Reklama

Bartosz Bielenia: Za twarzą anioła

Androgeniczne rysy, przeszywające spojrzenie, delikatny uśmiech. Od przykuwającej uwagę twarzy rozpoczęła się jego niezwykła filmowa droga. Z czasem udowodnił też, że obok urody anioła ma talent do imponujących ekranowych metamorfoz. Z każdą kolejną rolą zza maski "ładnego chłopca" wyciągał coraz więcej... mroku. To zaprowadziło go wprost na casting do amerykańskiej superprodukcji Netflixa "Sandman" (wideo, na którym widzimy polskiego aktora, szybko zostało jednak usunięte). Dziś Bartosz Bielenia jest jednym z nielicznych polskich aktorów, którzy mają szansę na karierę w Hollywood.

Czy Bartosz Bielenia ma szansę także na międzynarodową karierę?

Na ładne oczy

W pamięci masowej widowni po raz pierwszy zapisał się w 2015 roku za sprawą niewielkiej, lecz świetnie przyjętej roli w komedii "Disco Polo" Macieja Bochniaka. Wcielił się w milczącego, demonicznego muzyka, swoją kreację w całości opierając na budzących dreszcz niebieskich oczach i "jokerowym" uśmiechu. Rola inspirowana była postaciami morderców z legendarnego "Funny Games" Michaela Haneke, z czym twórcy filmu wcale się nie kryli - zespół, którego członkiem był bohater Bieleni nosił nazwę... "Funny Gamer".

Reklama

Mimo pierwszoligowych ekranowych partnerów, jak Dawid Ogrodnik, Tomasz Kot, Joanna Kulig czy Piotr Głowacki, to właśnie jego niemy występ wzbudził w widzach najwięcej emocji, czym 23-letni wtedy aktor nie krył zaskoczenia. W jednym z wywiadów twierdził wręcz, że miał być jedynie "ornamentem" w filmie. Już wtedy miał znaczące ambicje - nie chciał ograniczać się tylko do ról opartych na niespotykanej fizjonomii.

Poza małymi epizodami w serialach takich jak "Głęboka woda" czy "Dzwony wojny", nieprzerwanie szukał większych aktorskich wyzwań. Szansa nadarzyła się wkrótce - jeszcze przed ukończeniem krakowskiej szkoły teatralnej w 2016 roku zagrał swoją pierwszą główną filmową rolę w debiucie fabularnym Wojciecha Kasperskiego "Na granicy". Na ekranie zmierzył się z legendami: Marcinem Dorocińskim, Andrzejem Chyrą i Andrzejem Grabowskim.

"Na granicy" było nietypowym gatunkowym przedsięwzięciem jak na polskie realia - mrocznym thrillerem, którego akcja rozgrywa się w odciętej od cywilizacji bieszczadzkiej chacie. Dwaj pozostawieni samym sobie bracia (z których starszego zagrał Bielenia, a młodszego - Kuba Henriksen) zostają wystawieni na próbę, gdy odwiedza ich nieproszony gość - tajemniczy nieznajomy (Dorociński). Mężczyzna nie tylko podnosi w górskim domu temperaturę, ale i zwiastuje kłopoty, z którymi dwójka młodych bohaterów musi sobie poradzić. W tle z kolei rozgrywa się emocjonalny dramat rodziny, która po prywatnej tragedii musi na nowo odbudować swoje relacje.

Choć film przez widzów przyjęty został dość chłodno, dał się zapamiętać jako odważna próba stworzenia rasowego kina gatunkowego na polskim rynku i... kolekcja pięknych, zimowych kadrów. Za zdjęcia do "Na granicy" odpowiadał bowiem sam Łukasz Żal - nominowany do Oscara operator, autor zdjęć m.in. do "Idy" i "Zimnej wojny" Pawła Pawlikowskiego.

Już dzięki samej warstwie wizualnej seans "Na granicy" był ciekawym doświadczeniem, a kreacje nie tylko kradnącego ekran Dorocińskiego, ale i młodego Bieleni wniosły do filmu jeszcze dodatkowy walor. Docenili to także krytycy: za swój debiut w głównej roli Bielenia otrzymał Wyróżnienie Specjalne dla aktora w Konkursie Polskich Filmów Fabularnych OFF Camera, a także nagrodę koszalińskiego Festiwalu Młodzi i Film - Jantara dla odkrycia aktorskiego za "wyjątkową obecność w filmie, bogate środki wyrazu. Za moc i wiarygodność".

Udany występ w "Na granicy" poskutkował kolejnymi propozycjami, u bardziej rozpoznawalnych reżyserów. Bielenię mogliśmy oglądać w kolejnych latach m.in. w "Człowieku z magicznym pudełkiem" Bodo Koxa, "Klerze" Wojciecha Smarzowskiego czy serialu "1983" pod skrzydłami Agnieszki Holland.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Bartosz Bielenia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje