Filmowa klapa Kevina Spaceya

Najnowszy film Kevina Spaceya "Billionaire Boys Club" zapowiada się na spektakularną klapę. W pierwszy weekend na amerykańskich ekranach obraz zarobił zaledwie 618 dolarów.

Kevin Spacey w filmie "Billionaire Boys Club"

Film Jamesa Coxa trafił do wybranych kin w USA w piątek, 17 sierpnia. W dniu premiery "Billionaire Boys Club" zainkasował śmieszne 126 dolarów, w weekend dorzucił do puli niecałe pół tysiąca dolarów i zakończył trzydniowe otwarcie wstydliwym wynikiem 618 dolarów.

Reklama

Obraz, w którym obok Spaceya, zobaczyć możemy na ekranie Ansela Elgorta, Tarona Egertona i Emmę Roberts, to oparta na faktach historia działającego w latach 80. ubiegłego wieku w Kalifornii prestiżowego klubu bogaczy.

Rola w "Billionaire Boys Club" to pierwszy film Kevina Spaceya po oskarżeniu gwiazdora w październiku 2017 o molestowanie seksualne przez aktora Anthony’ego Rappa [miało się to wydarzyć 30 lat temu, gdy Rapp miał zaledwie 14 lat - przyp. red.]. 

Tak zaczęła się lawina oskarżeń. Osiem osób pracujących przy serialu "House od Cards" opowiedziało mediom o domniemanych atakach ze strony aktora. Zastrzegli jednocześnie sobie anonimowość przed ewentualnymi reperkusjami zawodowymi. Twierdzili, że na planie produkcji Spacey zachowywał się "drapieżnie, a jeden z byłych asystentów zarzucił mu napaść seksualną. Do tych oskarżeń dołączyli pracownicy londyńskiego The Old Vic Theatre, którego Kevin Spacey był dyrektorem.

W listopadzie 2017 producent "House of Cards" - Netflix - poinformował o zerwaniu współpracy z Kevinem Spaceym.

Następnie Spacey został usunięty z filmu "Wszystkie pieniądze świata", mimo iż gotowy obraz czekał już na premierę. Na jego miejsce zatrudniono Christophera Plummera a gotowe sceny z bohaterem Spaceya zostały nakręcone na nowo. Plummer za swój występ otrzymał nominacje do Oscara w kategorii "najlepszy aktor drugoplanowy".

Dowiedz się więcej na temat: Kevin Spacey

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje