Reklama

Efekty specjalne wszech czasów

Istnieją sceny, które przeszły do historii kina - takie, które wywołują dreszcze i zaciekawienie jeszcze długo po opuszczeniu kinowego fotela. Filmowi eksperci z Discovery Science wybrali 10 najsłynniejszych efektów specjalnych w historii filmów science-fiction. Nietrudno odgadnąć, która produkcja zajęła miejsce pierwsze.

W pierwszej trójce na liście znalazły się filmy: "Matrix" (1999), "Gwiezdne wojny IV : Nowa nadzieja" (1977) oraz "King Kong" (1976).

Reklama

Oto pełna lista wraz z uzasadnieniami:

1. "Matrix": Spowolnienie akcji

Jaki jest przepis na najlepszą scenę z efektami specjalnymi w historii kina? Wyobraźcie sobie półkole ustawione z aparatów fotograficznych. Wszystkie one robią zdjęcie tej samej sceny, ale z różnych kątów. Do tego dorzucamy tzw. klatki pośrednie (dodatkowe klatki, aby film był płynny) i nieco grafiki komputerowej (przy jej użyciu wykonano kule w "Matrixie") i mamy przepis na efekt powszechnie znany jako "bullet time - spowolnienie czasu". Polega on na takim spowolnieniu akcji, by możliwe było obserwowanie lotu kul. Podobne efekty pojawiały się już wcześniej, ale dopiero Matrix nadał im prawdziwy rozgłos.

Ten rewolucyjny efekt specjalny zyskał już status kultowego osiągnięcia współczesnej kinematografii, musiał więc trafić na naszą listę!

2. "Gwiezdne wojny IV: Nowa nadzieja": Sekwencja otwarcia

Jakie były wasze pierwsze wrażenia po obejrzeniu tej sceny? Czy wyglądało to mniej więcej tak? "Dobra, teraz już koniec z tym statkiem. Ale zaraz... jeszcze nie teraz. W porządku, to chyba teraz będzie... też nie. Hej, to są chyba eksplozje i jakieś takie ciekawe lasery! Naprawdę niezłe! Ten robot naprawdę wygląda jak człowiek. Jest nim czy nie? Chyba musi być człowiekiem, porusza się zdecydowanie w zbyt ludzki sposób, jak na robota. Super, drzwi wyleciały w powietrze. Co się stało, czy to lasery? Strzelają z laserów? Zaraz, kim jest ten gość... o rany! Czy on jest prawdziwy? Na to wygląda! Niesamowity początek filmu!".

Wy też myśleliście w ten sposób? No cóż, wszyscy to przeżywaliśmy. Scena otwierająca czwartą część "Gwiezdnych wojen" powszechnie uchodzi za jedną z najwspanialszych sekwencji efektów specjalnych, jaką kiedykolwiek wykonano. Nie tylko robiła wielkie wrażenie w momencie premiery, ale broni się i dziś, w epoce ciągłej rywalizacji speców od efektów specjalnych.

3. "King Kong": Zakończenie

Możecie sądzić, że wynalazcą animacji poklatkowej był jakiś piosenkarz ruszający się na scenie jak kukła, w rzeczywistości szlaki na tym polu przecierał pierwszy King Kong, nakręcony przeszło 75 lat temu.

W tamtych czasach niewielu ludzi widziało na żywo prawdziwego goryla, całkowitą nowością były też dla nich efekty specjalne, które pojawiły się w 1933 roku. Możecie nie pamiętać zakończenia "King Konga" (choć prawdopodobnie powinniście), ale bohater tytułowy wdrapuje się w nim na Empire State Building. Byłoby to oczywiście spore wyzwanie nawet dla kogoś obdarzonego mięśniami, zaś dla miniaturowego, nieruchomego manekina był to prawdziwy wyczyn. Tymczasem nie tylko udało mu się wspiąć, ale też poruszyć widzów, którzy z wypiekami na twarzy obserwowali, jak w wyciągniętej dłoni małpoluda szamocze się główna bohaterka filmu.

W pierwotnej wersji przygód King Konga wiele rozwiązań wykorzystano po raz pierwszy, łącząc je z już znanymi, lecz użytymi w znacznie większej skali.

4. "Władca Pierścieni": Gollum

Nawet osoby nie będące miłośnikami Golluma muszą przyznać, że w trylogii o "Władcy Pierścieni" pojawiają się wspaniałe efekty specjalne. W samej tylko trzeciej części sagi nakręcono oszałamiającą liczbę 1488 ujęć z efektami tego rodzaju (w większości dużych, widowiskowych produkcji pojawia się ich zwykle około 700).

Prace nad animacją Golluma rozpoczęły się już w 1998 roku, początkowo jedynie po to, by dowieść studiu filmowemu New Line Cinema (producentowi filmu), że ta technika oferuje ciekawe możliwości. Kiedy ten rodzaj animacji został zaakceptowany, poproszono Andy'ego Serkisa o odtworzenie ruchów i głosu stwora. Pierwotnie zakładano, że Gollum będzie w całości generowany komputerowo, ale Serkis wypadł tak niezwykle przekonująco, że zdecydowano się wykorzystać także jego osobę.

Twórcy filmowej trylogii wykorzystali zarówno strój do komputerowego rejestrowania ruchów, jak i techniki ręcznego odtwarzania u Golluma min Serkisa, aby powstał bohater, z którym możemy się utożsamiać bardziej, niż z postaciami granymi przez żywych ludzi. Być może najdziwniejszą wiadomością, jaką zdobyliśmy na temat Golluma, jest ta o niezwykłej ilości czasu, jaką trwało kręcenie scen z jego udziałem. Były to cztery godziny na każdą klatkę filmu. A ponieważ na każdą sekundę przypadały 24 klatki, przygotowanie jednej sekundy animacji trwało aż... 96 godzin! I za to nie sposób nie podziwiać ludzi pracujących nad animacją do "Władcy Pierścieni".

5. "Park Jurajski": Animacja tyranozaura

Na początku zakładano, że "Park Jurajski" zostanie zrealizowany techniką poklatkową łączoną z animatroniką, czyli w zasadzie podobnie, jak King Kong. Jednak pracownicy firmy o nazwie Industrial Light and Magic postanowili odmienić oblicze animacji. Przy okazji chcieli oczywiście otrzymać zlecenie na pracę przy filmie. Pragnąc udowodnić Spielbergowi, że się do tego nadają, mogli wspomnieć o swych sukcesach przy realizacji drugiej części "Terminatora", ale poza tym wykorzystali animację komputerową do stworzenia budzącego grozę tyranozaura.

Zadanie specjalistów z ILM było niezwykle trudne, ponieważ musieli opracować ogromną liczbę elementów potrzebnych, by dinozaury wyglądały jak najbardziej realistycznie: faktury na skórze, brud pokrywający te faktury, mięśnie, kości... nawet taki szczegół, jak oddychanie potwornego dinozaura. Aby sprostać zdaniu, opracowano zupełnie nowy program do odtwarzania na ekranie procesów zachodzących pod skórą. Wcześniej nikt nie zajmował się takimi szczegółami, a fachowcy z ILM pomyśleli praktyczne o wszystkim.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje