Reklama

"Dziewczyny do wzięcia": Filmowe zwierzęta

Gwiazdy filmu "Dziewczyny do wzięcia" - Regina Regulska i Ewa Pielach - nie miały nic wspólnego z aktorstwem. Pierwsza pracowała w Spółdzielni Ogrodniczej w Piasecznie, druga była zaopatrzeniowcem biurowym w Polmozbycie. Mimo to mówiono o nich "filmowe zwierzęta".

Ewa Pielach, Ewa Szykulska i Regina Regulska w filmie "Dziewczyny do wzięcia"

"Dziewczyny są do wzięcia raz w tygodniu: w sobotę. Przyjeżdżają do stolicy z podwarszawskich miejscowości z nadzieją na rozrywkę, na przerwanie monotonii szarej egzystencji, na poznanie mężczyzny, może - w perspektywie - na trwały związek. Wyprawiają się po męża i po odrobinę wielkomiejskiego blichtru. Z takim zamiarem przybywają pewnej soboty do Warszawy trzy panny. Są nieładne i bezbarwne, tandetnie ubrane, ale bardzo starają się utwierdzić w swojej wyjątkowości i atrakcyjności. Trzymając się sztywno żelaznej zasady, że porządna dziewczyna nie zawiera znajomości na ulicy, dają się poderwać dopiero w kawiarni, gdzie wpadają w oko dwóm młodzieńcom z miasta, równie niezdecydowanym i skrępowanym jak one" - tak w serwisie Filmpolski.pl opisano zarys fabularny "Dziewczyn do wzięcia".

Reklama

Obraz Janusza Kondratiuka przypominać miał "sposobem narracji, ujęciem tematu oraz specyficznym gorzko-ironicznym humorem" wczesne filmy Milosza Formana ("Czarny Piotruś", "Miłość blondynki") i innych reżyserów czeskiej "nowej fali" końca lat 60. Jednym z wyróżników tego podejścia do kina było wykorzystanie aktorów nieprofesjonalnych.

Kim były Regina Regulska i Ewa Pielach przed debiutem w "Dziewczynach do wzięcia"? Pierwsza pracowała w Spółdzielni Ogrodniczej w Piasecznie, druga była zaopatrzeniowcem biurowym w Polmozbycie. "To właśnie Janusz znalazł te dziewczyny. To były 'filmowe zwierzęta'" - wspomniał po latach brat reżysera 'Dziewczyn do wzięcia" - Andrzej Kondratiuk.

Głupie miny i głośny śmiech

"Gdy byłam w szkole, bardzo lubiłam filmy. Często chodziłam do kina Mewa w Piasecznie; najpierw na bajki, a potem głównie na historie o miłości. Od tamtej pory zawsze marzyłem, żeby pojawić się po drugiej stronie ekranu" - mówiła po osiągnięciu statusu aktorki Regina Regulska.

Jej przygoda z filmem zaczęła się w 1971 roku. "Wtedy pracowała w Spółdzielni Ogrodniczej w Piasecznie, tam mieszkała i chodziła do szkoły wieczorowej. Pewnego dnia poszła z koleżanką na kawę do domu kultury w Piasecznie. Właśnie wtedy reżyser Janusz Kondratiuk przeprowadzał casting wśród uczniów miejscowego liceum. Filmowcy biegali po całym budynku bardzo niezadowoleni, bo nie mogli znaleźć nikogo interesującego" - pisał Maciej Łuczak w książce "Wniebowzięci, czyli jak to się robi hydrozagadkę".

"W końcu asystent reżysera poprosił mnie i moją koleżankę. Podczas przesłuchania ją zamurowało, nie wydusiła z siebie żadnego słowa. Ja wyrecytowałam za to wierszyk i zaśpiewałem piosenkę. Na pożegnanie filmowcy powiedzieli, że jak wszystko będzie w porządku, to dostanę telegram z zaproszeniem na zdjęcia próbne. Otrzymałam go już po trzech dniach" - wspomina Regina Regulska.

Regulska spotkała Pielach podczas castingu do "Dziewczyn do wzięcia". Ta ostatnia pracowała w tym czasie w Polmozbycie.

"Szłam po długopisy, których akurat wtedy nie było, a tu zaczepia mnie na ulicy dwóch facetów: że oni są z filmu, szukają nowych twarzy, za rogiem mają taksówkę. Jeden się przedstawił - Kondratiuk. I ciągną mnie do tej taksówki. Myślę sobie - zboczeńcy. Nigdzie nie poszłam, uciekłam za przystanek. Krzyknęli za mną, żebym przyjechała jutro do wytwórni na Chełmską" - Pielach opowiadała w 1988 roku w wywiadzie dla "Życia".

"Kazali nam nauczyć się na pamięć notatki z 'Życia Warszawy', z kroniki kryminalnej Po czterech godzinach wkuwania, jak przyszła moja kolej, stanęłam za kamerą i ze strachu wszystko zapomniałam. Mówię: 'Panowie, kogoś zabili, ktoś tam uciekł i dajcie wy mi święty spokój'. Myślałam, że mnie z miejsca wyrzucą, a oni siedzą zadowoleni i się śmieją. Podobno robiłam głupie miny i dlatego zaangażowano mnie do film 'Dziewczyny do wzięcia'" - dodała przyszła aktorka.

Regulska wspomniała z kolei scenę z Chełmskiej, kiedy Janusz Kondratiuk przesłuchiwał ponad 50 dziewczyn starających się o rolę w filmie. Reżyser, który siedział na małym krzesełku, miał stracić równowagę i upaść na podłogę, rozdzierając sobie przy tym spodnie. "Wszystkie dziewczyny parsknęły śmiechem, ale ja śmiałam się najgłośniej. Tym zwróciłam na siebie uwagę" - pamięta Regina Regulska.

Trzecią damską rolę, dziewczyny pracującej na poczcie, wywalczyła sobie, a właściwie wypłakała, jedna z najpiękniejszych wtedy polskich aktorek, Ewa Szykulska, żona reżysera. W filmie stała się kobietą w szarym futerku z metalowymi koronkami na zębach i wulgarnym, wyzywającym śmiechem. Nakładki na zęby okazały się zresztą niezbyt starannie wykonane, bo aktorka ciągle gubiła na planie swoje "zęby" i cała ekipa musiała ich szukać.

Pieski małe dwa

Kto pamięta "Dziewczyny do wzięcia", ten z pewnością przypomni sobie uroczą piosenkę wykonywaną w filmie przez debiutującego na ekranie Zbigniewa Buczkowskiego. On też trafił do filmu przypadkiem, choć miał już wcześniej do czynienia z planem filmowym - mieszkał akurat naprzeciwko Wytwórni Filmów Fabularnych na Chełmskiej.

- Pierwszy raz poszedłem na plan w towarzystwie sąsiadki, jej syna i kilku kumpli. Miałem wówczas 10 lat. Dla chłopaków takich jak my, była to nie lada gratka. Mogliśmy zobaczyć z bliska, jak się kręci filmy. Załapałem się jako statysta. Miałem fory u pani Marii, która zajmowała się statystami. Od czasu do czasu wpadałem do niej, żeby pogadać, przynosiłem polne kwiaty i wiedziałem na bieżąco, kiedy będzie nowa produkcja. Sympatią darzył mnie również strażnik z wytwórni. Co tydzień przemycał mnie na zamknięty pokaz filmów. Jednego razu kupiłem mu paczkę Rarytasów. To nie to, co Sporty, które palił. Mocno wtedy zapunktowałem - Zbigniew Buczkowski wspominał w rozmowie z "Tele Tygodniem".

- Kiedy kręcono "Dziewczyny do wzięcia" wypatrzył mnie w tłumie gapiów i zaprowadził do reżysera, który przesłuchiwał kandydatów do roli kelnera, mówiąc, że ma odpowiednią osobę. Janusz Kondratiuk poprosił, żebym przeczytał z gazety fragment tekstu. Nie miałem tremy. Byłem już obyty z kamerą. Wyszło bardzo naturalnie. Na koniec kazał mi jeszcze coś zaśpiewać. Też nie było problemu. Jako dziecko popisywałem się wokalnie przed rodziną i sąsiadkami. Na planie zaśpiewałem piosenkę "Pieski małe dwa". Podpisałem umowę i otrzymałem najprawdziwszą w świecie gażę aktorką - przypomina aktor.

Maciej Łuczak dodaje w swej książce, że wykonanie Buczkowskiego zrobiło takie wrażenie na ekipie, że "od tamtej pory nie wołano już na niego Zbyszek, ale właśnie 'Si bą'".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Dziewczyny do wzięcia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje