Reklama

Emil Karewicz: Najbardziej kochał aktorstwo i żonę

Emil Karewicz

Aby uchronić się przed wywózką, pan Emil malował drewniane koguciki w fabryce zabawek, potem zaciągnął się do pracy jako pomocnik kierowcy: dorzucał do kopcącego pieca napędzanej gazem drzewnym ciężarówki. Chcąc zyskać chwilę odpoczynku od trującego zadania, wykorzystał aktorskie zdolności. Zamarkował atak ślepej kiszki tak dobrze, że zawieziono go do szpitala... "Nazajutrz obudziłem się po operacji - mówił. - Zapytałem lekarza, co znalazł w moim brzuchu. Był Polakiem, prawdopodobnie to mi uratowało skórę. Spojrzał na mnie i powiedział tylko: 'To był najwyższy czas'".

Reklama

Po dwóch tygodniach chorobowego Karewicz nadal nie chciał wracać do znienawidzonej ciężarówki. Na zwolnieniu styczniową datę powrotu do pracy zapisaną miał rzymską pałką, dopisał więc jeszcze dwie i jak gdyby nigdy nic pojawił się w pracy w marcu - o dziwo bez konsekwencji. Było jednak coś, co mu się w firmie transportowej podobało: pracownica biura Ewa. Wojna przyspieszała życiowe decyzje, więc i Karewicz się nie ociągał. Po kilku tygodniach znajomości poprosił Ewę o rękę. Jakiś czas razem chodzili do pracy, w końcu razem postanowili z niej zrejterować.

W zimnej ziemiance w ogrodzie znajomych (pan Emil z zapaleniem płuc) doczekali odwrotu Niemców, ale potem szczęście przestało im dopisywać. Ewę przesiedlono do Gniezna, a wcielony do wojska polskiego Karewicz trafił na front. Po wojnie rozdzieleni małżonkowie odnaleźli się dzięki pomocy Czerwonego Krzyża. Jak wielu przesiedleńców, chcieli ułożyć sobie życie w Gdańsku, dawna miłość gdzieś się jednak zagubiła. Rozstali się w przyjaźni, Karewicz zaś zapisał się do studia aktorskiego Iwo Galla.

Pierwsze kroki stawiał na scenie teatru Wybrzeże, potem w sopockim Kameralnym. Stała pensja wydawała się ważniejsza niż dotąd, a to za sprawą pewnej dziewczyny o imieniu Delfina. "Zakochaliśmy się z miejsca, a że wkrótce po pierwszym spotkaniu okazało się, że spodziewamy się dziecka, zdecydowaliśmy się wziąć ślub" - opowiadał. Mimo narodzin córki Sylwii, i ten związek nie przetrwał próby czasu. Gdy Teatr Kameralny postanowiono przenieść do Łodzi, Karewicz ruszył z zespołem, Delfina z dzieckiem została na Wybrzeżu.

Do trzech razy sztuka - po rozwodzie aktor nie czekał długo na kolejną miłość. Teresa pracowała w pionie administracji teatru Jaracza w Łodzi, a połączył ich... pochód pierwszomajowy. W pewnym momencie, wśród tłumu, pan Emil po prostu chwycił dziewczynę za rękę. "Wydawało mi się, że zaraz zemdleje, więc chciałem ją podtrzymać. Od tamtej pory szliśmy przez życie razem, ciągle trzymając się za ręce"  - uśmiechał się.

Życie na Gorąco Retro

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Emil Karewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje