Reklama

Ben Stiller: Każdy z nas chce być bohaterem

Niejeden z nas marzy o tym, by zostać gwiazdą kina - ale gwiazdy kina też mają swoje marzenia. Można być gwiazdą światowego formatu i jednocześnie tęsknić za doznaniami jeszcze większego kalibru, nawet jeśli są to tylko wyimaginowane scenariusze.

- To prawda, mój wewnętrzny bohater ma się dobrze - przyznaje Ben Stiller. - Uwielbiam historie, w których ktoś sławny ratuje czyjeś życie. Dajmy na to - wydarzył się wypadek, a ten ktoś wyciąga rannego z rozbitego samochodu. Myślę sobie, że wspaniale byłoby pomóc w podobny sposób osobie, którą los postawiłby na mojej drodze.

Reklama

- Nie ma w tym chyba nic niezwykłego - dodaje ze śmiechem. - Każdy z nas chce być bohaterem.

Zapewne właśnie to uniwersalne pragnienie dokonania wielkiego czynu tłumaczy, dlaczego czytelnicy od razu pokochali opowiadanie "Sekretne życie Waltera Mitty" Jamesa Thurbera, opublikowane po raz pierwszy na łamach "New Yorkera" w 1939 r. Osiem lat później po raz pierwszy zaadaptowano je dla potrzeb kina - główną rolę w tamtym filmie zagrał komik Danny Kaye. Ben Stiller postanowił zrobić to raz jeszcze, czego efekty możemy w tych dniach podziwiać na ekranie.

Wspanialsza wizja samego siebie

Wersja z 1947 r. i film wyreżyserowany przez Stillera różnią się, jeśli chodzi o szczegóły historii tytułowego bohatera - jej główny rys pozostał jednak niezmieniony. Życie, jakie wiedzie Mitty, jest na wskroś przyziemne. Kolejne dni są do siebie deprymująco podobne, a rozjaśniają je jedynie dziwaczne fantazje, które Walter zachowuje wyłącznie dla siebie.

Mitty w reżyserskiej (i aktorskiej) wizji Stillera jest pracownikiem działu negatywów w kończącym swój żywot magazynie "Life". Praca, którą wykonuje, jest żmudna, a samo stanowisko zagrożone. Życie uczuciowe naszego bohatera praktycznie nie istnieje. Tylko w marzeniach Mitty jest człowiekiem czynu, bohaterem i - jakżeby inaczej - ulubieńcem pięknych kobiet, czyli wszystkim, czym tak bardzo chciałby być.

Ta szara rzeczywistość zmienia się jednak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy Mitty postanawia odnaleźć sławnego fotografa Seana O'Connella (Sean Penn), którego zdjęcie ma znaleźć się na okładce ostatniego numeru "Life". Przemierzając świat w poszukiwaniu artysty, Mitty doświadczy wreszcie prawdziwych przygód - nierzadko naprawdę wstrząsających - zarówno na lądzie, jak i na morzu.


Opowiadanie Thurbera fascynowało Bena Stillera od lat.

- Wydaje mi się, że każdy z nas ma gdzieś w głowie tę większą, wspanialszą wizję samego siebie - mówi aktor. - Większość ludzi chciałaby być choć odrobinę lepsza niż ta osoba, którą są na co dzień. Niestety, proza życia wkrada się w nasze poczynania i zbija nas z tropu...

Stiller wyznaje, że "Sekretne życie..." (w którym partnerują mu Kristen Wiig w roli wymarzonej dziewczyny Waltera i Shirley MacLaine jako jego filmowa matka) całkowicie zmieniło jego sposób patrzenia na świat.

- Cała ta historia poruszyła mnie tak mocno dlatego, że na tym etapie życia jestem bardziej świadomy ulotności chwili - wyjaśnia 48-letni aktor. - Walter wie, że szara rzeczywistość powoli go wykańcza. Większość z nas ma podobnie: chcemy żyć tak, by to życie coś znaczyło.

- Ja sam staram się doceniać to, co przynosi życie, bo jestem w tym wieku, kiedy człowiek zaczyna rozumieć, że wszystko jest nam dane tylko na pewien czas, na chwilę - i w związku z tym nie możemy niczego przyjmować za pewnik.

Reżyser i aktor w jednej osobie

Pracując nad nową filmową adaptacją "Sekretnego życia Waltera Mitty", Stiller czerpał z prozy Thurbera. Film z Dannym Kaye, którego nie oglądał od kilkudziesięciu lat, zostawił w spokoju.

- Jako dziecko widziałem go w telewizji, ale z tego, co sobie przypominam, nie obejrzałem go do końca - tłumaczy. - Pamiętam z niego tylko pojedyncze obrazy, jego nieco błazeński wydźwięk i musicalowo-komediową aurę. Jeśli mam być szczery, to nie chciałem go sobie "odświeżać". Nie chciałem, by moja wyobraźnia była obciążona tą pierwszą adaptacją. Ten film to klasyka - a ja chciałem nakręcić coś własnego.

To "coś" jest, jak mówi Stiller, współczesnym ujęciem historii przedstawionej przez Thurbera i odwołuje się do literackiego oryginału. Nacisk został położony na te elementy fabuły, z którymi współczesny odbiorca jest w stanie się utożsamić.


- W opowiadaniu dominuje ton melancholijny. Mitty - ten cichy, spokojny gość, który we własnej wyobraźni przeżywa wszystkie te fantastyczne scenariusze - to w istocie smutna postać. Zarazem cechuje ją jednak pewne dostojeństwo i godność, które postanowiliśmy pokazać na ekranie. To wciąż zwyczajny facet, ale z ogromnym potencjałem.

Największa trudność polegała na tym, by pokazać Waltera jako człowieka biernego i ciemiężonego - a jednocześnie uczynić go atrakcyjnym i intrygującym dla widza.

- Za nic nie chciałem, by był "cieniasem" - mówi Stiller. - Jego problem polega na tym, że nie przekuł marzeń o sobie samym w rzeczywistość.

To nie pierwszy raz, kiedy Ben Stiller był reżyserem i odtwórcą głównej roli jednocześnie. Podobnie jak w przypadku "Orbitowania bez cukru" (1994), "Telemaniaka" (1996), "Zoolandera" (2001) i "Jaj w tropikach" (2008), tak i teraz musiał się nieźle natrudzić, żeby pogodzić te dwie funkcje. - Na szczęście zawsze mogłem powiedzieć sobie, że to ja rządzę na planie, a więc nie mogę kłócić się z sobą samym - żartuje aktor.

- Reżyserowanie filmu, w którym sam występujesz, potrafi być frustrujące - dodaje. - Są takie chwile, kiedy żałujesz, że za kamerą nie stoi ktoś inny. Nie raz zdarzało mi się wzdychać w myślach: "Ach, gdyby taki Martin Scorsese wpadł tutaj na chwilkę i doradził mi, jak powinienem to zagrać..."

- Ostatecznie jednak w życiu chodzi przecież o to, żeby być wyrozumiałym dla samego siebie. Nie zawsze trzeba być surowym wobec własnych poczynań.

Maleńki punkcik na środku szalejącego oceanu

Ben Stiller słynie z tego, że nie unika kaskaderskich wyczynów, które przecież nie są cechą charakterystyczną kina spod znaku komedii. "Sekretne życie Waltera Mitty" nie jest pod tym względem wyjątkiem. (...) W jednej ze scen Walter wyskakuje z helikoptera - i pogrąża się we wzburzonych falach oceanu.

- Kręciliśmy te ujęcia na Islandi - wspomina aktor. - Musieliśmy czekać do końca września, by osiągnąć pożądany efekt. Wiedzieliśmy, że Atlantyk o tej porze będzie niespokojny, ale zależało nam, by scena ta wyglądała maksymalnie autentycznie. Powiem tyle: było mi straszenie zimno w tej wodzie, chociaż miałem na sobie tak zwany suchy kombinezon. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, kiedy zdałem sobie sprawę, że jestem maleńkim punkcikiem na środku szalejącego oceanu. W głowie kołatała mi się tylko jedna myśl - że nigdy bym tego nie zrobił, gdyby nie film...


Przemysł filmowy to całe życie Bena Stillera - nic więc dziwnego, że nie ma on przed nim większych tajemnic. Już jako dziecko ten syn popularnej aktorskiej pary (jego rodzicami są Jerry Stiller i Anne Meara) "grał" w spektaklach, które wystawiał wraz ze swoją siostrą Amy w pokoju gościnnym rodzinnego domu - a jako dziesięciolatek kręcił swoje pierwsze etiudy filmowe, rejestrując je na historycznej już taśmie Super 8mm.

Po krótkie przygodzie ze studiami wyższymi na Uniwersytecie Kalifornijskim, Stiller postanowił całkowicie poświęcić się grze aktorskiej, początkowo w teatrze. Ameryka usłyszała o nim dzięki krótkometrażowej parodii "Koloru pieniędzy" Martina Scorsese, w której wcielił się w bohatera granego w oryginalnym filmie przez Toma Cruise'a. Dziełko to zostało zakupione przez samego Lorne'a Michaelsa i wyemitowane w programie "Saturday Night Live", a sam Stiller na rok dołączył do grona jego twórców jako prowadzący i scenarzysta tego popularnego show.

Już wtedy jednak bardziej interesowało go kino - dwa lata wcześniej, w 1987 r., zadebiutował w "Imperium słońca" Stevena Spielberga - w związku z czym bez żalu zrezygnował z telewizji na rzecz drugoplanowych ról na wielkim ekranie. Przełomem w jego karierze okazało się wspomniane "Orbitowanie bez cukru". Dziś Stiller znany jest widzom na całym świecie, a zawdzięcza to udziałowi w takich filmach, jak "Igraszki z losem" (1996), "Sposób na blondynkę" (1998), "Poznaj mojego tatę" (2000), "Zoolander" (2001) czy "Noc w muzeum" (2006). Aktor użyczył również głosu sympatycznemu lwu o imieniu Alex - bohaterowi animowanego hitu "Madagaskar" (2005) i jego późniejszych kontynuacji.


Stiller zdradza, że fani najczęściej pytają go o to, kiedy wreszcie zrealizuje sequel "Zoolandera". Dziś, po ponad dziesięciu latach od premiery komedii o ekscentrycznym i niezbyt rozgarniętym modelu, jest to bardziej realne niż kiedykolwiek wcześniej.

- Już nad tym pracujemy - zapewnia Stiller. - Wreszcie udało nam się stworzyć scenariusz, który zadowala wszystkich. Teraz dopasowujemy tylko poszczególne elementy układanki.

Kiedy Ben Stiller nie gra w filmach, odpoczywa u boku żony, aktorki Christine Taylor, i dwójki dzieci: 11-letniej Elli i 8-letniego Quinlina. Nie są to jednak chwile całkowicie wolne od aktorstwa...

- Moja córka regularnie gra w szkolnych przedstawieniach, a syn... cóż, gra cały czas. Niezłe z niego ziółko - śmieje się aktor.

Wielu jego kolegów po fachu stara się odwieść swoje dzieci od pójścia w ich ślady, ale Stiller nie podziela tego rodzaju obaw.

- Nie byłbym zdziwiony, gdyby wybrały aktorstwo - mówi spokojnie. - O ile tylko będą czerpać z tego radość, nie mam nic przeciwko temu.

- Chcę, żeby robiły w przyszłości to, co kochają. O to przecież chodzi w życiu, prawda?

© 2014 Cindy Pearlman

Tłum. Katarzyna Kasińska

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

The New York Times

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sekretne życie Waltera Mitty | Ben Stiller

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje