"Akademia Pana Kleksa": Znany polityk miał zagrać Adasia Niezgódkę
Oprac.: Tomasz Bielenia
Rafał Trzaskowski miał wcielić się w postać Adasia Niezgódki w filmie Krzysztofa Grabowskiego "Akademia Pana Kleksa" z 1984. Rodzice obecnego prezydenta Warszawy uznali jednak, że praca na planie będzie dla chłopca zbyt wyczerpująca i dzięki temu na ekranie oglądaliśmy Sławomira Wronkę.
Sławomir Wronka i Piotr Fronczewski w filmie "Akademia pana Kleksa" z 1984 rokuINPLUSEast News
Niewiele osób wie o tym, że Rafał Trzaskowski jako dziecko był... aktorem!
Rafał Trzaskowski miał zagrać w "Akademii Pana Kleksa"
Prezydent Warszawy wcielił się w rolę rozrabiaki Tomka w serialu "Nasze podwórko" (1980). Partnerował takim gwiazdom jak Witold Pyrkosz, Laura Łącz czy Damian Damięcki.
"Praca na planie nie była zabawna. Wstawanie o szóstej rano, żmudne, długie zdjęcia, powtórki ujęć. Koszmar" - mówił po latach w wywiadzie dla "Dziennika Polskiego".
Kiedy reżyser "Akademii Pana Kleksa" Krzysztof Grabowski szukał odtwórcy roli Adasia Niezgódki, jego wybór padł właśnie na Trzaskowskiego. Rodzice chłopca uznali jednak, że praca na planie tak dużej produkcji to zbyt duże obciążenie dla ich syna i ostatecznie nie zgodzili się na jego występ w filmie. W roli Adasia Niezgódki oglądaliśmy Stanisława Wronkę.
Także Piotr Fronczewski nie był pierwszym wyborem reżysera do roli Ambrożego Kleksa. Krzysztof Grabowski widział jako Kleksa Jana Kobuszewskiego, aktor musiał jednak odrzucić propozycję z powodu kłopotów ze zdrowiem.
Dzięki żonie, która doskonale gotuje (w 2007 roku aktor otrzymał Medal Prezydenta RP za długie pożycie małżeńskie z Hanną Zembrzuską-Kobuszewską z okazji ich 50. jubileuszu), Jan Kobuszewski zawsze je odpowiednie dla panów w jego wieku potrawy. "Unikam tłuszczu i zawiesistych sosów, zawsze mam pod ręka jakiś owoc czy szklankę soku" - powiedział niedawno. Aktor uważa jednak, że najlepszym lekarstwem na wszystkie dolegliwości jest... sen. "Mogę nie jeść, nie pić, ale muszę spać. Sen to coś wspaniałego! Regeneruje mnie i sprawia, że nabieram ochoty do życia. A że jestem człowiekiem zadowolonym z życia, zasypiam spokojnie i budzę się z radością" - twierdzi - fot. Michał Kułakowski
"Życie jest wielkim darem, więc powinniśmy bardzo je szanować" - mówi Kobuszewski, który 20 lat temu przeszedł kilka poważnych operacji i wygrał walkę z rakiem. "Nie jestem święty, bo palę papierosy i nie stronię od kieliszka alkoholu, ale we wszystkim zachowuję umiar. Dbam o swoje zdrowie w dość normalny sposób: gdy źle się czuję, idę po prostu do lekarza" - śmieje się aktor - fot. Piotr Wygoda
W 2002 roku aktor otrzymał statuetkę "Gwiazda Telewizji Polskiej" wręczoną z okazji 50-lecia TVP za kreacje aktorskie w filmie i teatrze telewizji; 4 lata później wyróżniono go Medalem Gloria Artis - Zasłużony Kulturze; Kobuszewski dostał również Super Wiktora - nagrodę Akademii Telewizyjnej za całokształt twórczości.
Kobuszewski związany był przez wiele lat z Teatrem Kwadrat w Warszawie. Zebrał wiele pozytywnych recenzji za role, w które tam się wcielił. Grał Rotmistrza w "Damach i huzarach" Aleksandra Fredry, tytułowego "Wstrętnego egoistę" Francoise Dorina oraz tytułowego "Czarującego łajdaka" Pierre'a Chesnota. Był też reżyserem tych dwóch ostatnich sztuk.
Aktor pojawił się też w serialach m.in. "Czterdziestolatek", "Alternatywy 4" (na zdjęciu), "Wojna domowa" oraz "Zmiennicy".EAST NEWS/POLFILM
Zagrał też świetne role w komediach muzycznych dziejących się w przedwojennej Polsce :"Halo Szpicbródka" i "Lata dwudzieste, lata trzydzieste" (na zdjęciu). Kino nie wykorzystało w pełni jego talentu. "Janek Kobuszewski jest zmarnowanym Chaplinem polskiego kina" - pisała o aktorze Agnieszka Osiecka.
Kobuszewski zagrał główną rolę w serialu "Barbara i Jan" z 1962 roku. Potem wcielał się jeszcze w wiele charakterystycznych, drugoplanowych postaci, m.in. we wszystkich obrazach Stanisława Barei, gdzie grał np. listonosza w "Nie ma róży bez ognia" (na zdjęciu) i hydraulika w "Poszukiwany, poszukiwana".
W latach 60. aktor zaczął współpracować z Edwardem Dziewońskim w Kabarecie "Dudek". Jeden z bardziej znanych skeczy z jego udziałem to "Ucz się Jasiu", w którym Kobuszewski wcielił się w postać hydraulika (na zdjęciu, po latach, z Wiesławem Gołasem). Powiedzenie "wężykiem Jasiu, wężykiem", które Kobuszewski wypowiada w tym skeczu, weszło do języka obiegowego.
Kobuszewski zadebiutował w telewizji już w 1955 roku. Starsi widzowie pamiętają go z programu "Wielokropek", w którym występował w duecie z Janem Kociniakiem. Kobuszewski grał też w popularnym "Kabarecie Olgi Lipińskiej". "Długie toto, jak Don Kichot przynajmniej, chude toto, gęba pociągła i mizerna, nos orli niestety, uszy odstające, a do tego od dołu takie długie nogi, a od góry takie długie ręce. Czerwony Kapturek mógłby omdleć" - opisał aktor samego siebie (na zdjęciu - kadr z filmu "Klub kawalerów", 1962).
"Kanony powiadają, że nie powinno się przerysowywać, robić małpy, wyginać we wszystkie strony i śmiać się z własnych dowcipów, a Janek K. przegrywa, wygina i robi, a mimo to jest cudowny" - pisała o Janie Kobuszewskim Agnieszka Osiecka.
Z okazji jubileuszu aktora przypominamy najważniejsze momenty jego kariery, fot. Zenon Zyburtowicz
Powszechnie uważa się, że pierwowzorem Kleksa był filozof Franciszek "Franc" Fiszer, zaprzyjaźniony z artystami i pisarzami barwny bon vivant i bywalec warszawskich salonów, a przy tym bohater licznych anegdot z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Przyjaźnił się m.in. z Bolesławem Leśmianem, który był kuzynem Jana Brzechwy, Stefanem Żeromskim, Władysławem Reymontem, Antonim Słonimskim czy Julianem Tuwimem. Dobrze znał go też sam autor "Akademii Pana Kleksa".
W nowej wersji "Akademii Pana Kleksa", która trafiła do kin 5 stycznia, w tytułowej roli oglądamy Tomasza Kota.
Nowością jest zmiana płci głównego bohatera. Zamiast Adama Niezgódki w kinowej opowieści pojawia się... Ada Niezgódka! Zagrała ją Antonina Litwiniak.
"Akademia Pana Kleksa": Krytycy nie mają litości dla filmu
Jeszcze przed kinową premierę "Akademii Pana Kleksa" udało się pobić rekord oglądalności. Film o panu Kleksie obejrzało bowiem na pokazach przedpremierowych aż 438 tysięcy widzów. W historii rodzimego box office'u żaden obraz nie mógł się pochwalić dotąd takimi liczbami.
"Kiedy zaczynaliśmy pracę nad filmem wiedziałem, że Kleks o sobie przypomni, ale w najszczerszych marzeniach nie spodziewałem się takiego wyniku i tak wspaniałego odbioru. Dziękujemy z całego serca dzieciom i tym małym i tym dużym. Dzięki wam wieść o świecie wyobraźni niesie się coraz szybciej i szerzej" - powiedział Maciej Kawulski.
Pomimo fantastycznego wyniku w kinach, recenzenci nie są zbyt wyrozumiali dla nowej "Akademii Pana Kleksa". Film skrytykowała m.in. Karolina Korwin Piotrowska. Także nasz recenzent Marcin Radomski miał do produkcji kilka uwag.
- Nową "Akademię Pana Kleksa" oglądałem w dwóch wymiarach: pierwszy to sama wizualność w oderwaniu od treści tej opowieści; drugi - jego myślowa i znaczeniowa zawartość, w tym narracja, akcja i cała symboliczna gęstość świata magii. Przy czym atuty widowiskowe, dramatyczne i rozrywkowe górują jednak nad tymi, które odnieść można do "Akademii Pana Kleksa" jako przypowieści z przesłaniem. Skupiając się na pierwszym aspekcie utworu, to "Akademia Pana Kleksa" daje - i to całkiem nieźle - radę. Film przypomina amerykańską produkcję fantasy. Pokazuje, że w naszym rodzimym kinie można stworzyć film z pompą. Efekty specjalne, scenografia i charakteryzacja prezentują się wyśmienici - notował po seansie.
- Gorzej jest z drugim aspektem, czyli przesłaniem filmu. Oczywiście mamy mądre momenty w filmie, podkreślające wartość przyjaźni i empatii. Dzieci odkrywają, że zło i zawiść pokonać może wyłącznie dobro i bezinteresowność. Przy tym zastosowana w filmie estetyka wydała mi się stylistycznie niespójna, podobnie jak niezborna była dla mnie sama akcja, przeskakująca z jednego poziomu na inny - niwecząc przy tym to, co w fantasy jest istotne: suspens. Przerost formy nad treścią. Brakuje całego fantastycznego sztafażu, słownej przewrotności i niewydarzonej menażerii przeróżnych postaci - przekonywał Marcin Radomski.