Reklama

Anthony Hopkins: Genialny perfekcjonista

Jego aktorski warsztat wprawia w kompleksy kolegów po fachu. Anthony Hopkins jest bowiem równie przekonujący jako geniusz zbrodni dr Hannibal Lecter, jak i kamerdyner Stevens, który w życiu ponad wszystko stawia pracę.

Choć stan zdrowia nie pozwala mu często gościć na ekranie, Anthony Hopkins nie żegna się z zawodem

W dzieciństwie był samotnikiem. Nie cierpiał szkoły, a z rówieśnikami nie miał o czym rozmawiać. Dla nauczycieli ważne były tylko osiągnięcia w nauce, dla kolegów - sukcesy w sporcie. Jedno i drugie nie interesowało Anthony'ego.

Reklama

Nikt nie postawiłby wtedy pensa na to, że zdobędzie kiedyś tytuł szlachecki i Oscara. On sam również.

Pełen lęków i obaw

- Wpychałem sobie do głowy mnóstwo lęków, prawdopodobnie odziedziczonych po rodzicach, ponieważ mój ojciec nosił w sobie duży niepokój - przyznał po latach aktor.

Starał się jednak przekuć słabości w coś, co pomoże mu poradzić sobie z życiem. Nie było to łatwe, zwłaszcza, że w trudnych chwilach sięgał po alkohol, by utopić w nim swoje obawy. Na szczęście ukojenie znajdował, pracując nad kolejnymi rolami.

Grając w teatrze, w szekspirowskim repertuarze, nawet nie przypuszczał, że sławę przyniesie mu kreacja demonicznego psychologa-kanibala.

Czyste zło

Anthony Hopkins był wówczas cenionym aktorem po pięćdziesiątce, jednak fanom thrillerów czy filmów akcji jego nazwisko mówiło niewiele. Ale to on dostał rolę geniusza zbrodni w "Milczeniu owiec" (1991). A w gronie kandydatów do zagrania Hannibala Lectera byli Gene Hackman, Jack Nicholson i Robert De Niro. To, czego dokonał Hopkins, aż prosiło się Oscara, którego otrzymał w 1992 r. Aktor przerażał i fascynował, mrożąc krew w żyłach.

Co ciekawe, obliczono, że na ekranie nie przebywa więcej niż pół godziny. Ale i tak widz ma wrażenie, że mimo kreacji Jodie Foster, ten film to benefis Hopkinsa. Później jeszcze dwukrotnie wcielał się w dr. Lectera.

Idealny kamerdyner

Kiedy dwa lata po sukcesie "Milczenia owiec" widzowie zobaczyli go w dramacie "Okruchy dnia" w roli kamerdynera Jamesa Stevensa, zachwycili się jego zupełnie innym stylem gry. Tym razem aktor po mistrzowsku wcielił się w mężczyznę powściągliwego w uczuciach, który nie znalazł w życiu miejsca na coś więcej niż pracę. Jego bohater, w przeciwieństwie do zabijającego wzrokiem Lectera, budził w widzach współczucie.

Wkrótce, 31 grudnia Anthony Hopkins będzie obchodził 81. urodziny. Choć stan zdrowia nie pozwala mu często gościć na ekranie, nie żegna się z zawodem. Widzów czekają aż trzy produkcje z nim, m.in. film "Papież", w którym zagra Benedykta XVI.

AP


Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje