Podbił serca widzów kreacjami najsłynniejszego psychopaty w historii popkultury w "Jokerze" Todda Phillipsa i singla odkrywającego wyzwania rodzicielstwa w "C'mon C'mon" Mike'a Millsa. Wkrótce Joaquin Phoenix powróci na ekrany kin jako neurotyczny Beau w surrealistycznej czarnej komedii "Bo się boi" Ariego Astera.
Joaquin Phoenix w scenie z filmu "Bo się boi"materiały prasowe
Grany przez Joaquina Phoeniksa Beau Wassermann jest mężczyzną w średnim wieku cierpiącym na stany lękowe. Świat wydaje mu się miejscem przytłaczającym, opresyjnym, a ludzie - niebezpiecznymi istotami. Pewnego dnia, nie chcąc sprawić przykrości matce (w tej roli Patti LuPone), bohater postanawia ją odwiedzić. Jednak nawet taka podróż jawi mu się niczym wyprawa na drugi koniec świata, która uruchamia lawinę niepokojących wydarzeń - Beau giną klucze i bagaż, zostaje porwany, nękany przez nastolatkę, a jego matka ulega wypadkowi. Ponoć droga, którą przebywa Beau, okazała się tak intensywna, że pod koniec zdjęć Joaquin stracił przytomność.
"Joaquin musiał odtworzyć każdą niebezpieczną rzecz, którą zrobił Beau. Sądziłem, że będzie w stanie zrobić wszystko tylko raz. Tymczasem on jest tak nieprawdopodobnie techniczny i - co wspaniałe - chciał, by wszystko było wiarygodne. W ostatnim tygodniu zdjęć pracował z Patti. Grali scenę, która była bardzo wymagająca dla niej, nie dla niego. Nagle wypadł z kadru. Wkurzyłem się, bo to było naprawdę dobre ujęcie. Byłem zdezorientowany. Przesunąłem się za róg i zobaczyłem, że zemdlał. Wiedziałem, że jest z nim kiepsko, ponieważ pozwalał ludziom z ekipy, żeby się nim zajmowali. Zemdlał, pomagając innym odegrać scenę. Był w tym dla nich do tego stopnia, że stracił przytomność. To bardzo poetyckie" - stwierdził reżyser "Bo się boi"Ari Aster, cytowany przez IndieWire.
Chyba żadna z kreacji artysty nie była jednak tak mocno i burzliwie komentowana, jak jego tytułowa rola we wciąż granym na ekranach polskich kin filmie "Joker". To historia cieszącego się złą sławą superprzestępcy z uniwersum DC - największego z rywali Batmana. W produkcji Todda Phillipsa śledzimy narodziny kultowego czarnego charakteru, człowieka zepchniętego na margines. Grany przez Phoeniksa Arthur Fleck mieszka w pogrążającym się w chaosie Gotham ze swoją schorowaną, zgorzkniałą matką. Tam spotyka Sophie Dumond, kobietę samotnie wychowującą dziecko i rozpoczyna podróż do jądra szaleństwa, by przemienić się w Jokera, króla zbrodni...
Film otrzymał Złotego Lwa na zakończonym na początku września festiwalu filmowym w Wenecji. Ogromny sukces kasowy produkcji spowodował, że coraz głośniej mówi się o jej możliwej kontynuacji. "Wymarzona rola? Nie myślałem o tym w ten sposób, ale teraz nie daje mi to spokoju. Dużo rozmawiałem z Toddem o tym, co jeszcze moglibyśmy zrobić z Jokerem" - przyznał aktor. "Wydaje mi się, że nie mają końca możliwości, w jakie moglibyśmy pójść z postacią" - dodał Joaquin Phoenix.materiały dystrybutora
Za kreację w kolejnym filmie - dramacie "Nigdy cię tu nie było" Lynne Ramsay, Phoenix otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora na festiwalu w Cannes. Do roli przytył i zapuścił długą brodę, co spowodowało, że prasa znów zaczęła rozpisywać się o tym, że wrócił do picia. W wyróżnionej Złotą Palmą także za scenariusz produkcji, artysta zagrał Joe, byłego agenta do zadań specjalnych, który zarabia na życie ratowaniem dzieci z rąk przestępców seksualnych. Jego klientami są najczęściej rodzice zaginionych nastolatków. Pewnego dnia słynący z brutalności Joe dostaje zlecenie od senatora, którego córka Nina (Ekaterina Samsonov) została uprowadzona w tajemniczych okolicznościach. Podczas jej poszukiwań mężczyzna trafia na ślad siatki pedofilów, której członkowie są powiązani z osobami na najwyższych szczeblach władzy.Wiese/FaceToFace/REPORTEREast News
Po roli w "Nigdy cię tu nie było" nastąpiła spora zmiana w życiu prywatnym aktora. Zaczął spotykać się z koleżanką po fachu, Rooney Marą. Poznali się kilka lat wcześniej na planie komediodramatu "Ona", ale dopiero ponowne spotkanie na planie obrazu "Maria Magdalena" - ona grała rolę tytułową, Phoenix wcielił się w Jezusa - Gartha Davisa zbliżyło ich do siebie. Co ciekawe, nie był to jedyny film w 2018 roku, w którym zagrali razem. Aktorzy wystąpili też w prezentowanym na zeszłorocznym Berlinale nowym filmie Gusa van Santa "Bez obaw, daleko nie zajdzie". W lipcu tego roku media obiegła wiadomość, że Mara i Phoenix zaręczyli się.Album OnlineEast News
Oczywiście aktor nigdy nie myślał poważnie o porzuceniu kariery filmowej, co potwierdziła jego rola w "Mistrzu" Paula Thomasa Andersona, za którą otrzymał kolejną nominację do Oscara. To fascynująca historia spotkania wizjonera, który głosi, że odkrył zagadkę istnienia (Philip Seymour Hoffman), i człowieka, który mu uwierzył i zaczął ślepo wypełniać jego polecenia (Phoenix). Opowieść o pragnieniu władzy i miłości, o mrokach ludzkiej duszy i odwiecznej tęsknocie za swoim miejscem na ziemi była jedną z najlepszych produkcji 2012 roku.Everett CollectionEast News
Miejsce w hollywoodzkiej pierwszej lidze zapewnił jednak Phoeniksowi kolejny film - dramat historyczny "Gladiator" Ridleya Scotta. W tym zrealizowanym z ogromnym rozmachem, niezwykle widowiskowym przedsięwzięciu, które z entuzjazmem przyjęli zarówno widzowie, jak i krytycy, aktor wcielił się w Kommodusa, głównego rywala granego przez Russela Crowe'a głównego bohatera. Za swoją kreację artysta otrzymał pierwszą w karierze nominację do Oscara.Everett CollectionEast News
Później artysta wystąpił w dwóch filmach M. Night Shyamalana, któremu popularność zapewnił świetny "Szósty zmysł". "Znaki", w których Phoenix partnerował Melowi Gibsonowi, nie były już jednak tak udane. Opowiadały o rodzinie farmerów, która pewnego ranka odkrywa na swym polu tajemnicze, ogromne kręgi, mające zwiastować pozaziemską inwazję.
Jeszcze słabsza okazała się zrealizowana dwa lata później "Osada". To historia ściśle ze sobą związanej społeczności, odizolowanej od świata, która żyje w śmiertelnym strachu przed nieokreślonym złem zamieszkującym otaczające lasy. Grający tym razem główną rolę Phoenix wcielił się w zdeterminowanego mężczyznę, który ośmiela się stawić czoła nieznanemu.Everett CollectionEast News
Początek XXI wieku nie był zbyt udany dla aktora. Oprócz obrazów Shyamalana zagrał wówczas również w przeciętnych "Wszystko dla miłości", "Płonącej pułapce" i "Hotelu Ruanda". Karta się jednak odwróciła i Phoenix wreszcie otrzymał rolę godną jego talentu. W "Spacerze po linie" Jamesa Mangolda wcielił się w legendarnego piosenkarza Johnny'ego Casha. W filmie, w którym na ekranie towarzyszyła mu Reese Witherspoon, zaśpiewał wszystkie piosenki Casha sam i nauczył się dodatkowo grać na gitarze. Za swoją kreację otrzymał drugą nominację do Oscara i pierwszego w karierze Złotego Globa.Everett CollectionEast News
W 2000 roku Phoenix wystąpił w "Ślepym torze" Jamesa Graya u boku Marka Wahlberga. Siedem lat później ta sama trójka spotkała się podczas realizacji "Królów nocy". Film opowiadał o konflikcie dwóch braci, z których jeden (Phoenix) jest menedżerem nocnego klubu, związanym z przestępczym półświatkiem Nowego Jorku, a drugi (Wahlberg) to uczciwy i wierzący w sprawiedliwość policjant. Spór między nimi zaostrza się jeszcze bardziej, gdy na horyzoncie pojawia się piękna Amada (Eva Mendes).Everett CollectionEast News
W 2013 roku oglądaliśmy Phoeniksa w dwóch nowych kreacjach. Najpierw wystąpił w nagrodzonym Oscarem za najlepszy scenariusz oryginalny filmie Spike'a Jonze zatytułowanym "Ona", gdzie wcielił się w samotnego pisarza, który kupuje nowy system operacyjny, tak zaprojektowany, aby spełnić wszystkie potrzeby użytkownika. Następnie zagrał w kolejnym filmie Jamesa Graya, melodramacie "Imigrantka", w którym na ekranie partnerowali mu Marion Cotillard oraz Jeremy Renner.Everett CollectionEast News
Po niezłych, ale niespecjalnie zapisujących się w pamięci drugoplanowych kreacjach w "Drodze przez piekło" Olivera Stone'a, "Powrocie do raju" Josepha Rubena i "Martwych gołębiach" Davida Dobkina, Phoenix znalazł się na ustach filmowego świata za sprawą roli w wyreżyserowanym przez Joela Schumachera obrazie "Osiem milimetrów", gdzie zagrał sprzedawcę w sklepie z materiałami pornograficznymi, który pomaga detektywowi granemu przez Nicolasa Cage'a w odkryciu prawdy, kryjącej się za szczególnie drastycznym filmem.Album OnlineEast News
Jedną z pierwszych istotnych ról Joaquina Phoeniksa była kreacja Jimmy'ego Emmetta w "Za wszelką cenę" (gwiazdą produkcji była niezbyt wówczas znana Nicole Kidman). Role w tym filmie młody aktor zawdzięczał niejako właśnie bratu, ponieważ reżyser "Za wszelką cenę" - Gus Van Sant, powierzył mu ją właśnie ze względu na Rivera, u którego ten zagrał w "Moim własnym Idaho".Album OnlineEast News
Po "Królach nocy" Phoenix zdążył wystąpić jeszcze w kolejnym obrazie Graya - "Kochankowie", po czym... zniknął z ekranów na ponad cztery lata. W międzyczasie zagrał jedynie... siebie samego w stylizowanym na dokument debiucie fabularnym Caseya Afflecka "Joaquin Phoenix. Jestem, jaki jestem". Zanim to zrobił, w listopadzie 2008 roku ogłosił przed kamerami, że dość ma udawania kogoś, kim nie jest i zamiast aktorstwu zamierza poświęcić się swojej prawdziwej pasji... rapowaniu. Ta wiadomość obiegła filmowy świat i wywołała dezorientację wśród bliższych i dalszych współpracowników aktora. Film Afflecka przedstawia rok z życia Phoeniksa, jego pierwsze występy sceniczne, problemy z prasą i powszechną niechęcią otoczenia do jego nowego życia.mat.prasoweEast News
Joaquin Raphael Phoenix urodził się 28 października 1974 r. w San Juan. Z aktorstwem związany jest od dzieciństwa. Na małym ekranie po raz pierwszy pojawił się razem ze starszym bratem Riverem, występując w odcinku serialu muzycznego "Siedem narzeczonych dla siedmiu braci". Miał wówczas osiem lat. Do aktywności artystycznej namawiali go rodzice - hipisowska para, która poznała się podczas podróży autostopem i w przeszłości należała do sekty Dzieci Boga, założonej przez Davida Berga. "Niedawno zabrałem mamę do mieszkania, w którym kiedyś żyliśmy. To była jedna sypialnia z zakazem wprowadzania dzieci. Nas było pięcioro [...]. Chowaliśmy się za pralką, kiedy przychodził właściciel. Nigdy nie było wiadomo, jak długo zostanie, więc mogliśmy siedzieć tam godzinami. Nie zapominam o tym. To wszystko jest cholernie szalone" - wspominał po latach w "Esquire".
Pierwszy w rodzinie sukces aktorski odniósł River. Chłopak o urodzie surfera i wielkim talencie zagrał m.in. w "Straconych latach" Sidneya Lumeta (1988), a także "Indianie Jonesie i ostatniej krucjacie" Stevena Spielberga (1989). Na swoim koncie miał nominację do Oscara i Złotego Globu, największą zaś sławę przyniosło mu "Moje własne Idaho" Gusa Van Santa. Wydawało się, że czeka go świetlana przyszłość. Niestety, w wieku 23 lat przegrał z uzależnieniem od narkotyków. W 1993 r. w słynnym klubie Johnny’ego Deppa "The Viper Room" przedawkował. Umierał na oczach Joaquina, który natychmiast wezwał karetkę.
Wiadomość o śmierci Rivera nadeszła wkrótce po przewiezieniu go do szpitala. W jednej chwili cała rodzina znalazła się na celowniku paparazzich i brukowców. "Czuję, że praktycznie każdy film, w którym zagrałem, był w jakiś sposób związany z Riverem. Wszyscy w rodzinie czuliśmy jego obecność i przewodnictwo w naszym życiu. Do czasu śmierci Rivera nie byliśmy świadomi jego sławy. Żyliśmy z dala od świata rozrywki. Nie oglądaliśmy telewizji i nie czytaliśmy tego typu gazet" - przyznał Joaquin, cytowany przez portal Independent.
W 1992 roku zaangażował się w prace nad filmem "Dark Blood". Nie wiedział, że będzie to jego pożegnanie z kinem. Praca nad nowym projektem nie układała się dobrze. Na planie dochodziło do ciągłych starć scenarzysty z reżyserem, zdjęcia wciąż się opóźniały. River był zmęczony. Zdecydował się wrócić na kilka dni do Los Angeles, aby odgonić złe myśli.
Tragedia wisiała jednak w powietrzu. Młody aktor miał depresję. Jedna z ostatnich wiadomości pozostawiona przez niego na telefonicznej sekretarce przyjaciela, brzmiała: "Mam trudności, żeby utrzymać się na powierzchni".Ron Galella, Ltd./Ron Galella CollectionGetty Images
Inną wielką pasją Rivera była muzyka. Od końca lat 80. był członkiem kilku zespołów. Wielu z jego "muzycznych" znajomych doczekało się światowej sławy - River był m.in. przyjacielem Michaela Stipe'a, wokalisty zespołu R.E.M.
Phoenix szybko zanurzył się w rockandrollowy styl życia. Coraz więcej mówiło się o szalonych imprezach na jakich bywał i narkotykowych ekscesach z nim w roli głównej. Jego przyjaciele wspominają, że byli świadkami, kiedy na jednej z imprez River zażywał na zmianę kokainę i heroinę. Młody aktor nie chciał jednak zwalniać tempa...Anita Weber / SIPAEast News
Początki kariery Rivera Phoenixa były skromne. Chłopiec zagrał w kilku reklamach i serialach. Przełom nadszedł w roku 1985, kiedy to 15-letni wówczas chłopak wystąpił w przygodowym filmie "Odkrywcy". Chociaż nie była to rola, która pozwalała na rozwinięcie aktorskich skrzydeł, River został doceniony, a propozycję zaczęły się mnożyć.Paramount Pictures/Collection ChristophelEast News
W 1988 roku świat zobaczył Pheonixa w dramacie "Stracone lata". Głośny film o rodzinie, która przez siedem lat ukrywała się przed FBI, przyniósł Riverowi nominację do Oscara.
Wydaje się, że młody aktor nie czuł się wówczas komfortowo tylko w jednej ze swoich ról. Mowa tutaj o roli młodej gwiazdy kina. Riverowi o wiele bardziej zależało na prowadzeniu cichego, alternatywnego stylu życia. Kariera w Hollywood szybko pokazała mu jednak, że znacząco odbiega to od wizji "chłopca z plakatu", jaką dla niego kreowano.Collection Christophel / Double Play / Lorimar Film EntertainmentEast News
Dla wielu kinomanów najważniejszym tytułem w dorobku Rivera pozostaje "Moje własne Idaho" (1991) w reżyserii Gusa Van Santa. Kreacja cierpiącego na narkolepsję geja przyniosła mu nagrodę za najlepszą rolę męską na festiwalu w Wenecji. Zarówno Rivera, jak i Keanu Reevesa, który grał jego partnera, okrzyknięto najlepiej zapowiadającymi się aktorami młodego pokolenia Hollywood.Mary Evans Picture LibraryEast News
Przyczyną jego śmierci było przedawkowanie narkotyków. W krwi aktora stwierdzono duże dawki kokainy i morfiny oraz niewielkie ilości marihuany i valium.
To jego brat, Joaquin zadzwonił po pogotowie i patrzył bezsilnie, jak River umiera w konwulsjach. Joaquin też wybrał karierę aktorską. Poprzez role w obrazach "Ona", "Spacer po linie" czy "Joker" zbudował sobie mocną pozycję w branży.Michael Tighe/Donaldson CollectionGetty Images
River Phoenix urodził się jako River Jude Bottom 23 sierpnia 1970 roku w miejscowości Madras w stanie Oregon. Był najstarszym spośród pięciorga rodzeństwa - po nim na świat przyszli jeszcze Joaquin (laureat Oscara za rolę w 'Jokerze", na zdjęciu) oraz Summer, Liberty i Rain. Te niecodzienne imiona nie są przypadkowe. Państwo Bottom byli hipisami, którzy poznali się podczas podróży autostopem. Para znana była z tego, że kontestowała konsumpcyjny styl życia. Nie posiadali domu ani dużego majątku. Często zmieniali miejsce zamieszkania. Prowadzili ekologiczną farmę na zachodnim wybrzeżu USA, potem przenieśli się do Kanady.
Reklama
Sam aktor przyznawał, że ten "koczowniczy" tryb życia miał spory wpływ na jego późniejsze losy. W wywiadzie udzielonym w 1988 roku mówił: "Częste podróżowanie wystawiło mnie na wiele doświadczeń, na nowe style życia. Musiałem dostosowywać się do tych specyficznych sytuacji. Zapewniło mi to pewne umiejętności aktorskie. Rodzaj stapiania się z postacią. W nowym mieście czy szkole nie możesz być po prostu dziwnym, nowym chłopakiem. Tak samo jest z graniem".Dianna WhitleyGetty Images
Być może Phoenix byłby dzisiaj w świecie kina kimś formatu Leonarda DiCaprio czy Brada Pitta, gdyby nie feralna noc z 30 na 31 października 1993 r. River imprezował wtedy w należącym do Johnny'ego Deppa lokalu The Viper Room w Los Angeles. Upadł, wychodząc z klubu i zmarł wkrótce potem w szpitalu.Michael Tighe/Donaldson CollectionGetty Images
1986 rok to dwie znaczące kreacje w filmografii młodego aktora. Pierwsza w "Wybrzeżu Moskitów" Petera Weira u boku Harrisona Forda, druga w głośnym dramacie o dojrzewaniu i przyjaźni - "Stań przy mnie".
U boku Harrisona Forda młodego aktora mogliśmy także oglądać w filmie "Indiana Jones i ostatnia krucjata" (1989).Everett CollectionEast News
Od momentu tragedii jego stosunek do mediów był jednoznaczny. Niechętnie udzielał wywiadów. Właściwie robił to tylko wtedy, gdy zmuszał go do tego kontrakt. Na pytania dziennikarzy najczęściej odpowiadał półsłówkami lub zmyślał historie. W 2008 r. wprawił branżę filmową w konsternację, informując, że kończy karierę i zostaje raperem. Jak to? Aktor nominowany do Oscara za rolę Commodusa w "Gladiatorze" Ridleya Scotta i Johny’ego Casha w "Spacerze po linie" Jamesa Mangolda tak po prostu postanawia odejść z zawodu? Zdziwieniu nie było końca, jednak wszyscy sądzili, że mówi poważnie. Dopiero w 2010 r. okazało się, że artysta postanowił zakpić w ten sposób z mediów, a pamiętny występ był częścią dokumentalizowanego filmu "Joaquin Phoenix. Jestem jaki jestem" Caseya Afflecka.
Już dwa lata później aktor zachwycił publiczność jako wstępujący do sekty włóczęga Freddie w "Mistrzu" Paula Thomasa Andersona. Kreacja ta zapewniła mu trzecią nominację do Oscara oraz nagrodę dla najlepszego aktora podczas festiwalu w Cannes. Później oglądaliśmy go w "Imigrantce" Jamesa Graya (2013), "Wadzie ukrytej" Paula Thomasa Andersona (2014) i "Nieracjonalnym mężczyźnie" Woody'ego Allena (2015). Przełomowa okazała się też rola byłego agenta do zadań specjalnych w "Nigdy cię tu nie było" Lynne Ramsay, za którą w 2017 r. odebrał kolejną nagrodę w Cannes. Mimo tych sukcesów twierdzi, że na planie każdego filmu czuje się, jakby występował przed kamerą po raz pierwszy. "Jestem zdenerwowany, trzęsę się. Nie ma mowy, żebym powiedział: 'Tak, mam to'" - przekonywał, cytowany przez portal Esquire.
"Nigdy cię tu nie było" [trailer]materiały dystrybutora
Kiedy w 2017 r. Todd Phillips zaproponował Phoeniksowi główną rolę w "Jokerze", aktor nie był przekonany. Wolał uniknąć porównań z Jackiem Nicholsonem i Heathem Ledgerem, którzy stworzyli najsłynniejsze kreacje Jokera w - kolejno - "Batmanie" Tima Burtona i w "Mrocznym rycerzu" Christophera Nolana. Ostatecznie przyjął propozycję, ponieważ Phillips zapewnił go, że jego film będzie studium postaci inspirowanym "Taksówkarzem", "Wściekłym Bykiem" i "Królem komedii" Martina Scorsese. Trzy lata później rola psychopatycznego mordercy przyniosła mu Oscara. Niekryjący lekceważącego stosunku do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej aktor pojawił się na gali, by przypomnieć o tym, co wszyscy powinniśmy robić na rzecz ochrony planety.
"Wcale nie czuję się lepszy od kogokolwiek w tej sali. Wszystkich nas łączy miłość do kina. Nie wiem, co robiłbym, gdyby nie ono. Najważniejszy z darów, który mi dano, to mówić o tych, których głosu zazwyczaj się nie słyszy. Walczymy w różnych sprawach - nierówności między płciami, praw dla społeczności LGBT i rdzennych narodów. Jesteśmy jednością. Żadna rasa ani grupa ludzi nie ma prawa dominować nad innymi, za innych decydować i nimi pogardzać" - wskazywał. Zwrócił też uwagę, że "porzuciliśmy świat natury, wierzymy, ze jesteśmy centrum wszechświata, pustoszymy świat natury, myśląc, że wszystko nam się należy". "Boimy się zmiany, ale ludzie są obdarzeni wyobraźnią i potrafią znajdować nowe rozwiązania. Jeśli oprzemy się na miłości i współczuciu, stworzymy system korzystny dla wszystkich istot żywych" - apelował Joaquin.
W 2022 r. podbił serca widzów rolą dziennikarza radiowego w "C'mon C'mon" Mike’a Millsa. Bohater ten podróżuje po kraju ze swoim 9-letnim siostrzeńcem i przeprowadza wywiady z dziećmi. Interesuje go ich wizja przyszłości, nadzieje, obawy. Dzięki rozmowom z najmłodszymi poznaje wyzwania rodzicielstwa i siłę dziecięcej wyobraźni. Pytany wówczas przez portal The Playlist, dlaczego wystąpił w tym filmie, aktor wspomniał o pierwszym spotkaniu z Millsem i przeczuciu, że jest on reżyserem, z którym bez trudu nawiąże nić porozumienia. Równie istotna była dla niego możliwość słuchania opowieści dzieci o ich doświadczeniach. "Mike Mills jest przecież szczególnie wrażliwą i empatyczną osobą. Bez problemu mógłby sobie wyobrazić, co czują te dzieciaki, i to opisać. Ale dla niego to nie jest tak. On mówi: 'Nie zamierzam narzucać im moich pomysłów, chcę usłyszeć, co czują'" - zaznaczył.
Również przyszły rok przyniesie kilka projektów z udziałem Phoeniksa. W październiku 2024 r. światło dzienne ujrzy musicalowa kontynuacja "Jokera" Phillipsa, w której u boku aktora występuje Lady Gaga. Zdjęcia do filmu właśnie się zakończyły. Szczegóły fabuły na razie trzymane są w tajemnicy, jednak z nieoficjalnych informacji wynika, że sercem historii będzie grana przez piosenkarkę Harley Quinn. Czy "Joker: Folie à Deux" ma szansę powtórzyć sukces poprzedniej części? Opinie są podzielone. Częściej w kontekście ewentualnych nagród wymieniany jest "Napoleon" Ridleya Scotta z Joaquinem w roli tytułowej, który zadebiutuje w amerykańskich kinach w listopadzie br.
Z kolei w 2024 r. aktora i jego życiową partnerkę Rooney Marę zobaczymy w nowym filmie Pawła Pawlikowskiego, którego tytuł roboczy brzmi "The Island". Zgodnie z zapowiedzią będzie to opowieść o parze, która pragnie stworzyć sobie raj na bezludnej wyspie. "Jednak Eden okazuje się trudny do osiągnięcia, szczególnie gdy europejska hrabina dowiaduje się o ich planach i przybywa na wyspę wraz z dwoma kochankami, którzy planują przejąć teren i zbudować tam luksusowy hotel. Zgodnie z oficjalnym opisem to wydarzenie zapoczątkuje wojnę psychologiczną, w której 'uwodzenie i zazdrość' przeradzają się w 'zdradę i w końcu morderstwo'" - czytamy na stronie Variety.