Reklama

Dlaczego rozpadło się jego małżeństwo z Barbrą Streisand?

Elliott Gould to popularny w latach 70. ubiegłego wieku aktor komediowy, na którego koncie znajduje się nominacja do Oscara za rolę w filmie "Bob, Carol, Ted i Alice". W wywiadzie dla "Guardiana", Gould opowiedział o kilku ciekawych epizodach ze swojej kariery, m.in. o nieudanym małżeństwie z Barbrą Streisand.

Elliott Gould i Barbra Streisand byli małżeństwem przez osiem lat

Gould po raz pierwszy spotkał Barbrę Streisand podczas jej przesłuchania do roli w broadwayowskim musicalu "I Can Get It For You Wholesale". On grał w nim główną rolę. Po przesłuchaniu Streisand podała mu swój numer telefonu. Zapamiętał go i zadzwonił do niej później. Niedługo potem występowali razem na jednej scenie, gdzie Streisand zagrała sekretarkę postaci granej przez Goulda. Była tak utalentowana, że jej rolę rozszerzono. Gdy przedstawienie zeszło z afisza, oboje wzięli ślub. W 1968 roku Streisand zdobyła swojego pierwszego Oscara za rolę w "Zabawnej dziewczynie". Świat Hollywood stał przed nią otworem.

Według Goulda, ważniejsza dla Streisand od rodziny była kariera, czemu aktor często się sprzeciwiał. Był to jeden z powodów, dla którego para rozwiodła się w 1971 roku, pięć lat po narodzinach ich syna Jasona. Pozostają w kontakcie do dziś. Gould wyjawił w tym samym wywiadzie, że Streisand od dłuższego czasu pracuje nad autobiografią i często dzwoni do niego, by podpytać o jego wspomnienia ze wspólnych czasów.

Reklama

W wywiadzie dla "The Guardian" Gould wspomniał też największy komplement, który jako aktor otrzymał. Jego autorem był słynny Groucho Marx, z którym współpracowali. Byli tak blisko, że jak opowiada Gould, często golił legendarnego komika. Pewnego dnia Marx poprosił go o to, by zmienił żarówkę w jego sypialni. Gould zdjął buty, stanął na łóżku i wymienił żarówkę. "To było najlepsze aktorstwo, jakie widziałem w twoim wykonaniu" - skomentował Marx.

Barwnych epizodów w życiu aktora nie brakowało. Gould opowiedział też o  spotkaniu z Elvisem Presleyem, do którego doszło w garderobie artysty w Las Vegas. Razem z nimi byli też menadżer Presleya, pułkownik Tom Parker oraz ojciec artysty, Vernon. Dla Goulda było jasne, że nie zamierzają spuścić z oczu swojej "dojnej krowy". Powiedział o tym Elvisowi i zachęcił go do zostawienia ich i zostania "wolnym duchem". "Elvis, który miał przy sobie złoty pistolet, powiedział do mnie: 'Powaliło cię, człowieku?'. 'Nie, nie powaliło mnie. Po prostu boję się tak samo jak ty' - odpowiedziałem" - wspomina Gould.

Aktor nie ukrywa, że w przeszłości trafiały mu się też przygody z narkotykami, choć zaręcza, że nie miał z tym problemu. "Miałem problem z rzeczywistością" - ucina temat. "Oczywiście, że paliłem marihuanę. Teraz już tego nie robię, bo osiągnąłem w życiu równowagę i nie chciałbym tego popsuć. Miałem też doświadczenia z meskaliną, psylocybiną czy kwasem" - wylicza Gould.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Elliott Gould

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje