Po karierze kulturysty, aktora i polityka, 76-letni Arnold Schwarzenegger postanowił sprawdzić się w roli motywatora. Bazując na swoich doświadczeniach i filozofii, która pozwoliła mu osiągnąć sukces, aktor zachęca innych do działania. A ponieważ doskonale wie, że nic nie przemawia do odbiorców tak, jak historie z życia wzięte, motywacyjne pogadanki przeplata własnymi doświadczeniami.
"Zamknij usta, otwórz umysł" - to jedna z lekcji, którą przekazuje czytelnikom. "Nauczyłem się tego przy 'Terminatorze', w którym mógłbym nie zagrać, gdybym pozwolił moim agentom i mojemu ego kłócić się z facetem, który stał się jednym z największych reżyserów wszech czasów" - pisze na kartach swojej książki. Z reżyserem spotkał się w 1983 roku, aby omówić scenariusz jego kolejnego filmu i roli, która stała się przepustką do wielkiej sławy, a którą, jak sam przyznał, na początku chciał odrzucić.
"Terminator": Schwarzenegger miał zagrać inną rolę
"Przygotowywałem się do rozpoczęcia zdjęć do sequela 'Conana Barbarzyńcy'. Szef studia Mike Medavoy, moi agenci i ja uważaliśmy, że "Terminator" może być moim następnym filmem i że powinienem w nim zagrać Kyle'a Reese'a, bohatera tej historii" - dodał.
To właśnie ta rola wydawała się najbardziej odpowiednia dla niego - mowa o byłym żołnierzu, który ma za zadanie powstrzymać zaawansowaną technologicznie maszynę do zabijania, a tym samym ocalić ludzkość. I choć pasowała ona do wizji aktora, jak chce się zapisać w historii kina, on w trakcie spotkania z reżyserem Jamesem Cameronem ciągle wracał do postaci morderczego androida. Wydawała mu się bowiem bardzo interesująca.
"Czytając scenariusz, miałem mnóstwo pytań i kilka pomysłów na to, jak ktoś powinien zagrać robota, który ma wyglądać jak człowiek. Zadałem je wszystkie Jimowi podczas lunchu. Sądząc po jego reakcji, ciekawość, z jaką zadawałem pytania, i moje zainteresowanie tą postacią były dla niego zaskoczeniem. Podejrzewam, że spodziewał się spotkania z tępym mięśniakiem. Przyznał mi rację, że Terminator to najważniejsza postać w filmie, którą należało dobrze zagrać. (...) W pewnej chwili podczas tego lunchu Jim uznał, że to ja powinienem być Terminatorem. A przynajmniej, że mógłbym nim być. Ja też o tym myślałem, ale nie chciałem grać tej roli i powiedziałem mu o tym. Byłem Conanem. A Conan to bohater. Miałem grać bohaterów. Moim celem było stać się kolejnym wielkim bohaterem kina akcji" - stwierdził.
Arnold Schwarzenegger: Wszyscy mówili, żeby nie grał Terminatora
Ale choć Schwarzeneggerowi nie brakowało argumentów przemawiających za odrzuceniem tej właśnie roli, pozwolił, aby reżyser przedstawił mu swoje stanowisko. Cameron przekonał go, że Terminator nie jest oczywistym złoczyńcą i pozostawia widzom pole do dużej interpretacji, co czyni go jeszcze ciekawszym. Poza tym mowa była nie o typowym kinie akcji, a ciekawej produkcji z gatunku science-fiction. Po rozmowie z reżyserem artysta miał coraz więcej wątpliwości i czuł, że to właśnie rola Terminatora, jest tą, którą powinien mieć w swoim aktorskim dorobku.
Zobacz również:
"Do tamtej chwili miałem na koncie zaledwie jedną rolę filmową. Kim byłem, by twierdzić, że wiem lepiej? Następnego dnia zadzwoniłem do Jima i powiedziałem mu, że się zgadzam. Moi agenci sprzeciwiali się temu posunięciu. Mocno trzymali się powszechnej hollywoodzkiej mądrości mówiącej o tym, że bohaterowie nie grają złoczyńców. Słyszałem ich, ale ich nie słuchałem. Zamiast tego słuchałem swojego przeczucia i podążałem tam, gdzie prowadziła mnie ciekawość. Co ważniejsze, miałem otwarty umysł i słuchałem Jima. Zaowocowało to najlepszym wyborem w mojej karierze" - wyjaśnił, dodając, że to właśnie współpraca z reżyserem i ogromny sukces produkcji pokazały mu, że może być kimś więcej niż jedynie bohaterem kina akcji. Może być prawdziwą gwiazdą filmową.






!["Psi Patrol i dinozaury" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MWH6OQ5I6AWR4-C401.webp)






