Reklama

Reklama

Filmy dla dorosłych, które mogą oglądać dzieci

Wreszcie możemy zapoznać się z twórczością jednego z najważniejszych autorów polskiego kina animowanego. 11 lipca 2010 roku Daniel Szczechura obchodził swe 80. urodziny. Z okazji tego jubileuszu na Nowych Horyzontach we Wrocławiu i festiwalu Animator w Poznaniu odbędą się retrospektywy filmów artysty.

O tym, że polski film animowany to nie tylko "Reksio" czy "Bolek i Lolek" od kilku lat przypominają nam "Antologie polskiej animacji" (wydawane na DVD) i nowe książki poświęcone tej gałęzi kina. Animacja, która w popularnym przekonaniu ma twarz kreskówkowych postaci, takich jak Myszka Miki, w naszym kraju w drugiej połowie lat 50. ubiegłego wieku pokazała swe dorosłe oblicze. Walerian Borowczyk i Jan Lenica zaproponowali powrót do wydawałoby się prostej, a w owym czasie prawie zapomnianej techniki wycinanki. W ten sposób odcisnęli piętno na światowej animacji, w jawny sposób buntując się wobec hiper-dokładnej kreski królującego Disneya.

Reklama

Od filmu "Był sobie raz..." Borowczyka i Lenicy przyjmuje się mówić o Polskiej Szkole Animacji. Należy do niej bohater tegorocznych retrospektyw - Daniel Szczechura.

Wciąż próbuje czegoś nowego

"Kino Daniela Szczechury to bez wątpienia kino autorskie" - mówi Jerzy Armata, autor książki o animatorze. "Należy on do tej grupy autorów kina, których nigdy nie zadowala jedna technika, którzy ciągle próbują nowych rozwiązań i tematów".

Podróż Szczechury to ponad trzydzieści lat pracy w zawodzie i ewolucji stylu. Już niebawem drogę tę będziemy mogli prześledzić na ekranach kin, zanim to jednak nastąpi przypomnijmy sobie najważniejsze osiągnięcia reżysera. Zaczynający na początku lat 60. XX wieku od spopularyzowanej przez Lenicę i Borowczyka techniki wycinanki, Daniel Szczechura - jak sam mówi - był już człowiekiem ukształtowanym. Studia w łódzkiej Filmówce podjął po rocznej obecności na warszawskiej ASP oraz historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. W swoim dorobku miał już wtedy filmy amatorskie oraz pracę w słynnym Studenckim Teatrze Satyryków. Mimo, że w Łodzi rozpoczął studia na operatora kamery, skończył je z postanowieniem zostania animatorem.

"Konflikty, które robiłem jeszcze w Szkole Filmowej, były bodajże trzecim wycinankowym filmem w Polsce" - wspomina autor.

Wycinanka bardziej ambitna?

Technika wycinanki stała się znakiem rozpoznawczym Polskiej Szkoły Animacji. Jej wprowadzenie poszerzyło zakres tematyczny filmu - dzieła mogły stać się bardziej ambitne intelektualnie. Debiutanckie "Konflikty" łączyły animacje wycinankową z klasycznym filmem aktorskim, w żartobliwy sposób opowiadając o problemach reżysera, uzależnionego od decyzji niekompetentnych władz wyższych. Mamy tu pokaz kinowy, na ekranie czarno-biały film kończący się śmiercią wszystkich bohaterów, widownia klaszcze, tylko trzech smutnych panów siedzi niewzruszonych. To od nich jednak zależy, czy film będzie dalej wyświetlany. Aby to nastąpiło, nakazują rysunkowemu reżyserowi zmianę zakończenia na kolorowy happy-end, czyniąc tym samym z produkcji niestrawny gniot.

Daniel Szczechura i jego "Fotel":

"Konflikty" za pomocą maksymalnie uproszczonych środków w oczywisty sposób odwoływały się do sytuacji kraju, w którym zaledwie kilka lat wcześniej kina zalewane były "produkcyjniakami" realnego socjalizmu, gdzie wesoła traktorzystka i przystojny murarz wygrywali walkę o realizację planu sześcioletniego.

"Polityka kulturalna tamtych czasów nastawiona była na optymizm. Cenzorzy mówili nam często To w zasadzie może iść, ale to jest smutne. Z takimi argumentami oczywiście trudno było logicznie polemizować" - wspominał po latach reżyser.

Dzięki "Konfliktom" Szczechura został zaproszony, obok chociażby Janusza Majewskiego czy Romana Polańskiego, do tworzącego się właśnie w Łodzi Se-Ma-Fora. Ze studiem tym związała się właściwie prawie cała późniejsza twórczość reżysera.

Kłopoty z cenzurą

Kolejne filmy Daniela Szczechury, " Maszyna" i "Fotel", kontynuowały zapoczątkowane w "Konfliktach" satyryczne podejście do rzeczywistości. "Maszyna" opowiadała historię będącą kpiną z ludzkiej manii konstruowania przedmiotów monumentalnych. "Fotel" to obraz zebrania, którego członkowie biją się o premiowane miejsce na tytułowym meblu za prezesowskim stołem.

"Kiedy robiłem Fotel, byłem niepewny. Myślałem że cenzura go nie przepuści. Wymyśliłem, że pokażę wszystko z góry, żeby nabrało bardziej uniwersalnego charakteru. Nawet poumieszczałem flagi różnych krajów, żeby to wyglądało jak rada ONZ czy RWPG. W razie czego można było cenzorowi powiedzieć, że to nie o nas" - opowiadał Szczechura.

"Fotel" wydawał się być jawną kpiną z zebrań PZPR, ale nawet dziś zachowuje aktualność. O jego uniwersalności może świadczyć fakt, że był jednym z najczęściej nagradzanych polskich filmów krótkometrażowych lat 60. XX wieku na festiwalach, m.in. w Krakowie, Oberhausen, Buenos Aires czy Montevideo.

"Hobby" Daniela Szczechury:

Jeśli można mówić o wyznacznikach stylu Szczechury, to znajdziemy je w "Fotelu".

"W każdym zamierzeniu artystycznym należy na pierwszym miejscu stawiać treść, a dopiero w dalszej kolejności formę" - mówił w Biuletynie Informacyjnym Festiwalu Krakowskiego w 1963 roku artysta.

Początkowo klarowności przesłania filmów towarzyszy prosta plastyka, z czasem jednak forma zaczyna odgrywać u Szczechury coraz większą rolę. Reżyser odchodzi od konwencji satyry, żartu, na rzecz bardziej niejednoznacznych, chwilami surrealistycznych obrazów.

"Kiedy w 1963 roku zrealizowałem Fotel, zarzucono mnie propozycjami w duchu chłostania biczem satyry (...). Coś jednak odpychało mnie od tego nurtu, z perspektywy czasu widzę, że udało mi się uniknąć pułapki doraźności, ilustracyjności".

Satyryk zmienia się w myśliciela

W duchu przypominającym dzieła surrealisty Renee Magritte'a, Szczechura realizuje w 1968 roku "Hobby" - film o kobiecie, która na płaskim jak stół pustkowiu łapie mężczyzn do klatek, niby ptaki.

"Szczechura, który w latach sześćdziesiątych nazywany był satyrykiem polskiej animacji ewoluował, termin ten przestał być do niego adekwatny. Nazwałbym go myślicielem polskiej animacji" - mówi Jerzy Armata.

Filmy z lat 70. i 80. XX wieku: "Podróż", "Skok", dwuczęściowa "Fatamorgana" pokazują ciągły rozwój stylu reżysera. Szczechura poszerza środki wyrazu wzbogacając je o preparowaną fotografię. Wycinanka, która w pierwszych dziełach artysty miała formę prostych ludzików, staje się coraz bardziej realistyczna. Inny jest też nastrój filmów.

Ascetyczna "Podróż", której bohater jedzie pociągiem tam i z powrotem oglądana po latach przywodzi na myśl dzieła Jima Jarmuscha. "Skok", w którym elegancki mężczyzna (o twarzy samego reżysera) z niezrozumiałych dla nas powodów wyskakuje przez okno wieżowca, czy "Fatamorgana", gdzie obraz sielskiej, polskiej wsi zaburzony zostaje przez kroczący polami blok mieszkalny epoki Gierka; choć posługują się groteską, niosą w sobie melancholię i zadumę.

"Fatamorgana" Daniela Szczechury:

Ostatni animowany film Szczechury - "Dobranocka" - to bodaj jedna z najdziwniejszych polskich bajek minionego dwudziestolecia. Oparta na wierszu Jana Wołka i obrazach Litwina Eidrigeviciusa, zabiera widzów w podróż po krainie nieoczywistych zdarzeń i symboli. Choć reżyser tłumaczy się, że w jego wypadku filmy dziecięce to raczej "filmy dla dorosłych, które mogą oglądać dzieci" to wydaje się, że nawet dorośli nie rozumieją wszystkich niuansów "Dobranocki". To film podporządkowany logice sennej, należy więc zapomnieć o racjonalnym myśleniu i po prostu starać się odczuwać to, co widzimy na ekranie.

Twórczość swą Daniel Szczechura w 2002 roku symbolicznie zamknął filmem "Hobby. Daniel Szczechura. Kilka filmów jednego autora", który przedstawiał wybrane i zmontowane w jeden pokaz najlepsze dzieła reżysera. Spuścizna artysty to przede wszystkim 31 filmów animowanych, za które zdobył wiele nagród na najważniejszych festiwalach, to również znani uczniowie, którzy kształcili się pod jego okiem: Piotr Dumała, Ewa Bibańska czy Tomasz Kozak.

Warto o tym pamiętać

Autorskie filmy animowane Szczechury to ciekawa alternatywa dla wszechobecnej animacji komputerowej, a ich pokazy stanowią okazję do zapoznania się z ważnym obliczem Polskiej Szkoły Animacji, od której wycinanki uczył się cały świat. Techniki tej używał chociażby Terry Gilliam z "Monty Pythona", a obecnie twórcy South Park.

I choć - jak Szczechura skromnie sam przyznaje - niektóre rozwiązania formalne jego filmów już się zestarzały, to jednak główną siłą tego reżysera była zawsze treść, a zaobserwowane przez niego schematy wcale się nie przedawniły.

Zobacz "Skok":

"Filmy Daniela Szczechury to eseje o sprawach uniwersalnych, które zdarzyć się mogą w każdym czasie i miejscu" - podsumowuje Jerzy Armata. Będziemy mieli okazję przekonać się o tym podczas wakacyjnych seansów w poznańskich i wrocławskich kinach.

Piotr Klonowski

Wszystkie cytaty pochodzą z wywiadów udzielonych przez Daniela Szczechurę.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje