Reklama

"Czarne chmury": Historyczny serial płaszcza i szpady z historią w tle

47 lat temu, w przeddzień wigilii Świąt Bożego Narodzenia, telewizja rozpoczęła emisję "Czarnych chmur" - pierwszego polskiego serialu "płaszcza i szpady", odnoszącego się do historii z XVII wieku i kryjącego - ponoć - tajemnicę z XX wieku.

Leonard Pieraszak jako pułkownik Krzysztof Dowgird (P) w serialu "Czarne chmury"

"Czarne chmury" to pierwszy w historii polskiej telewizji widowiskowy serial awanturniczo-przygodowy wypełniony wartką akcją, scenami walk, pojedynków, pościgów, ucieczek i wątkami miłosnymi. Osadzony w realiach XVII wieku - gdy Polska zabiegała o utrzymanie Prus Książęcych - nie bazował wiernie na historycznych faktach. Wytykali to twórcom krytycy, co wcale nie studziło sympatii telewizyjnej widowni, która podziwiała śmietankę polskiego aktorstwa w rolach głównych - Elżbietę Starostecką, Annę Seniuk, Jerzego Matałowskiego, Ryszarda Pietruskiego, Macieja Rayzachera, Stanisława Niwińskiego, Leonarda Pietraszaka, Edmunda Fettinga i Janusza Zakrzeńskiego.

Reklama

Barwnymi epizodami błysnęli m.in. Jerzy Nowak, Józef Nalberczak, Karol Strasburger, Mariusz Dmochowski, Tadeusz Pluciński, Jerzy Turek, Emil Karewicz i Cezary Julski. Nic zatem dziwnego, że w tej plejadzie ówczesnych gwiazd zupełnie niezauważeni zostali debiutujący na ekranie Krystyna Janda i Bogusław Linda.

Dla dwóch aktorów serial okazał się filmem "płaszcza, szpady i halabardy" - Linda pokazał się przez chwilę jako "halabardnik w Barbakanie, nie występujący w napisach". Natomiast Rayzacher, odtwórca jednej z głównych ról - antagonisty pułkownika Dowgirda, kapitana Knothe - zaangażowany w działalność opozycji demokratycznej lat 70. dostał wkrótce zawodowy "wilczy bilet". "Zablokowano mi drogę do filmów i telewizji, a w warszawskim Teatrze Powszechnym, gdzie pracowałem, bez ogródek powiedziano dyrektorowi Zygmuntowi Huebnerowi, że na scenie mogę się pojawiać jako... halabardnik!" - powiedział PAP Maciej Rayzacher.

"Kiedy Huebner i Wajda chcieli przenieść do telewizji 'Sprawę Dantona' to pierwszym warunkiem było, żeby Maciek w tym spektaklu nie grał" - wspominał Wojciech Pszoniak w zrealizowanym przez Włodzimierza Gołaszewskiego w 2020 r. filmie dokumentalnym o Rayzacherze zatytułowanym "Czarne chmury nad aktorem".

O rozrywkowym charakterze serialu przypominał jego reżyser Andrzej Konic, wyjaśniając, że tło historyczne stanowi pretekst do ukazania esencji gatunku, czyli awanturniczej akcji.

Produkcja serialu miała skrywać ponoć jeszcze inne "tło historyczne". W serwisie Filmpolski.pl o "Czarnych chmurach" można przeczytać: "Autorstwo scenariusza nie jest oczywiste, niektóre źródła twierdzą, że prawdziwym autorem 'Czarnych chmur' był Ludwik Kalkstein (1920-94), agent Gestapo, denuncjator generała 'Grota' Roweckiego, w latach 1953-65 odsiadujący wyrok za współpracę z gestapo".

Autorami scenariusza są oficjalnie Ryszard Pietruski i Antoni Guziński - z zawodu mleczarz, z zamiłowania historyk, w latach 70. szef działu rolnego w "Przyjaciółce" - ustalił Adam Zadworny, autor tekstu "Ostatnia misja Kalksteina" opublikowanego w "Gazecie Wyborczej" 12 grudnia 2009 r.

"Nazwisko głównego bohatera musiałem zmienić na pięć dni przed rozpoczęciem zdjęć. W scenariuszu był Kalkstein. To wtedy by nie przeszło. Dowgird było krótkie i nieźle brzmiało" - powiedział Konic Zadwornemu.

Zdzisław Nardelli - który w latach 40. realizował w szczecińskiej rozgłośni słuchowiska Kalksteina - wspominał, że po wyjściu z więzienia w 1965 r. Kalkstein chciał zrobić słuchowisko o swoim przodku - z jego nazwiskiem było to jednak niemożliwe. "To Kalkstein pisał scenariusz 'Czarnych chmur', Rysiu Pietruski tylko to za niego podpisał" - powiedział Nardelli Zadwornemu w 2003 r.  "Pietruski nigdy nie pisał. A to świetnie skrojony scenariusz" - ocenił Zadworny.

Pietruski napisał m.in. - wspólnie z Krystyną Wodnicką - libretto do musicalu "Boso, ale w ostrogach" na podstawie książki Stanisława Grzesiuka ośmiokrotnie - wg Encyklopedii Teatru Polskiego - wystawionego na polskich scenach.

"Pietruski był twórczym człowiekiem, miał niezwykłe pomysły, według jego scenariuszy nakręcono kilka dobrych telewizyjnych fabuł" - powiedział PAP Ernest Bryll, przypominając "Ojca" w reżyserii Jerzego Hoffmana oraz "Kryształ", "Portfel" i "Wizytę" zrealizowane przez Juliana Dziedzinę. "Nic o tym, jakoby Kalkstein miał napisać scenariusz 'Czarnych chmur', wówczas nie słyszałem" - dodał.

Andrzej Mularczyk, ówczesny kierownik literacki zespołu Iluzjon - producenta serialu - powiedział PAP, że nie pamięta, by scenariusz "Czarnych chmur" w ogóle przechodził przez jego ręce, i w związku z tym nie ma w sprawie jego autorstwa nic do dodania.

Przygody Dowgirda przypominają autentyczne losy pułkownika Krystiana (Christiana) Ludwiga (Ludwika) Kalksteina-Stolińskiego, który zbuntowawszy się przeciw elektorowi pruskiemu Fryderykowi Wilhelmowi, uciekł do Warszawy gdzie rozpoczął - jak napisał Krzysztof Kąkolewski w reportażu "Barwy hetmanów i czerń SS" - "pełną rozmachu działalność przeciw elektorowi, burząc szlachtę przeciw miękkiej polityce Polski, a zarazem utrzymując swoje kontakty ze Stanami Pruskimi. Dopuszczony zostaje do dworu króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, działa w obozach wojskowych. Rozrzuca w Warszawie pismo, w którym pisze: ...my, mieszkańcy Księstwa Pruskiego, o to jedno błagamy, aby przez wierność naszą dla was, pogwałcone względem nas traktaty i prawa nie pozostawiliście niepomszczonymi... przypomina, że Polska jest najwyższym opiekunem i panem Prus".

Za tę działalność został przez wysłanników elektora przy udziale posła elektorskiego w Warszawie, Brandta, porwany. "W ośmiu chłopa obezwładnili go, zakneblowali mu usta, związali, owinęli w płaszcz i przykryli perską derą. Wóz otoczony dragonami wyjechał natychmiast. Jechali przez Bielany i przeprawiwszy się przez Wisłę na Żeraniu, pognali ku Jabłonnie. Tam przesadzili więźnia na konia, aby można było szybko uciekać, i prowadząc go pod sztychami i pistoletami pędzili ku granicy z taką szybkością, że raz po raz padały im konie, zajeżdżone na śmierć" - opis Kąkolewskiego brzmi dosłownie jak fragment scenariusza "Czarnych chmur".

Przewieziony do Kłajpedy - po torturach, w trakcie których nie wydał żadnego z konspiracyjnych towarzyszy - został skazany na śmierć. "W Warszawie wybucha wzburzenie tak wielkie, że Brandt musi opuścić Polskę. Król Michał Korybut żąda wydania Kalksteina" - napisał Kąkolewski.

Z tego powodu Fryderyk Wilhelm zwlekał z wykonaniem wyroku, czekając na wynik wojny polsko-tureckiej. Po poddaniu Turkom Kamieńca uznał, że nie musi się liczyć z polskim królem. 8 listopada 1672 r. 32-letni Krystian Kalkstein-Stoliński został ścięty na rynku w Kłajpedzie.

Nawiązujące do losów Ludwika Krystiana Kalkstein-Stolińskiego "Czarne chmury" z upływem lat nabrały cech klasyki. "Pamiętam ówczesną rozmowę z profesorem Jerzym Bossakiem, prawdziwym filmowym autorytetem - jemu się ten serial podobał, a ja oceniałem go tylko jako niezły, poprawny" - wspomina Ernest Bryll. "Dziś gdy na niego patrzę, myślę że to świetne kino" - dodaje.

W 2003 r. przy Pustelni Złotego Lasu w Rytwianach (Świętokrzyskie), gdzie kręcono dwa odcinki serialu, powstało Muzeum Czarnych Chmur.

Serial przyniósł też trwałą - mimo wieloletniej przerwy w uprawianiu zawodu - popularność Maciejowi Rayzacherowi. Kiedy za działalność opozycyjną został internowany w stanie wojennym, pilnujący go młody szeregowiec z wielkim szacunkiem i autentyczną estymą tytułował go panem kapitanem. Wciąż też zdarza mu się słyszeć na ulicy "Skąd ja pana znam?". "Pewnie z wojska" - odpowiada wtedy. A dopytywany, gdzie służył, wyjaśnia, że w rajtarach.

PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Czarne chmury

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje