Reklama

Reklama

"Diabeł ubiera się u Prady": Szefowa z piekła rodem

Chociaż dziś może wydawać się to niewiarygodne, "Diabeł ubiera się u Prady" uchodził za projekt wielkiego ryzyka. Jednak po premierze okazał się on dziełem kultowym, a kreacja Meryl Streep jako zimnej Mirandy Pristley przeszła do historii. Film stał się także przełomem dla pozostałych aktorek biorących w nim udział. 19 czerwca 2021 roku mija 15 lat od jego premiery.

Anne Hathaway i Meryl Streep w filmie "Diabeł ubiera się u Prady"

"Diabeł ubiera się u Prady", oparty na powieści Lauren Weisberger, przybliża historię Andy Sachs, świeżo upieczonej absolwentki dziennikarstwa, która rozpoczyna pracę jako młodsza asystentka Mirandy Pristley, redaktor naczelnej prestiżowego magazynu modowego. Szefowa otwarcie nią gardzi i pomiata, ale dziewczyna zamierza wytrzymać to przez rok, w celu nabycia doświadczenia. Z czasem świat mody zaczyna coraz bardziej ją pochłaniać, co odbija się na relacjach z najbliższymi.

Studio Fox kupiło prawa do powieści Weisberger już 2003 roku, jeszcze zanim została ona ukończona. Jego przedstawicielom wystarczyła znajomość pierwszych stu stron i ogólnego zarysu pozostałej części fabuły. Wtedy też zaczęły się prace nad scenariuszem. Fox zatrudnił kilka osób, które tworzyły kolejne drafty i przepisywały sceny. Ostatecznie zdecydowano się na podejście Aline Brosch McKenny, mającej dotychczas zaledwie dwa zrealizowane scenariusze na swoim koncie.

Reklama

Z kolei reżyserem został David Frankel, zdobywca Oscara za film krótkometrażowy "Dear Diary", ostatnio pracujący przy serialach stacji HBO - "Kompanii braci", "Seksie w wielkim mieście" i "Ekipie". Dziesięć lat później przyznał, że był to dla niego - podobnie jak większości osób z ekipy - pierwszy naprawdę duży projekt i moment przełomowy w karierze. Gdyby się nie udało, byłby to jej koniec.

W roli Mirandy Priestly, demonicznej redaktor naczelnej magazynu modowego, producenci od początku widzieli Meryl Streep. Aktorkę interesowało ukazanie jej postaci nie tylko jako szefowej z piekła rodem, ale także osoby, która dźwiga na swoich barkach wartą miliony dolarów markę, a z jej zdaniem liczy się każda osoba w branży. Niemniej czuła, że Fox proponuje jej zbyt niską gażę. "Moim zdaniem ich oferta była nie do końca współmierna do mojej wagi dla projektu, jeśli nie po prostu ubliżająca" - mówiła aktorka w rozmowie dla Variety. Ostatecznie zgodziła się, gdy producenci zaoferowali jej dwa razy większą sumę. Gdy Streep powiedziała "tak", produkcja dostała zielone światło.

Casting do ról pozostałych postaci był mniej oczywisty. Po latach ujawniono, że w roli Andy producenci chcieli obsadzić Rachel McAdams, która w ostatnim czasie zyskała ogromną popularność dzięki "Pamiętnikowi" i "Wrednym dziewczynom". Ona jednak kilkakrotnie odmówiła. Zanim zdecydowano się na Anne Hathaway, wtedy kojarzoną głównie z serią "Pamiętnik księżniczki", rozważano Claire Danes i Juliette Lewis. Po latach aktorka przyznała, że na liście twórców znajdowała się dopiero na dziewiątym miejscu.

Ostatnim z obsadzonych bohaterów był Nigel Kipling, dyrektor kreatywny magazynu Mirandy oraz zadeklarowany gej. Łączył on aspekty kilku pomniejszych postaci z książki. Twórcy za wszelką cenę chcieli uniknąć stereotypowego mentora w rodzaju Hectora Elizondo w "Pretty Woman". McKenna napisała go jako bohatera o wiele bardziej sarkastycznego i niewierzącego w powodzenie Andy. O jego rolę starał się między innymi Graham Norton, popularny prezenter stacji BBC. Ostatecznie zdecydowano się zwrócić do Stanleya Tucciego, charakterystycznego aktora drugiego planu. Jego angaż nastąpił zaledwie trzy dni przed rozpoczęciem zdjęć.

Podczas pierwszego wspólnego czytania scenariusza Hathaway nie miała jeszcze sprecyzowanej wizji Andy. Była także przerażona perspektywą współpracy z Streep. Ta postanowiła przełamać lody i przy pierwszym spotkaniu z młodszą koleżanką powiedziała: "Myślę, że będziesz wspaniała w tej roli i cieszę się, że będziemy razem pracować". Zaraz potem dodała, że będzie to ostatnia miła rzecz, jaką Hathaway od niej usłyszała.

Rzeczywiście, Streep zaraz weszła w postać i zaczęła rzucać gwieździe "Tajemnicy Brokeback Moutain" spojrzenia pełne wyższości. Anne Hathaway chwilami miała dosyć. Atmosfera na planie była "gęsta".

Zdobywczyni Oscara za "Sprawę Kramerów" narzekała, że jako jedyna nie mogła żartować. "To było najszczęśliwsze miejsce na świecie, dopóki ja się nie pojawiłam. (...) Byłam potwornie przygnębiona. Ale dzięki tej roli zrozumiałam, że to jest cena, jaką się płaci za bycie szefem" - wspominała później w wywiadzie dla Variety. Głos, jakim aktorka obdarzyła Mirandę - zimny i spokojny - zachwycił wszystkich obecnych. Twórcy wiedzieli wtedy, że mają w rękach potencjalny hit.

Zdjęcia trwały 57 dni. Frankelowi udało się nawet wynegocjować dodatkowy budżet na kilka dni w Paryżu. Studio nie zgodziło się jednak na wyjazd Meryl Streep. Zamiast niej w scenach kręconych w Europie pojawiła się jej dublerka, aktorkę dodano później dzięki efektom specjalnym. Budżet zamknął się w sumie 41 milionów dolarów. Fox zamierzał wypuścić film na przełomie czerwca i lipca 2006 roku, jako kontrpropozycję dla superbohaterskiego widowiska "Superman: Powrót".

Dzieło Frankela doczekało się pochlebnych recenzji. Krytycy chwalili przede wszystkim Streep w roli Mirandy. Nikt nie spodziewał się jednak, że film okaże się box-offisowym hitem. Z ponad 326 milionami dolarów przychodu na całym świecie stał się 12. najbardziej dochodową produkcją 2006 roku.

"Diabeł ubiera się u Prady" okazał się ważnym punktem w karierach trzech głównych aktorek. Maryl Streep, która była wówczas jedną z najbardziej cenionych kobiet w Hollywood, otrzymała za film Frankela swą czternastą nominację do Oscara. Udowodniła także, że jej nazwisko przyciąga tłumy do kin, dzięki czemu producenci mieli później więcej wiary w jej bardziej komercyjne projekty - chociażby musical "Mamma Mia!". Anne Hathaway ostatecznie zerwała z wizerunkiem gwiazdki Disneya, a rola Andy otworzyła przed nią nowe możliwości. Dzięki niej zapewniła sobie udział w dramacie "Rachel wychodzi za mąż", który w 2009 roku przyniósł jej pierwszą nominację do Oscara.

Odkryciem Frankela okazała się Emily Blunt, która wcieliła się w postać Emily Charlton - głównej asystentki Mirandy. Dla brytyjskiej aktorki był to drugi występ w kinowym filmie pełnometrażowym. Debiutowała w 2004 roku w "Lecie miłości" Pawła Pawlikowskiego, a wcześniej pojawiała się w teatrze i telewizji. Frankelowi zasugerowano jej angaż po castingu do "Eragorna" - nieudanego filmu fantasy dystrybuowanego przez studio - w którym aktorka brała udział. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, ponieważ recenzenci - poza Streep - najbardziej chwalili właśnie Blunt. Aktorka otrzymała za swoją rolę nominację do Złotego Globu.

Podczas zdjęć czwórka głównych aktorów bardzo się ze sobą zżyła. W 2010 roku Blunt zaprosiła nawet partnerów i partnerki z planu na swoje wesele z Johnem Krasinskim, znanym wówczas z amerykańskiej wersji serialu "Biuro", a w przyszłości reżyserem i scenarzystą filmów z serii "Ciche miejsce". Na imprezie pojawił się między innymi Stanley Tucci. Aktor chwilę wcześniej przeżył tragedię - w maju 2009 roku jego żona od 14 lat, Kathryn Spath-Tucci, zmarła na raka piersi. Podczas wesela Blunt przedstawiła mu swoją starszą siostrę, Felicity. Oboje szybko zostali parą, a dwa lata później wzięli ślub. "Dziesięć lat po zakończeniu zdjęć Stanley jest dosłownie moją rodziną. Przerażające" - żartowała Blunt w wywiadzie dla Variety.


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Diabeł ubiera się u Prady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje