Reklama

Bez reżysera, bez aktorów, bez fabuły

W tym tygodniu w naszych kinach ledwie trzy tytuły. Animowany "Odlot" zbiera same entuzjastyczne recenzje, komedia "Nowszy model" również nie najgorzej radzi sobie w rankingu krytyków. Jedynie bokserski "Fighting" zbiera recenzenckie cięgi. A krytycy najlepiej piszą wtedy, kiedy mogą się wyzłośliwić...

"Modelowy wręcz przykład filmu zrobionego bez reżysera, bez aktorów, bez fabuły" - rozpoczyna swój tekst o "Fighting" Wojtek Kałużyński z "Dziennika". Co więc robić, jeśli w filmie brak podstawowych elementów kinematograficznej konstrukcji?

Reklama

"W tej sytuacji gwoździem programu pozostają same walki, sprawnie i w miarę efektownie zaaranżowane w halach, na zapleczach sklepów albo luksusowych rezydencjach przed remontem" - pisze Kałużyński i w swoim stylu punktuje: "Tyle, że wszystkie mają ten sam przebieg".

Krytyk zauważa, że "wszystko to razem przypomina raczej kino familijne niż film walki - (...) wtórne, nudne, bezpłciowo reżyserowane i teatralnie grane". I apeluje: "Lepiej byłoby zrobić teatrzyk lalkowy. Efekt byłby podobny, ale wyszłoby taniej".

Żadnych szans filmowi Dito Montiela nie daje również Paweł Mossakowski z "Gazety Wyborczej".

"[To] kino klasy B (i to tylko wtedy, gdy brakuje dalszych liter w alfabecie) - tak schematyczne i prymitywne, że aż dziw bierze, że komuś chciało się 'Fighting' sprowadzać na duży ekran, zamiast od razu wrzucić na DVD. Nawet walki (sól tego rodzaju filmów) wypadają tu nędznie" - pisze recenzent.

Krystian Zając w recenzji na stronach INTERIA.PL podsumowuje powyższe pretensje: "Czerpiąc po trosze z pierwszych dzieł Scorsese (głównie w sposobie prezentowania Nowego Jorku), wzorując się na klasycznych produkcjach o bokserach ('Między linami ringu', 'Rocky') i poświęcając głębie emocjonalną bohaterów na rzecz happy endu, Montiel zrobił film bardzo przeciętny, niespójny, słaby aktorsko (nawet Howard pozbawiony charyzmy) i niezbyt logiczny".

"Strata czasu" - kończy Zając.

Zobacz zwiastun filmu "Fighting":

Krytyka życzliwiej obeszła się z kolejną premierą tego tygodnia - komedią "Nowszy model".

"Bart Freudlich, który zajmował się wcześniej m.in. serialem 'Californication' postarał się by miłosne perypetie chłopca i kobiety dojrzałej nie były zbyt mdłe i zbyt oczywiste. Dodał też trochę pieprzyku: pali się tu trawkę, uroczo przeklina, a dzieci głównej bohaterki zamiast w grać w klasy, bawią się na przerwach w dziwki i alfonsów. Jest też kilka całkiem udanych dowcipów (amatorski teatr grający sceny z 'Top Gun'), trochę filmowego myślenia obrazem (standardem gatunku jest łopatologiczne ględzenie jak w tasiemcowatym serialu)" - wylicza zalety filmu Magdalena Michalska ("Dziennik").

Na koniec, klasycznie, daje jednak filmowi mały prztyczek w nos: "Niemal do samego finału film nie jest przesłodzony. A jednak trochę przedobrzono: miało być dowcipnie, a miejscami wyszło chamsko, miało być a rebour, a w końcu i tak wyszedł uproszczony triumf miłości" - równoważy swój zachwyt Michalska.

Paweł Mossakowski ocenia film Freudlicha w kategoriach "na bezrybiu i rak ryba".

"Po czarnej serii amerykańskich komedii romantycznych (p. niedawny 'Przypadkowy mąż') 'Nowszy model' można uznać za raczej przyjemną niespodziankę. Brzuch od śmiechu nie rozboli, oko łzą nie zajdzie, no ale przynajmniej ogląda się bez zażenowania" - pisze recenzent 'Wyborczej".

I uśrednia swe doznania: "Film ma dobrze skrojonych, wiarygodnych bohaterów, sporo zabawnych sytuacji, dobre dialogi. Z początku trochę za dużo jest niegustownego humoru fizjologicznego, a pod koniec z kolei słodzi się bez opamiętania. Ale w środku jest całkiem OK".

Zobacz zwiastun filmu "Nowszy model":

Na deser - najnowsza animacja studia Pixar/Disney. "Odlot" to film, który potwierdza, że kino może być nośnikiem prawdziwej przygody. Historia Carla Fredricksena, pomimo jego zaawansowanego wieku, jest szkatułkową historią inicjacyjną. Oto nasz główny bohater w trakcie pierwszych 10 minut projekcji zamienia się z podrostka w małżonka, a następnie w bezdzietnego wdowca" - pisze w recenzji na stronach INTERIA.PL Stanisław Liguziński.

Magdalena Michalska w "Dzienniku" zauważa, że "Odlot" jest "równocześnie nowoczesny technicznie i staroświecki fabularnie".

"Taki film może obudzić w obecnych kilkulatkach chęć czytania starych dobrych powieści przygodowych o fantastycznych wyspach i zaginionych cywilizacjach" - pisze recenzentka.

"Jest filmem zgrabnie skrojonym - nie ryzykuje jak niektóre produkcje DreamWorks, idzie bezpiecznym szlakiem opowieści o sensie przyjaźni i poświęcenia. Jest dowcipny, choć ma nostalgiczne, wzruszające momenty. Podobnie jak w genialnym 'WALL-E' mało się tu mówi, a emocje bohaterów ilustruje świetnie dobrana muzyka. Oczywiście'"Odlot' ma też to, do czego przyzwyczaili nas współcześni magicy od animacji: jest powalający wizualnie. Efekt trój wymiaru jest podprowadzony do absolutnej perfekcji, głębia wyraźniejsza niż w jakimkolwiek filmie przed nim" - krytyczka "Dziennika" wylicza mocne strony Pixarowej animacji.

Paweł Mossakowski ("GW") zauważa co prawda, że "Odlot" "jest pod pewnymi względami słabszy od ostatnich tytułów [Pixara] ("Wall-E", "Ratatouille"), ale "wciąż trzyma niewiarygodnie wysoki poziom".

"Odwagą pomysłu przebija zaś bodaj wszystko, co z Pixarowskiego studia wyszło: uczynić głównym bohaterem animacji (czyli filmu skierowanego wciąż głównie dla dzieci) osiemdziesięcioletniego emeryta (i to bynajmniej nie 'miłego staruszka', przeciwnie, zgryźliwego starucha), no, to trzeba mieć cojones" - kończy Mossakowski.

Zobacz zwiastun filmu "Odlot":

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Alex Minsky | kino | michalska | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje