Reklama

"Ćma": Wielka rola Romana Wilhelmiego

Dokładnie 40 lat temu - 10 października 1980 roku - kinową premierę miał dramat Tomasza Zygadły "Ćma" z główną rolą Romana Wilhelmiego. Aktor wyprosił o rolę w "Ćmie" u reżysera, który początkowo myślał raczej o Jerzym Treli. Opłaciło się - za swą kreację otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Roman Wilhelmi w filmie "Ćma"

Popularny aktor wcielił się w nim w postać Jana - redaktora nocnego programu radiowego "Radiotelefon", w którym prowadzi nocne rozmowy z ludźmi cierpiącymi na bezsenność, poszukującymi ciepłego słowa i zrozumienia.

Reklama

Jan to człowiek zapracowany, noce spędza w studiu, a dnie na przemian u kochanki Magdy i żony Justyny. Nieustabilizowane i rozchwiane życie uczuciowe i wyczerpująca praca prowadzą do stopniowo pogłębiającej się dezintegracji jego osobowości. W postać żony głównego bohatera wcieliła się Anna Seniuk.

Życie osobiste bohatera 'Ćmy" układa się niezbyt dobrze, nie spełnia się ani jako mąż, ani ojciec, ani kochanek. Żona Justyna, wyczerpana kłopotami popada w alkoholizm, a synowi Jana grozi usunięcie ze szkoły. Jan z niedowierzaniem dowiaduje się też, że jego kochanka (w tej roli Iwona Bielska) ma innego mężczyznę.

Program "Radiotelefonu" zyskuje jednak coraz większe uznanie słuchaczy. Powoduje to pogorszenie stosunków Jana z przełożonymi i podwładnymi w redakcji. Ostatni program prowadzony przez Jana w stanie całkowitego rozstroju nerwowego zostaje przez jego współpracowników zdjęty z anteny, a on sam wysłany na kurację do sanatorium.

Film Zygadły kończy scena wspólnego obiadu, na którym oprócz Jana są obecni: pierwsza i druga żona, kochanka, syn ze swoją dziewczyną, technik ze studia i przyjaciele.

"Ćma" jest filmem czarno-białym, a właściwie szarym. Jacek Zygadło - brat reżysera i autor zdjęć - uczynił z tego jedną z najmocniejszych stron filmu. W jego ujęciu szarość staje się barwą bezsenności, plastycznym odpowiednikiem styku nocy i dnia, kiedy zmęczenie osiąga swój punkt szczytowy. Sprawność fizyczna i psychiczna jest wówczas najmniejsza, a uciążliwość życia ukazuje się ze szczególną wyrazistością - czytamy w Internetowej Bazie Filmu Polskiego.

W filmie nie brak też symboliki, literackich i filozoficznych cytatów, podkreślających klimat samotności. Ich wizualnym wzmocnieniem są m.in. obrazy nocnych świateł, przebijających się poprzez ciemność, oraz tytułowe "ćmy" - "robactwo wielkiego miasta, które wkrada się do domów w poszukiwaniu światła". Jedną z nich jest właśnie bohater Wilhelmiego. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że symboliczny blask, do którego dąży, niesie w sobie zarówno nadzieję, jak i zniszczenie.

"Od pewnej monotematyczności głównego nurtu naszego młodego kina 'Ćma' różni się wrażliwością na emocjonalne, prywatne sprawy ludzi. (...) 'Ćma jest filmem o wpływie środków przekazu nie na odbiorcę, ale na nadawcę. Ludzie telefonują do radiowego dziennikarza Jana ze swoimi troskami. (...) Czy może jednak ktoś, kto nie daje sobie rady z własnymi kłopotami, leczyć schorzenia innych? To pytanie Zygadło jakby kieruje w stronę wszelkiej publicznej działalności. (...) Odtwórca głównej roli dziennikarza Roman Wilhelmi prawie nie schodzi z ekranu. Bez Wilhelmiego nie byłoby tego filmu. Stworzył postać o wymiarach większych niż w życiu" - pisała na łamach "Kina" Wanda Wertenstein.

Za swą kreację Wilhelmi otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Wilhelmi zagrał w "Ćmie" całym sobą; z niesamowitą intensywnością. Oglądając film, ulegamy iluzji, że tam w kadrze męczy się i miota prawdziwy człowiek. Może to po części dlatego, że uprawiał swój zawód tak samo fanatycznie, jak jego bohater prowadzi nocne rozmowy ze słuchaczami? Mówił: "W aktorstwie się pogrążam, aktorstwu oddaję się całkowicie i zupełnie, bo ten zawód jest dla mnie wszystkim. Ludzie nie zdają sobie sprawy z ciężaru uprawiania aktorstwa".

Utarło się, że w kinie stał się ucieleśnieniem męskiego brutala. Wilhelmi inaczej widział jednak swoich bohaterów. "Na siedem, czy osiem dużych ról w filmie, pięć to byli (...) mężczyźni z kompleksami. Przypomnę 'Ćmę', 'Wojnę światów'. A nawet jeśli pomyślimy o postaciach słodkich brutali, to oni też mieli kompleksy" - mówił Ewie Moskalównej w rozmowie dla "Głosu Wybrzeża" w 1984 roku.

W obrazie Zygadły w drugoplanowych rolach wystąpili m.in. Jerzy Stuhr ("elegancki" w barze), Piotr Fronczewski (lekarz psychiatra), Jerzy Trela (redaktor, przyjaciel Jana) oraz Marek Probosz (Marcin, syn Jana).

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Roman Wilhemi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje