Reklama

Andrzej Seweryn i Krystyna Janda: Mistrz i uczennica

Kochali się, ale zbyt wiele ich różniło, by mogło się udać.

Widywali się na korytarzach warszawskiej PWST. Ona była studentką, on aktorem teatru Ateneum i asystentem Tadeusza Łomnickiego. - Bardzo mi się nie podobał - zapamiętała pierwsze wrażenie Krystyna Janda. Mimo to ich drogi przecinały się coraz częściej. Andrzej Seweryn wyraźnie szukał kontaktu. Dzwonił, podrzucał książki, aż pewnego razu przyjechał bez pretekstu do mieszkania rodziców Krystyny Jandy w Ursusie. "I wtedy - jak by to powiedzieć - stało się to, co się stało" - opowiedziała aktorka.

Reklama

Jej rodzicom w kandydacie na zięcia nie podobało się właściwie wszystko. A zwłaszcza to, że był już żonaty. Bogusławę Blajfer Seweryn poślubił 8 marca 1970 r. Znali się ze studenckich protestów z marca 1968 r., za co oboje trafili do więzienia. Aktor spędził w nim 4 miesiące, Bogusława Blajfer dostała 3-letni wyrok. Kiedy brali ślub, jeszcze odbywała karę. Po opuszczeniu przez nią więzienia zamieszkali na osiedlu Za Żelazną Bramą, ale małżeństwo nie było udane. "Moja żona miała swoje romanse, a ja swoje" - powiedział Seweryn. Rozwiedli się w 1973 r.

Krystyna Janda była studentką trzeciego roku szkoły teatralnej, gdy zorientowała się, że jest w ciąży. Marysię urodziła 25 marca 1975 roku. Była już wówczas żoną Andrzeja Seweryna. "Gdy urodziła się Marysia, Andrzej przytargał do teatru torbę wódki. O świcie wyleciał na ulicę, zatrzymywał samochody, kierował ruchem. Był szczęśliwy" - wspominał "pępkowe" przyjaciel Seweryna, aktor Henryk Łapiński.

Ich pierwszym mieszkaniem był pokój w pobliżu Placu Zbawiciela. Mieszkali tam we czwórkę, ponieważ do rodziny dołączyła pani Honorata - gosposia i opiekunka Marysi. "Nie potrzebowałam gosposi, ale ktoś przyszedł z wiadomością, że jakaś stara kobieta siedzi w kościele i płacze, bo nie ma dokąd pójść, wzięliśmy ją więc z Andrzejem do siebie" - wspominała.

Z powodu braku miejsca kobieta jeździła na noc do rodziców aktorki do Ursusa. Kiedy zamieszkali w pierwszym własnym mieszkaniu na Stegnach, mogła u nich nocować.

Krystyna Janda prowadziła dom, zajmowała się córką, gotowała obiady i czekała na powrót męża z teatru. O tym, że sama miała być aktorką, niemal zapomniała. W lipcu 1975 r., kiedy Marysia miała niespełna cztery miesiące, Andrzej Seweryn postanowił odpocząć bez rodziny w Bułgarii po ciężkim roku pracy. W małżeństwie coś zaczęło się psuć właśnie od tego wyjazdu.

Po wakacjach aktorka dołączyła do zespołu Ateneum rolą Anieli w "Ślubach panieńskich". Po raz pierwszy stanęła na scenie z mężem, już uznanym aktorem. "Andrzej kazał mi ćwiczyć w domu dykcję. Oskarżał mnie, że za mało pracuję. Zapisywał błędy i przedstawiał mi je po powrocie do domu, kiedy siadaliśmy do kolacji. Denerwował mnie" - wspominała aktorka.

Kiedy pewnego razu obudził żonę w środku nocy i chciał dowiedzieć się, dlaczego nie pyta go, jak grać, odpowiedziała mu: "bo wiem", i odwróciła się na drugi bok. Jasnym stawało się, że Krystyna Janda i Andrzej Seweryn mają odmienny stosunek do zawodu i do życia. "Kiedy mieliśmy grać, Andrzej przynosił sterty książek, spotykał się z różnymi mądrymi ludźmi, żeby wypytać ich o wszystko, co może wiązać się z jego rolą. Ja wolałam oglądać serial z porucznikiem Columbo, mój ulubiony" - opowiadała aktorka.

Przed premierą Seweryn miał ogromną tremę, a Krystyna Janda słuchała Drupiego i tańczyła z Marysią w takt muzyki. Coraz więcej czasu spędzali osobno. W jego życiu pojawiła się inna kobieta.

Końcem małżeństwa Krystyny Jandy i Andrzeja Seweryna był ich ostatni film "Dyrygent". Aktorka zapamiętała szczególnie jedną scenę. Andrzej Seweryn, który rzadko pił alkohol, a miał zagrać pijanego, postanowił tak wczuć się w rolę, że przed rozpoczęciem zdjęć wypił pół litra wódki. Skończyło się zapaścią. Tego dnia na planie Krystyna Janda była z kilkuletnią Marysią, ponieważ Seweryn przekonał Andrzeja Wajdę, żeby dziewczynka zagrała ich filmową córkę. Zamiast pilnować córki, aktorka pojechała z mężem do szpitala, potem w domu przywróciła go do stanu umożliwiającego grę w wieczornym przedstawieniu. Pomyślała wtedy, że Andrzej Seweryn zawsze będzie przede wszystkim aktorem, jest skrajnie nieodpowiedzialny i że dłużej z nim nie zostanie.

Ostatecznie rozstali się po nocnej awanturze. Pani Honorata ubrała wtedy Marysię, kazała ubrać się pani Krystynie i w środku nocy pojechały do rodziców aktorki. "11-metrowy pokoik wydał mi się pełnym szczęścia rajem" - wspominała aktorka. Rozwiedli się w 1979 r. Jakiś czas później Andrzej Seweryn wyjechał do Francji.

Maria Seweryn miała pięć lat. "Nie pamiętam ojca sprzed rozwodu. Przypominam sobie jednak z dzieciństwa, że kiedy zdarzało mi się być niegrzeczną, tata nigdy na mnie nie krzyczał. Za to wyciągał wskazujący palec, skupionym wzrokiem patrzył mi w oczy i hipnotyzował mnie" - wspominała.

W latach 80. kontakty ojca i córki były rzadkie. Potem, kiedy aktor zaczął częściej przyjeżdżać do Polski, zacieśniły się. "Małżeństwo przyniosło mi wiele głębokich przeżyć i ważnych doświadczeń" - wspominał dyplomatycznie Seweryn. Krystyna Janda: "Lubię obserwować stosunek córki do Andrzeja. Jakby poprawiała to, co w moim małżeństwie układało się źle. Ma z ojcem bardzo dobry kontakt, a jednocześnie traktuje go trochę jak dziecko, wobec którego trzeba być wyrozumiałą".

EP

----------------------------

Cytaty pochodzą z biografii Andrzeja Seweryna autorstwa Teresy Wilniewczyc oraz książki Bożeny Janickiej i Krystyny Jandy "Gwiazdy mają czerwone pazury".

Życie na gorąco

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Seweryn | Krystyna Janda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje