. Z czasem jego legenda rosła. Obecnie "Skazani na Shawshank" uznawani są za jeden z najlepszych filmów w historii kina.

W 1999 roku ukazała się kolejna adaptacja Kinga autorstwa Darabonta - "Zielona mila". Film opowiadał o strażnikach bloku więziennego, w których osadzeni oczekują na karę śmierci. Wśród więźniów jest John Coffey (Michael Clarke Duncan) - łagodny olbrzym, który jest obdarzony zdolnościami leczniczymi.

"Zielona mila" otrzymała cztery nominacje do Oscara, w tym dla najlepszego filmu, scenariusza adaptowanego i aktora drugoplanowego (Duncan). Raz jeszcze dzieło Darabonta nie otrzymało żadnej statuetki. W przeciwieństwie do jego poprzedniego filmu ten okazał się sukcesem kasowym. Zarobił ponad 290 milionów dolarów i przez długi czas był najbardziej kasową adaptacją Kinga w historii. Recepcja "Zielonej mili" była dobra, z czasem jednak wskazywano na coraz więcej wad filmu - przede wszystkim nieznośny szantaż emocjonalny.

Dzięki sukcesowi poprzedniego dzieła Darabont zaczął pracę nad nowym projektem. "Majestic" ukazał się w 2001 roku. Opowiadał historię scenarzysty filmowego (Jim Carrey), który w wyniku wypadku traci pamięć. Trafia do małego miasteczka, gdzie zostaje wzięty za dawno zaginionego syna właściciela miejscowego kina. Darabont opisywał ten film jako swój list miłosny do Franka Capry. Widzowie nie podzielili jego entuzjazmu. "Majestic" okazał się box-office'ową bombą i ledwo zarobił połowę swojego budżetu.

Po tym doświadczeniu Darabont wrócił do telewizji. Pracował między innymi przy "The Shield - świecie gliniarzy". W 2007 roku wypuścił kolejną adaptację Kinga - "Mgłę". Reżyser chciał nakręcić ten film przez całe swoje życie. Fabuła skupiała się na ludziach starających się umknąć przed tajemniczymi stworzeniami, kryjącymi się pod tytułową mgłą. Darabont w porozumieniu z Kingiem zmienił zakończenie na bardziej defetystyczne. Pisarz był zachwycony, ale widzowie ponownie zarzucali twórcy szantaż emocjonalny. "Każde pokolenie potrzebuje swojej 'Nocy żywych trupów', gdzie nic nie kończy się dobrze" - odpowiedział narzekającym reżyser.

Darabont został następnie zatrudniony jako showrunner "Żywych trupów" ("The Walking Dead") - produkowanego dla stacji AMC serialu opartego o komiks autorstwa Roberta Kirkmana. Jej bohaterami była garstka osób ocalała z zombie-apokalipsy. Szybko staje się jasne, że głównym zagrożeniem nie są żywe trupy, a starający się przetrwać za wszelką cenę ludzie.

Reżyser nosił się z zamiarem adaptacji komiksu Kirkmana, od kiedy po raz pierwszy przeczytał jeden z zeszytów. Pierwszy sezon, który składał się z zaledwie sześciu odcinków, powstał w 2010 roku i spotkał się z wyjątkowo ciepłym przyjęciem. Obejrzało go ponad pięć milionów widzów, a wśród licznych nagród pojawiła się także nominacja do Złotego Globu dla najlepszej produkcji dramatycznej.

Fani byli zdruzgotani, gdy w połowie zdjęć do drugiego sezonu stacja AMC ogłosiła, że Darabont został zwolniony z funkcji showrunnera i nie będzie już pracował nad "Żywymi trupami". Jeszcze kilka dni wcześniej reżyser promował serial na jednym z konwentów. Stacja podała, że powodem było zawalenie terminów przez Darabonta i jego niechęć do dopasowania się do kalendarza produkcji.

Nieoficjalne wieści z planu mówiły jednak coś zupełnie innego. Według nich reżyser i stacja od dawna byli skonfliktowani z powodu budżetu, który został obcięty o około 20%. Darabont pozwał AMC i domagał się 280 milionów dolarów zadość uczynienia. Spytany kilka lat później czy wciąż ogląda "Żywe trupy", kategorycznie zaprzeczył. "Gdyby kobieta, którą kochałeś całym sercem, rzuciła cię dla trenera pilates i przysłała zaproszenie na ślub, poszedłbyś?" - odpowiedział zdenerwowany.

W lipcu 2017 roku światło dzienne ujrzały e-maile z produkcji "Żywych trupów", w których Darabont w ostrych słowach wyrażał swoją irytację i zawód co do warunków panujących na planie. Reżyser spokojnie stwierdził, że podtrzymuje wszystko, co widnieje w wiadomościach. A nie przebiera w nich w słowach: "Gdyby to zależało ode mnie, nie tylko zwolniłbym Chucka Eegle i Jacka LoGiudice’a za niewyobrażalnie zły scenariusz trzeciego odcinka, ale za*****bym ich cegłą, a potem spalił ich domy". "Jeśli reżyser spróbuje NIE KRĘCIĆ czegoś ze scenariusza, należy go na miejscu skopać na śmierć. Wytresowana małpa zajmie jego miejsce i skończy kręcić". W innej wiadomości Darabont zastanawia się, czy jedna z reżyserek nie dostała potężnego udaru w trakcie realizacji zdjęć i dlatego materiał nie nadaje się do niczego. W kolejnym przyznaje, że gotowy odcinek jest tak zły, że ma ochotę upozorować własną śmierć, wyjechać z miasta i do końca swych dni żyć pod przybranym nazwiskiem.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Frank Darabont

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama