Danny DeVito: Walczy o miłość

Najważniejsza jest chęć bycia razem i poczucie humoru. Reszta to tylko przyprawy dodające smaku - powiedział kiedyś Danny DeVito o swoim małżeństwie z Rheą Perlman. Czy uratuje je teraz, po wieloletnim kryzysie?

Danny DeVito i Rhea Perlman poznali się 47 lat temu

Niedobre wieści o Dannym DeVito i jego żonie Rhei Perlman po raz pierwszy pojawiły się w 2012 roku. Wówczas, po 30 latach małżeństwa, ogłosili separację. Media snuły domysły, czy poszło o nadużywanie alkoholu, czy romanse. Danny, choć nie jest przystojniakiem, lubi flirtować, a jego poczucie humoru oczarowało ponoć niejedną panią.

Reklama

Adwokat pary zaprzeczał tym doniesieniom, a Rhea skomentowała je żartobliwie: - Jedyne, co złego mi zrobił, to odmowa drapania po plecach - powiedziała w jednym z wywiadów. Po pewnym czasie wrócili do siebie, by w marcu 2017 roku znów się rozstać. - Byliśmy razem tyle lat, było między nami tyle miłości... Dziś nadal jest wiele spraw, w których się zgadzamy. Nie chcemy zbyt pochopnie podejmować decyzji o rozwodzie - tłumaczyła dziennikarzom zrozpaczona Rhea.

Ostatnie wieści są takie, że się pogodzili, a nawet chcą odnowić przysięgę małżeńską. Ale czy za chwilę znów nie zmienią zdania?

Poznali się w 1971 roku, kiedy Danny DeVito, porzuciwszy salon fryzjerski, w którym uczył się fachu, zaczął występować na Broadwayu. Kilka lat później zagrali razem w serialu "Taxi" i stali się nierozłączną parą. Po jego zakończeniu w 1982 r. wzięli ślub. Rok później urodziła się ich pierwsza córka Lucy, a potem druga - Grace (ur. 1985) i syn Jake (ur. 1987).

Lata 80. to był czas najlepszych komedii aktora - np. "Bezlitośni ludzie" czy "Bliźniacy". W kolejnych latach dał się poznać jako czarny charakter, m.in. w "Powrocie Batmana". Nadal grał też w komediach - razem z żoną wcielili się w rodziców tytułowej bohaterki w hicie "Matylda". Był też reżyserem i producentem wielu filmów. Ostatnio skupia się na pracy nad serialem "U nas w Filadelfii".

Przez całą karierę aktora dziennikarze robiący z nim wywiady dociekają, czy z takim wzrostem (147 cm) i urodą - trudno nazwać go przystojniakiem - jest mu łatwiej, czy trudniej zdobywać role. - Nie wiem, bo nie mam porównania. Nigdy nie wyglądałem, jak Robert Redford, czy ktoś taki... - skomentował aktor. Innym razem przyznawał, że charakterystyczny wygląd pomaga mu zwrócić na siebie uwagę. Ułatwia też żartowanie z samego siebie, za co widzowie pokochali go najbardziej. Ale dowcipne odpowiedzi utrudniają też dowiedzenie się, jaki naprawdę jest Danny DeVito. - W rzeczywistości jestem kompletnie szalony i nieprzewidywalny. W końcu mam włoskie korzenie! - dodaje.

AJ

Dowiedz się więcej na temat: Danny DeVito

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje