Reklama

Reklama

Firth "samotnym mężczyzną"

Co stanie się, gdy zakochany w pięknych detalach, uznany projektant mody stanie za kamerą? O tym będziemy mogli się przekonać już 7 maja, kiedy do polskich kin trafi "Samotny mężczyzna" ("A Single Man") debiut reżyserski Toma Forda, kreatora mody, który zachwycał kolekcjami dla Gucciego i Yves Saint-Laurenta.

"Samotny mężczyzna" to opowieść o przerwanej miłości, o samotności, która jest nieodłącznym elementem ludzkiego życia i wreszcie - o wadze pozornie nieistotnych chwil.

W roli głównej wystąpił w obrazie Colin Firth, który stworzył kreację życia, wyróżnioną m.in. nagrodą na festiwalu w Wenecji, a także nominacją do Oscara.

Jego przyjaciółkę zagrała czterokrotnie nominowana do nagrody Akademii Julianne Moore.

"Kręcenie filmów to zupełnie inny sposób ekspresji. Moda to dla mnie działanie komercyjne, zaś kręcenie filmu to równocześnie działanie artystyczne i komercyjne. Praca nad 'Single Man' była najszczerszym wyrażeniem wszystkiego, co kiedykolwiek stworzyłem. Film nie ma nic wspólnego z modą" - przekonuje Ford.

Reklama

Zdaniem krytyków, realizując swoje dzieło, amerykański twórca zaczerpnął jednak sporo ze świata mody. Według nich, piękna jest zwłaszcza dbałość o detale i wspaniałe scenerie, które zmuszają widza, by zachwycał się każdym ujęciem. Ten film należy oglądać z nie mniejszą uwagą niż misterne kreacje projektanta.

"Szczerze mówiąc, nawet nie zauważyłem, że zaludniłem swój film pięknymi ludźmi. Mimo że postać grana przez Colina Firtha doświadcza w filmie czegoś, co mogłoby być ostatnimi dniami jego życia, wszędzie dookoła uderza go piękno. Wierzę w taką upiększoną rzeczywistość. Dawno temu była ona w kinie czymś oczywistym. Gdybym mógł pracować w innym czasie, musiałby to być w złotej erze Metro-Goldwyn-Mayer. Na przykład Alfred Hitchcock - i z pewnością nie porównuję się do niego - wszystko, co stworzył, było wystylizowane, a wszystkie osoby wyglądały bosko. To właśnie była upiększona rzeczywistość. Styl bez istoty nie jest wiele wart" - tłumaczy reżyser.

Akcja filmu prowadzi widzów przez jeden dzień z życia George'a Falconera, profesora uniwersyteckiego, który nie może pogodzić się z tym, że właśnie stracił swoją wielką miłość.

To uniwersalna opowieść o godzeniu się z samotnością, którą wszyscy odczuwamy i o wielkim znaczeniu życia tu i teraz. O wadze zrozumienia, że małe sprawy są tak naprawdę najistotniejsze.

Bohater historii jest gejem, ale Ford zauważa, że przekaz filmu wykracza poza kwestie seksualności.

"To film o utracie bliskiej osoby i samotności. Miałby ten sam sens, gdyby umarła żona George'a, a nie jego partner. To opowieść o miłości i mężczyźnie szukającym sensu życia. Motyw przewodni filmu jest uniwersalny" - twierdzi projektant.

Ford wzbogacił "Samotnego mężczyznę" o elementy autobiograficzne. Plan samobójstwa George'a jest odwzorowaniem śmierci w rodzinie reżysera. Ponadto Ford kilka lat wcześniej znalazł się w podobnym stanie psychicznym, co George.

Zobacz zwiastun debiutu znanego projektanta:

"Moja wersja George'a ma wiele moich cech. Duchowy kryzys wieku średniego dotyka wiele osób. W materialnym świecie osiągnąłem bardzo wiele w bardzo młodym wieku: finansową niezależność, sławę, sukces zawodowy i więcej dobytku, niż było mi potrzebne do szczęścia. Byłem spełniony w życiu osobistym, miałem wspaniałego partnera od 23 lat, dwa piękne psy i mnóstwo przyjaciół, a jednak czułem się zagubiony. Jako projektant mody nieustannie żyłem przyszłością. Tworzone kolekcje trafiają do sklepów z kilkuletnim opóźnieniem. Nasza kultura promuje przekonanie, że wszystkie nasze problemy można rozwiązać za pomocą rzeczy materialnych. Kompletnie zaniedbałem duchowy aspekt swojego życia" - wspomina twórca filmu.

"Samotny mężczyzna", jest adaptacją prozy Christophera Isherwooda, autora m.in. "Pożegnania z Berlinem", na podstawie którego powstał scenariusz słynnego "Kabaretu". Za niezwykłe zdjęcia odpowiada Eduard Grau, a nominowaną do Złotego Globu muzykę napisał polski kompozytor Abel Korzeniowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL