Reklama

Reklama

Anna Nehrebecka przeszła gehennę jako... żona dyplomaty!

Anna Nehrebecka, czyli niezapomniana Marynia Pławicka-Połaniecka z "Rodziny Połanieckich" i Małgosia Krukowska z "Jana Serce", przez kilka lat mieszkała w Brukseli, gdzie spełniała się w roli... ambasadorowej. Po powrocie do Polski udało się jej wrócić do aktorstwa, więc gdy jej mąż znów miał wyjechać z kraju - tym razem na placówkę w Tunisie - nie zgodziła się mu towarzyszyć. Choć przez pewien czas żyli na dwa domy, a ich małżeństwo wisiało na cienkim włosku, przetrwali jako para. W tym roku świętować będą szafirowe gody - 45. rocznicę ślubu!

Anna Nehrebecka żartuje czasem, że bycie żoną dyplomaty, to piekielnie trudna rola. Mąż aktorki, Iwo Byczewski - przez kilka lat był ambasadorem Polski najpierw w Belgii, potem w Tunezji.

- Bywało, że musiałam z uśmiechem uścisnąć 300 dłoni - stwierdziła Anna Nehrebecka w wywiadzie.

- Nikt mnie nie pytał, czy daję sobie radę bez teatru, który kochałam, bez przyjaciół, których zostawiłam w Polsce. Ściskałam te dłonie, myślałam: "Boże, co ja tu robię? Chcę do domu! - opowiadała, wspominając lata spędzone poza krajem jak gehennę.

Reklama

Anna Nehrebecka i Iwo Byczewski: W parę połączyła ich... swatka z Kaszub!

Poznali się w sierpniu 1978 roku na plaży w Dębkach, po której Anna spacerowała z zaprzyjaźnioną Kaszubką w przerwie między zdjęciami do "Rodziny Połanieckich". Jak się później okazało, przyjaciółka aktorki zaplanowała to spotkanie...

- To była klasyczna miłość od pierwszego wejrzenia - twierdzą zgodnie państwo Byczewscy.

- Ja, panna z odzysku, Iwo też nie należał do młodzieńców żyjących samotnie, ale nasza "matka-swatka" wiedziała, co robi, przedstawiając nas sobie - żartuje Anna Nehrebecka.

Natychmiast po powrocie do Warszawy, Iwo poprosił rodziców swej wybranki o rękę, a wkrótce potem - pod koniec grudnia 1978 roku - wzięli ślub cywilny.

- Coś takiego w nas drgnęło, że nie było sensu tracić czasu - wspomina aktorka.

Wesele na kilkadziesiąt osób wyprawiła nowożeńcom w swym mieszkaniu na Żoliborzu ciotka Anny. Następnego dnia, zamiast udać się z mężem w podróż poślubną, Anna Nehrebecka pojechała do Wenecji. Musiała dokończyć zdjęcia do "Rodziny Połanieckich". Iwo natomiast poleciał do Brukseli, gdzie robił doktorat. Tymczasem w Polsce rozpoczęła się zima stulecia...

Anna Nehrebecka: Dopiero po śmierci pierwszego męża mogła stanąć u boku Iwa przed ołtarzem!

Anna Nehrebecka - osoba głęboko wierząca - bardzo cierpiała, że nie może stanąć u boku Iwa przed ołtarzem. Jej marzenie, by w obliczu Boga przysiąc mu dozgonną miłość, spełniło się dopiero w 1991 roku, gdy zmarł jej pierwszy mąż, aktor Gabriel Nehrebecki.

- Ślub kościelny z Iwo mogłam wziąć dopiero po trzynastu latach małżeństwa cywilnego. Przez ten czas nie przystępowałam do komunii... Było mi z tym bardzo ciężko - zwierzyła się w wywiadzie.

Tymczasem niemal dokładnie trzy lata po ślubie cywilnym państwa Byczewskich został wprowadzony w Polsce stan wojenny. Iwo, już wtedy doktor nauk prawnych, z dnia na dzień stracił pracę w Ministerstwie Sprawiedliwości i nie mógł znaleźć nowej. Anna była wtedy w zaawansowanej ciąży, ale do ostatniej chwili jeździła po kraju i występowała w kościołach. Wzięła na swoje barki utrzymanie rodziny.

- Lekarz kazał mi leżeć, ale ja wędrowałam, bo czułam, że tak trzeba - wspomina.

Magdę urodziła w dniu urodzin męża. Żartuje, że dała mu ją w prezencie i dodaje, że drugą córkę, młodszą od siostry o rok Agatę, Iwo też potraktował jak dar. Dziewczynki stały się dla taty treścią życia.

- Siedział z córkami na przymusowym urlopie tacierzyńskim i zmieniał pieluchy, a ja pracowałam - twierdzi Anna Nehrebecka.

- Do dziś śmieję się, że Magdę i Agatę wykarmił na własnej piersi - mówi.

Anna Nehrebecka: Bycia żoną i matką nigdy nie odbierała jako poświęcenia

Życie Anny i Iwa zmieniło się dopiero w 1990 roku, gdy po zmianach ustrojowych w Polsce, Byczewski wrócił do pracy. Wtedy jeszcze nic nie wskazywało na to, że ich rodzinę czeka prawdziwa rewolucja...

W 2002 roku Iwo Byczewski został ambasadorem i zaproponował żonie, by pojechała z nim do Brukseli. Tak się złożyło, że kilka miesięcy wcześniej producenci serialu "Złotopolscy", w którym od trzech lat grała Barbarę Złotopolską, podziękowali jej za współpracę. Również dyrekcja Teatru Polskiego, z którym była związana od chwili ukończenia studiów, nie miała na nią pomysłu.

- To mi ułatwiło decyzję, by jechać z mężem. Zresztą, nie wyobrażałam sobie związku na odległość. Zakładając rodzinę, wiedziałam, że będzie dla mnie najważniejsza - wspomina aktorka.

- Bycia żoną i mamą nigdy nie odbierałam jako poświęcenia - twierdzi.

Anna Nehrebecka znikła z ekranów i sceny na prawie siedem lat. Ze znanej i lubianej aktorki zmieniła się w panią ambasadorową.

- Zostałam Madame Byczewski, ale zdarzało się, że ktoś nazwał mojego męża ambasadorem... Połanieckim - opowiada.

Córki aktorki i dyplomaty chodziły do belgijskich szkół - Magda skończyła dziennikarstwo i politologię, Agata grafikę w Akademii Sztuk Pięknych w Brukseli. Obie do dziś mieszkają i pracują w stolicy Belgii.

Anna Nehrebecka i Iwo Byczewski: Latami żyli tysiące kilometrów od siebie...

Po przyjeździe z Brukseli Anna Nehrebecka wróciła, choć wcale nie było to łatwe, do zawodu, zaangażowała się też w politykę. Gdy w 2012 roku Iwo Byczewski został ambasadorem naszego kraju w Tunezji, nie zdecydowała się na przeprowadzkę do Tunisu. Ich małżeństwo zawisło wtedy na cienkim włosku.

Dziś oboje są zgodni, że udało się im uratować swój związek, bo po prostu bardzo się kochają. Przez cztery lata żyli na dwa domy - oddalone od siebie o tysiące kilometrów - ale przetrwali.

- W tylu różnych zawirowaniach, trudnych momentach dziejowych, ale także w naszym życiu zawodowym wiedzieliśmy, że musimy się wspierać i chcieliśmy się wspierać - mówi Anna Nehrebecka.

- Zawsze byliśmy partnerami, nikt nie dominował, nie był stawiany na pierwszym miejscu - dodaje. 

Dziś oboje państwo Byczewscy są już w wieku emerytalnym, ale wciąż pracują. Iwo Byczewski wykłada na jednej ze stołecznych uczelni, Anna Nehrebecka gra w filmach i serialach, jest też - już trzecią kadencję z rzędu - warszawską radną. Kiedy tylko mogą uciekają z miasta do swego małego domku pod Warszawą, gdzie stworzyli sobie swój własny zielony azyl.

(wypowiedzi Anny Nehrebeckiej pochodzą z wywiadów dla "Gali", "Vivy!", "Echa Dnia", "Angory", "Tele Tygodnia" oraz z programu "Dzień dobry TVN")

AIM
Dowiedz się więcej na temat: Anna Nehrebecka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy