Reklama

Reklama

Barbara Brylska: Bogini polskiego kina

Mówiono o niej: nasza Brigitte Bardot. W latach 60. i 70. XX wieku Barbara Brylska była ikoną kina. Każda grana przez nią bohaterka emanowała seksapilem i kojącym ciepłem.

Barbara Brylska była uznawana za najpiękniejszą polską aktorkę

Mówiono, że gdyby grała w Hollywood, zrobiłaby karierę taką, jak Marilyn Monroe.

Miała mnóstwo pomysłów i głowę pełną marzeń. Jako nastolatka chciała zdawać do Akademii Sztuk Pięknych, bo wyobraziła sobie, że pozna tam artystów i przeżyje fantastyczne przygody. Mogła malować, rzeźbić lub projektować wnętrza. We wszystkim byłaby dobra.

Nauczyciele z liceum plastycznego, do którego chodziła, dostrzegli jednak jeszcze jeden jej talent - sprawdziła się przed kamerami. Z wdziękiem zagrała epizod w komedii "Kalosze szczęścia" (1958). Zasugerowali więc, aby spróbowała swych sił w szkole aktorskiej. Uznała, że to ciekawy pomysł i poszła na egzamin do PWSTiF w Łodzi.

Reklama

Dzięki temu widzowie dzięki już niebawem mogli podziwiać ją w rolach fenickiej kapłanki Kamy w "Faraonie" oraz Krzysi w "Panu Wołodyjowskim" i "Przygodach Pana Michała".

Rozczuliła oficera

Barbara Brylska przyszła na świat 5 czerwca 1941 roku w Skotnikach koło Łęczycy. Tata Zenon w czasie wojny ukrywał się przed nazistami. Mama Felicja, z domu Pietrzakówna, dwa lata po jej narodzinach rozpoczęła pracę przymusową w łódzkiej szwalni.

Matka codziennie zabierała ją ze sobą i kazała siedzieć za starymi zasłonami. Przyszedł jednak dzień, gdy wykończona kobieta postanowiła zostać w domu. Pech chciał, że do drzwi załomotali Niemcy. Za odmowę pracy groził obóz koncentracyjny. Podobno mała Basia przytuliła się do nóg jednego z oficerów i zaczęła prosić o litość dla matki. W uśmiechu dziecka było coś, co sprawiło, że zmiękł i puścił panią Felicję wolno.

Wojna nauczyła dziewczynkę znosić niedogodności losu i cieszyć się z drobiazgów. Po wyzwoleniu chętnie spędzała czas z siostrą, Jadzią. Żałowała tylko, że nie może spełnić woli ojca i zostać... zegarmistrzynią.

Wybrała aktorstwo. Gdy Barbara Brylska zdała na studia, była już żoną Jana Borowca - informatyka, który próbował odwieść ją od robienia kariery. Co stało się potem?

Ikona kina

Jeszcze w szkole aktorskiej zagrała w "Ich dniu powszednim" (1963) oraz "Faraonie" (1966). Jako półnaga fenicka kapłanka zrobiła piorunujące wrażenie. Na własnej skórze odczuła, co to znaczy być uwielbianą przez całą Polskę. Za to profesorowie byli bliscy skreślenia jej z listy studentów, bowiem przyszłych adeptów PWSTiF obowiązywał zakaz grania.

Po obronie dyplomu rozwiodła się, a jej kariera nabrała tempa. Wyjeżdżała na plany filmowe do Bułgarii i NRD. W ZSRR wystąpiła w komedii "Szczęśliwego Nowego Roku" (1975), którą Rosjanie do dziś uwielbiają.

Za granicą zakochiwała się w mężczyznach z nieokiełznanym temperamentem. Taki był jej drugi mąż, lekarz Ludwik Kosmal. Niestety, po krótkim okresie szalonej miłości zaczęła się między nimi rywalizacja. Pan doktor obrażał ją publicznie. Na okładki magazynów z wizerunkiem żony patrzył pogardliwie. Nie docenił roli Krzysi w "Panu Wołodyjowskim". Para doczekała się córki Basi i syna Ludwika, ale rozwód okazał się nieunikniony.

Najtrudniejsza rola

Jej życie legło w gruzach w 1993 roku, gdy ukochana córka zginęła w wypadku samochodowym. Miała tylko 20 lat.

Barbara Brylska długo nie mogła dojść do siebie. Zagrała w paru serialach, dała się namówić na role w filmach "Jasne błękitne okna" i "Miłość na wybiegu". Potem jednak zerwała z ekranem.

Dziś mieszka w domu w Wyszkowie, gdzie kiedyś z Basią odcisnęły ślady dłoni. Dogląda ogrodu, czyta książki, poświęca czas bliskim. Znalazła tam to, czego tak bardzo potrzebowała: spokój.

Maciej Misiorny


Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Barbara Brylska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje