Reklama

Reklama

Emilia Clarke: Gra o tron Hollywood

Popularność przyniósł jej serial „Gra o tron”, w którym wcieliła się w rolę Daenerys Targaryen. Po zakończeniu produkcji show HBO obchodząca 35. urodziny Emilia Clarke próbuje odnaleźć się w hollywoodzkim systemie gwiazd.

Emilia Clarke kończy 35 lat

Swoją pierwszą rolę Emilia Clarke otrzymała w jednym z odcinków "Lekarzy". Pojawiła się w telewizyjnym widowisku science fiction "Atak dinozaurów". Popularność dzięki roli córki Szalonego Króla - Daenerys Targanyen w produkcji HBO "Gra o tron". W serialu nie brakowało wielu nagich scen w udziałem aktorki; kiedy w ostatnim sezonie znów pojawiła się bez ubrania, przyznała: "Czuję się niezwykle szczęśliwa, mogąc oświadczyć: 'To nie była dublerka'" - Clarke zaprzeczyła, jakoby widzowie oglądali inną aktorkę w stroju Ewy.

Reklama

Emilia Clarke w stroju Ewy

Z czasem aktorka miała już dość powracających pytań o sceny nagości w produkcji HBO.

O emocjach związanych z recepcją jej występu w "Grze o tron" Clarke opowiedziała w specjalnym tekście, który w 2017 roku opublikowała w serwisie Huffington Post w ramach miesięcznego projektu All Women Everywhere.

"Jeśli oglądaliście 'Grę o tron", to - uwaga, spojler! - zobaczycie mnie nago. Ludzie na wiele sposobów próbują zmusić mnie do odpowiedzi na pytania dotyczące tego faktu. Jest również [wystarczająco] dużo powodów, dla których nie czuję potrzeby tłumaczenia się" - napisała Clarke.

"Role, które grywam, pozwalają mi odczuć, co to znaczy być kobietą sprzeciwiającą się nierówności i nienawiści; [kobietą] która jest feministką. Role te zmusiły mnie również do obrony swoich decyzji i liczeniu się z [ewentualnymi] konsekwencjami" - dodała gwiazda..

Aktorka zarzuciła mediom, że pytania, które padają podczas wywiadów z nią, mają na celu sprowokowanie chwytliwej odpowiedzi; domyślamy się, że Clarke chodzi o próbowanie naciągnięcia ją na rozmowy dotyczące "nagich" momentów w "Grze o tron". Aktorka żałuje, że nikt nie zapytał jej nigdy o to, czy czuje się dyskryminowana na planie produkcji, przy których pracuje.

Emilia Clarke: Odrzuciła propozycję w erotycznym hicie

Emilię Clarke oglądaliśmy też na kinowym ekranie w filmie "Terminator: Genisys", w którym wcieliła się w postać młodej Sary Connor. Brytyjka ujawniła również, że odrzuciła propozycję występu w erotycznym hicie "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Mogła sobie na to pozwolić - jej honorarium za udział w 5. sezonie "Gry o tron" wyniosło bowiem 7 milionów dolarów!

Clarke odrzuciła też inną intratną propozycję, Oliver Stone zaoferował jej rolę żony Edwarda Snowdena w biograficznym filmie o słynnym amerykańskim demaskatorze (premiera filmu jeszcze w 2016 roku); Clarke już wcześniej podpisała jednak umowę na udział w niezależnym filmie "Zanim się pojawiłeś". Zagrała w nim 26-letnią dziewczynę, która zostaje opiekunką sparaliżowanego, bogatego bankiera.

W 2013 roku Emilia Clarke zadebiutowała na Broadwayu w scenicznej wersji "Śniadania u Tiffany'ego", wcielając się w postać Holly Golightly - unieśmiertelnionej dzięki kinowej kreacji Audrey Hepburn w głośnym filmie Blake'a Edwardsa z 1961 roku. Mimo iż kierownictwo placówki ostrzegało widzów przed bezwzględnym zakazem robienia zdjęć podczas przedstawienia, nie powstrzymało to kilku widzów przed wyciągnięciem telefonów komórkowych podczas przedpremierowego pokazu i uwiecznieniem Emilii Clarke w stroju Ewy. Poruszenie na widowni wywołała rozbierana scena między bohaterką Clarke a partnerującym jej w sztuce Corym Michaelem Smithem.

W 2015 roku Clarke została uznana Najseksowniejszą Żyjącą Kobietą w plebiscycie magazynu "Esquire". Redakcja "Esquire" zwróciła uwagę na umiejętność "łączenia przeciwieństw [oraz] czynienia ich naturalnymi: słodycz z uporem, uczuciowość z zimnokrwistą determinacją". "Te kontrasty tłumaczą również [siłę] jej seksapilu. Może grać zarówno królową, jak i młodszą siostrzyczkę, dominę oraz kumpelę" - brzmiało uzasadnienie werdyktu.

Emilia Clarke była bliska śmierci

W 2019 roku na ekrany kin trafiła świąteczna komedia "Last Christmas", w której Clarke zagrała dziewczynę pracującą jako elf w świątecznym sklepie. Jej bohaterka próbuje też dojść do siebie po tym, jak rok wcześniej z powodu tajemniczej choroby prawie pożegnała się z życiem. Najbardziej chciałaby śpiewać, ale nie potrafi przekuć swojej pasji w sukces.

Clarke przyznała, że praca nad scenami w szpitalu obudziła w niej trudne wspomnienia z jej własnego życia, gdy przechodziła operację usunięcia dwóch tętniaków.

Aktorka przyznała wcześniej na łamach "New Yorkera", że w przerwie pomiędzy kręceniem kolejnych sezonów "Gry o tron" miała krwotok podpajęczynówkowy - w jej mózgu pękł tętniak i musiała przejść natychmiastową operację. Nie wiedziała, czy w ogóle wróci do aktorstwa, gdyż miała problemy z mówieniem wywołane wylewem (afazja). Niebawem musiała przejść operację usunięcia kolejnego tętniaka. Tym razem kawałki jej czaszki zastąpiono płytkami tytanu.

"Kate, tak jak ja, chorowała, gdy miała 20 lat. To specyficzna sytuacja, bo na dalszym etapie życia ktoś taki jak my wprawia innych swoją historią w konsternację" - wyznała Clarke.

Emilia Clarke: Bez operacji plastycznych

W tegorocznym wywiadzie aktorka podzieliła się z fanami swoimi spostrzeżeniami na temat panującego w Hollywood kultu wiecznej młodości i obsesji na punkcie wyglądu. Niezapomniana Matka Smoków z bijącego rekordy popularności serialu "Gra o tron" wyznała, że mimo młodego wieku zdążyła już odczuć na sobie presję związaną ze zwalczaniem najmniejszych oznak starzenia. Opowiadając o najlepszych i najdziwniejszych urodowych poradach, jakie zdarzyło się jej otrzymać, Clarke opisała sytuację z udziałem pewnej specjalistki, która zasugerowała jej, że powinna poddać się odmładzającym zabiegom.

"Kiedyś usłyszałam od kosmetyczki, że powinnam wstrzyknąć sobie botoks. Pokazałam jej drzwi. Dosłownie kazałam jej się wynosić. Miałam wtedy 28 lat" - ujawniła aktorka w rozmowie z brytyjskim magazynem "Elle". Gwiazda wyznała również, że na skutek lansowania w mediach społecznościowych nierealistycznych wzorców piękna, wiele kobiet wpada w obsesję na punkcie wyglądu swojej twarzy.

Choć aktorka zdaje sobie sprawę z panującej w branży filmowej obsesji na punkcie młodego wyglądu, sama stara się jej nie ulegać. Pojawiające się na twarzy oznaki starzenia są bowiem dla niej symbolem doświadczeń, które zdobyła i życiowej mądrości, którą z wiekiem nabywa.

"Mając 34 lata, jestem mądrzejsza, bardziej inteligentna, doświadczona i dumna z samej siebie. Jeśli moja twarz ma odzwierciedlać czas, który spędziłam na Ziemi, jestem na to gotowa. Kiedy patrzę na te wszystkie dojrzałe, niesamowicie piękne aktorki, myślę sobie, że starzejąca się skóra jest niesamowicie elegancka i szlachetna. Niektórzy mogą stwierdzić, że w moim wieku nie powinnam w ogóle mówić o starzeniu, ale uwierzcie - mam już zmarszczki na czole" - podsumowała Clarke.

Czytaj więcej:

Emilia Clarke popłakała się na planie "Gry o tron"

Emilia Clarke: Surowe mięso, dżem i wymoty

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Emilia Clarke

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje