Reklama

Barry Sonnenfeld i "Faceci w czerni"

Barry Sonnenfeld, reżyser dwóch części kinowego hitu "Faceci w czerni", opowiadział w wywiadzie udzielonym gazecie Rzeczypospolita o swoich filmach i początkach kariery. Przyznał, że wpływ mieli na niego bracia Coen, najwięcej zawdzięcza Stanleyowi Kubrickowi, a opowieść o agentach w czerni była niespodziewanym sukcesem. Film "Faceci w czerni 2" wchodzi do polskich kin w piątek, 2 sierpnia.

49-letni Sonnenfeld ukończył studia na wydziale nauk politycznych, potem zajmował się fotografią, by wreszcie w 1978 roku trafić do szkoły filmowej w Nowym Jorku. To właśnie na uniwersytecie w Nowym Yorku z kolegami z roku - braćmi Joelem i Ethanem Coenami ("Człowiek, którego nie było") - zaczął pracę jako operator przy ich pierwszych filmach fabularnych. Współpracował z braćmi Coenami przy filmach "Śmiertelnie proste", "Arizona Junior" oraz "Ścieżce strachu". Był też operatorem "Dużego", "Kiedy Harry poznał Sally" czy "Misery". Wielu krytyków twierdzi, że bracia Coen mieli na niego silny wpływ i że wiele im zawdzięcza.

Reklama

"Myślę, że oni też byli pod moim wpływem i sporo mi zawdzięczają. Joel, Ethan i ja nadal pozostajemy w wielkiej przyjaźni. Jestem producentem ich następnego filmu - będzie to remake brytyjskiego obrazu The Lady Killers. Nauczyliśmy się wiele, pracując razem. Poznaliśmy znaczenie planowania każdej pojedynczej sceny w filmie. Wspólnie eksperymentowaliśmy też z kamerą" - powiedział Sonnenfeld.

Reżyser twierdzi, że najwięcej zawdzięcza Stanleyowi Kubrickowi. "To jego film Dr Strangelove - który uwielbiam i bez końca oglądam - uświadomił mi, że sekret dobrej komedii polega właśnie na pracy kamery. Chodzi o to, aby w jednym ujęciu kamery pokazać jednocześnie akcję i reakcję dwóch aktorów" - stwierdził tworca.

Na początku lat 80. film dokumentalny ze zdjęciami Sonnenfelda "In Our Water" dostał nominację do Oscara. Jako reżyser Sonnenfeld zadebiutował w 1991 roku komedią "Rodzina Addamsów". Ogromny sukces kasowy tego filmu sprawił, że dwa lata później powstała jego druga część. Wówczas Steven Spielberg zaproponował mu realizację "Facetów w czerni" (1997 rok). Film odniósł niespodziewany sukces kasowy, zarabiając na całym świecie blisko 600 mln dolarów.

"Mój film uznano za nowatorski, oryginalny. Tym razem więc oczekiwania były wielokrotnie większe. Pamiętam, że jakieś dwa tygodnie po rozpoczęciu zdjęć do drugiej części Facetów, kiedy scenariusz nie był jeszcze dokończony, zaczęły mi nagle cierpnąć palce, a po chwili zdrętwiała mi cała ręka. Zrobiono mi badania, a potem przyszedł kardiolog i stwierdził, że nigdy w życiu nie widział tak zestresowanego faceta. Przypuszczam więc, że gdyby jakimś cudem doszło do realizacji trzeciej części, pewnie mnie ona zabije" - zakończył swą wypowiedź reżyser.

Kolejna produkcja Sonnenfelda to film "Big Trouble". Twórca planuje także realizację serialu telewizyjnego "The Tick".

Film "Faceci w czerni 2" już w pierwszym tygodniu wyświetlania w samych Stanach Zjednoczonych przyniosł 87 mln dolarów wpływów.

Przeczytaj wywiad z twórcami filmu Faceci w czerni 2!

Rzeczpospolita
Dowiedz się więcej na temat: Barry Sonnenfeld | facet | czerń | bracia Coen | film | faceci
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy