Reklama

"Ani polski, ani czeski, ale amerykański". Ten film otworzył mu drogę do sławy

27 listopada 2025 roku minęło 50 lat od premiery "Zaklętych rewirów" Janusza Majewskiego. Film był polsko-czechosłowacką koprodukcją i odniósł ogromny sukces frekwencyjny oraz artystyczny. Był także przełomem w karierze Marka Kondrata, który w momencie premiery miał zaledwie 25 lat.

Początek lat 30. XX wieku. Nastoletni Roman Boryczko (Marek Kondrat) zaczyna pracę w restauracji hotelu Pacyfik. Wywodzący się ze wsi chłopak pada ofiarą złośliwości kelnera Fornalskiego (Roman Wilhelmi). Jednocześnie widzi, że awans zapewnia lizusostwo, egoizm i cwaniactwo. Roman pnie się w górę restauracyjnej hierarchii. Jednocześnie stara się uniknąć moralnego upadku.

"Zaklęte rewiry". Przy filmie pracowali polscy i czescy artyści

"Zaklęte rewiry" były adaptacją książki Henryka Worcella pod tym samym tytułem z 1936 roku. Pisarz zawarł w niej wątki autobiograficzne. Sam pracował przez kilka lat w krakowskim Grand Hotelu. Niestety, w latach 70. XX wieku wnętrze budynku nie przypominało już tego opisanego w książce. Dlatego zdecydowano się kręcić w restauracji Obecni Dum w Pradze.

Reklama

Obraz był polsko-czechosłowacką koprodukcją między Zespołem Filmowym "Tor" pod kierownictwem Stanisława Różewicza i Dramaturgicką Skupiną dr. V. Kaliny. W produkcję zaangażowano wielu ludzi filmu zza naszej południowej granicy. W pracach nad scenariuszem brał udział pisarz Pavel Hajny. Za zdjęcia odpowiadał operator Miroslav Ondříček, później nominowany do Oscara za "Ragtime" i "Amadeusza" Miloša Formana. W obsadzie znaleźli się czescy aktorzy, między innymi Čestmír Řanda, który zagrał Pancera, właściciela hotelu. W Polsce postać została zdubbingowana przez Mariusza Dmochowskiego.

"Zaklęte rewiry". Janusz Majewski był oczarowany Markiem Kondratem

Majewski nie ukrywał, że znalezienie odtwórcy postaci Boryczki było bardzo trudne. "Robiliśmy próby do tej roli i przyjeżdżali chłopcy w różnym [wieku], ale co jeden przyjechał, to nie było to. W jednym przypadku byłem prawie, prawie zdecydowany, kiedy ktoś mi powiedział, że w Katowicach jest jeszcze taki chłopiec, którego można ściągnąć" – wspominał reżyser w rozmowie dla Akademii Polskiego Filmu w 2007 roku.

"Robiliśmy te zdjęcia w Bristolu […] w jakiejś sali, dosyć posępnej. I przyszedł Marek. I mogę powiedzieć jak poeta: zrobiło się jasno dookoła. Ja po prostu wiedziałem, nie było już co próbować. To był on" – kontynuował. "Był niewinny. Był ucieleśnieniem tego, jak opisał go Worcell w książce".

"Scenariusz wydał mi się fascynujący, a osoba Janusza gwarantowała mi całą resztę. […] Ja zaczynałem tam swoje życie. To był mój pierwszy film po Szkole Teatralnej" – wspominał Kondrat dla Akademii Polskiego Filmu. "Ten film naprawdę otworzył mi drogę. Dostałem za niego sporo nagród, wyróżnień. Dostałem nagrodę Zbyszka Cybulskiego, która jest jedną z najważniejszych w moim życiu".

Według Kondrata "Zaklęte rewiry" oparły się próbie czasu. "Niewielu tytułom udaje się być prezentowanym po latach z naszym absolutnym przekonaniem […] jestem dziś pewien jakości, waloru tego filmu. Nieprzeciętnego waloru" – kontynuował aktor w 2007 roku.

"Zaklęte rewiry". Roman Wilhelmi nie gryzł się w język

Jak wspominał Kondrat w jednym z wywiadów dla TVP, po zakończeniu zdjęć w Pradze urządzono uroczystą kolację, na której oprócz ekipy filmowej gościli przedstawiciele ministerstw obu zaangażowanych w produkcję krajów. Pierwszy przemawiał czeski przedstawiciel, który podziękował za owocną współpracę. "Powiedział o jakiejś przyszłości i tak dalej, i tak dalej. Na to powinien wstać przedstawiciel ministerstwa polskiego, ale wstał Romek [Wilhelmi], uprzedzając się puknięciem w szklankę. ‘Drodzy państwo, kiedyśmy kończyli ten film, reżyser Majewski powiedział tak: nie będzie to film, [tutaj pada słowo uważane powszechnie za wulgarne], ani polski, ani czeski, ale amerykański. Zdrowie!".

"Zaklęte rewiry". Worek nagród i zapowiedź Kina Moralnego Niepokoju

"Zaklęte rewiry" okazały się sukcesem kasowym. Do końca czerwca 1977 roku obejrzało go ponad 800 tysięcy widzów. Produkcja zdobyła także liczne wyróżnienia. Podczas 2. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku nagrodzono ją za rolę Wilhelmiego i dźwięk. W czasie Lubuskiego Lata Filmowego w Łagowie Majewskiemu przyznano Syrenkę Warszawską dla najlepszego filmu fabularnego. Z kolei Kondrat otrzymał Złotą Kamerę za debiut aktorski w 1975 roku i nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego dla młodego aktora (także za "Smugę cienia" i występy w Teatrze Telewizji). Film doceniono także trzema nagrodami na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Panamie – za reżyserię, scenariusz i rolę Kondrata.

"Zaklęte rewiry" spotkały się także z ciepłym przyjęciem krytyków. Chwalono nie tylko role aktorskie i realizację. Recenzenci wskazywali także na wiarygodną przemianę młodego bohatera. Co ważne, także Worcell był zadowolony z adaptacji jego książki. Żartował nawet, że po premierze filmu obsługujący go kelnerzy zaczęli się do niego inaczej odnosić – być może z powodu świadomości, ile wycierpiał on z powodu protoplasty postaci granej przez Wilhelmiego.

Z kolei profesor Tadeusz Lubelski w książce "Historia kina polskiego. Twórcy, filmy, konteksty" zauważył, że relacja Boryczki z Fornalskim, w której młody kelner przyjmuje toksyczne nawyki starszego kolegi, zapowiadała nadejście Kina Moralnego Niepokoju. Według niego Majewski wprowadził kilka lat wcześniej typowe dla tego nurtu "fabuły o zdobywaniu przez młodego bohatera świadomości własnej sytuacji".

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Marek Kondrat | Roman Wilhemi | Janusz Majewski | Zaklęte rewiry
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama