Carroll Baker: Największą rolę "ukradła" Marilyn Monroe

Carroll Baker /Collection Christophel /East News

Podbiła świat jako "Laleczka" i mimo że Carroll Baker wielokrotnie pokazywała pazury, nigdy nie udało jej się do końca pozbyć słodkiego wizerunku.

Reklama

Jej temperament miał polski rodowód - urodziła się jako Karolina Piekarski. Do szkoły podstawowej w Turtle Creek, w przemysłowej Pensylwanii, poszła już pod amerykańskim nazwiskiem. Jej rodzice rozstali się wcześnie i odtąd matka samodzielnie walczyła o utrzymanie dwóch córek. Może dlatego Carroll tak szybko wyrwała się z domu: już w liceum stepowała w miejscowych klubach, zamiast uczennicą college’u została tancerką i asystentką wędrownego magika, aż w końcu w 1949 r. zdobyła zaszczytny tytuł Miss Warzyw i Owoców Florydy.

Jako 20-latka wyprowadziła się do Nowego Jorku. Biedniutkie mieszkanie w suterenie w Queens zamieniła na luksusowy apartament, gdy podczas jednego z występów wpadła w oko 54-letniemu Louisowi Ritterowi, właścicielowi sieci hoteli. Ritter przerzucił się na hotelarstwo z branży futrzarskiej, Carroll nie schodziła więc odtąd poniżej norek i srebrnych lisów.

Futrom zawdzięczała też swą pierwszą rólkę w komedii "Easy to Love" - Louis przekupił nimi producentów z MGM. Za luksusy oczekiwał tylko jednego: Baker wyznała kiedyś, że zgwałcił ją, gdy była jeszcze dziewicą. Nie odrzuciła jednak oświadczyn i w 1953 r. stanęła na ślubnym kobiercu. Ritter miał już za sobą pięć rozwodów, na szósty nie trzeba było długo czekać. Ich małżeństwo trwało raptem parę miesięcy - wystarczająco długo, by Carroll na dobre zasmakowała w sławie i luksusie.

Furtką do kariery miało stać się słynne Actor’s Studio, gdzie zaprzyjaźniła się z Marilyn Monroe i Jamesem Deanem, a zakochała w urodzonym w Czechosłowacji reżyserze Jacku Garfeinie. Równolegle z kursem aktorstwa pobierała nauki w synagodze - dla ocalałego z Auschwitz Garfeina, który w Holokauście stracił całą rodzinę, porzuciła wiarę katolicką i przeszła na judaizm. Wzięli ślub w 1955 r.

Reklama

Choć dostawała tylko drobne rólki w serialach i teatrze oraz reklamach (m.in. papierosów Winston i Coca-Coli), odrzuciła angaż do "Buntownika bez powodu", gdzie polecił ją Dean. Jednak pierwszą większą rolę i tak zagrała u jego boku, w "Olbrzymie" z 1956 r., ostatnim filmie, w jakim wystąpił.

Prosto z planu "Olbrzyma" pojechała kręcić "Laleczkę", gdzie po raz pierwszy pojawiła się w głównej roli, sprzątnąwszy ją sprzed nosa samej Marilyn Monroe. Szum wokół Baker zaczął się, zanim widownia miała szansę obejrzeć jej rzekomo kontrowersyjny występ. Film reklamował ogromny billboard na środku Times Square, przedstawiający Carroll wyciągniętą w dziecięcym kojcu z kciukiem w buzi. "Pani dzieło zostało uznane za policzek dla tradycyjnych wartości i moralności. Chrześcijańska Liga Przyzwoitości nawołuje do bojkotu filmu, jeden z kardynałów potępił go z ambony. Co pani na to?" - Baker dowiedziała się o skandalu, odbierając telefon od dociekliwego dziennikarza.

Mimo tych kontrowersji, a może właśnie dzięki nim, widownia waliła na "Laleczkę" drzwiami i oknami. Krytycy też byli przychylni. Carrol zdobyła nominacje do Oscara i Złotego Globu, "Life" umieścił ją na okładce jako odkrycie roku, i tylko "Time" upierał się, że wystąpiła w "najbrudniejszym amerykańskim filmie, jaki kiedykolwiek udało się legalnie wyświetlić".

Posypały się kolejne propozycje, ale zbliżająca się do 30-tki Carroll nie była z nich zadowolona. Odmówiła zagrania w "Too Much Too Soon", w którym miała wcielić się w kolejną zahukaną dziewczynkę. W odwecie szefowie Warner Bros. zablokowali jej karierę nie tylko we własnej, ale i innych wytwórniach: nie zgodzili się na wypożyczenie Baker do MGM, które widziało ją nie tylko w "Braciach Karamazow", ale też w "Kotce na gorącym blaszanym dachu".

Gdy wróciła wreszcie na plan, by u boku Gregory’ego Pecka i Charltona Hestona kręcić western "Biały Kanion", była już w 4. miesiącu ciąży z córką Blanche. Reżyser William Wyler, ponoć z polecenia bossów, zmuszał ją do niekończących się dubli - łykała łzy, jedną ze scen powtarzając 60 razy po to tylko, by ostatecznie wybrano pierwsze ujęcie. Ani ta, ani kolejne role nie przyniosły jej jednak rozgłosu, a ona zadłużyła się po uszy, byle tylko wykupić się z niewolniczego, jej zdaniem, kontraktu z Warner Bros.

Wykorzystała świeżo odzyskaną wolność na urodzenie syna Herschela oraz odważne artystyczne poszukiwania, tym razem we współpracy z mężem. Wystąpiła w jego kontrowersyjnym filmie "Something Wild", o studentce zmagającej się z traumą po brutalnym gwałcie. Przygotowując się do tej roli Baker zamieszkała samotnie w jednym z nowojorskich akademików i zatrudniła się jako sprzedawczyni w sklepie. Ta rola też nie pomogła jej w karierze, utrwalając wizerunek lolitki, śmiało eksperymentującej z własną seksualnością.

Także w prawdziwym życiu podejrzewano ją o eksperymenty. Gdy w połowie lat 60. wyruszyła do Afryki kręcić "Mistera Mosesa" z Robertem Mitchumem, aż huczało od plotek o ich romansie. "Wszyscy gadają, że ze sobą sypiamy" - żaliła mu się Baker. "Szkoda, że to przegapiłem" - odparł Mitchum, który wybrał wtedy wdzięki Shirley MacLaine.

Jeszcze bardziej tajemniczo wyglądała szeroko opisywana w prasie przygoda z wodzem kenijskiego plemienia, który za rękę aktorki miał zaoferować 150 krów, 200 kóz, owcę i 750 dolarów. Do transakcji nie doszło, choć Carroll przydałyby się wtedy pieniądze. Kolejne filmy nie odnosiły sukcesów, a jej artystyczne ambicje i ognisty temperament znów doprowadziły do konfliktu z wytwórnią, która zamroziła jej gażę i wpisała na czarną listę "problematycznych" aktorek. "Zachowywali się tak, jakbym była ich własnością" - mówiła Carroll.

Podobnie traktował ją mąż. Wszystko było dobrze, póki zarabiała, gdy zaczęli mieć długi, oboje wystąpili o rozwód. Baker skarżyła się, że mąż nie kwapił się, by utrzymywać rodzinę, a Garfein twierdził, że to on uczynił z niej gwiazdę, więc dożywotnio należy mu się 40% jej pensji. "Byłam wtedy bliska samobójstwa" - mówiła Carroll.

Pod koniec lat 60. zdecydowała się podreperować stan duszy i portfela we Włoszech. Oczywiście plotkom o przygodach z przystojnymi aktorami i reżyserami nie było końca, mówiono też o romansie z pewnym księciem, zaliczanym do najgorętszych kawalerów Italii. Piękna Amerykanka nauczyła się języka włoskiego i w ciągu 10 lat wystąpiła w niezliczonych horrorach o tak wdzięcznych tytułach, jak "Lekcje prywatne", "Ciało" czy po prostu "Orgasmo". Po powrocie do USA flirtowała a to z kinem niezależnym, a to z komercyjnym, od Andy’ego Warhola po Arnolda Schwarzeneggera. Wróciła też na teatralną scenę i to tu w końcu znalazła miłość życia.

Z brytyjskim reżyserem teatralnym Donaldem Burtonem pobrali się w 1978 r. i byli ze sobą przez trzy dekady, aż do jego śmierci. Piękna Carroll powoli grała coraz mniej, coraz więcej czasu poświęcając wnukom, których ma już sześcioro. W 2003 r. postanowiła ostatecznie zakończyć karierę, bynajmniej nie z braku sił witalnych. "Gdybym zaczynała dziś, sprawiałabym dokładnie takie same problemy. Byłam trudna. Zawsze chciałam robić wszystko po swojemu - mówiła parę lat temu 87-letnia dziś Baker. - I nie za wiele się zmieniłam".

MP

Dowiedz się więcej na temat: Carroll Baker

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje