Reklama

"Akademia Pana Kleksa" to "wielki zawód". Znana dziennikarka krytykuje film

"Jest (...) na bogato, ale nadal nie ma historii i jest coraz więcej szkolnej nudy" - Karolina Korwin-Piotrowska uważa, że "Akademia Pana Kleksa" to wielkie filmowe rozczarowanie. Film w reżyserii Macieja Kawulskiego z główna rolą Tomasza Kota trafi na kinowe ekrany 5 stycznia 2024.

"Jest (...) na bogato, ale nadal nie ma historii i jest coraz więcej szkolnej nudy" - Karolina Korwin-Piotrowska uważa, że "Akademia Pana Kleksa" to wielkie filmowe rozczarowanie.  Film w reżyserii Macieja Kawulskiego z główna rolą Tomasza Kota trafi na kinowe ekrany 5 stycznia 2024.
Tomasz Kot w filmie "Akademia Pana Kleksa" /NEXT FILM /materiały prasowe

"Akademia Pana Kleksa" to uwspółcześniona wersja klasycznej bajki Brzechwy, przemawiająca swoją treścią i formą do najmłodszych, ale i wchodząca w dialog ze starszymi widzami, którzy wciąż pamiętają kultową ekranizację z lat 80. Film przedstawia historię pozornie zwykłej dziewczynki - Ady Niezgódki - która trafia do tytułowej Akademii, żeby poznać świat bajek, wyobraźni i kreatywności. Przy pomocy wybitnego i szalonego pedagoga profesora Ambrożego Kleksa rozwija swoje niesamowite umiejętności, a także wpada na ślad, który pomoże jej rozwikłać największą rodzinną tajemnicę...

Reklama

Karolina Korwin-Piotrowska o "Akademii Pana Kleksa": Wielki zawód

"Dla mnie to boleśnie chaotyczna, mocno inspirowana 'Władcą Pierścieni', 'Hobbitem', 'Osobliwym domem Pani Peregrine' opowieść z wątkiem pacyfistycznym i dydaktycznym, w którym Kleksa jest jak na lekarstwo. Tomasz Kot ma niestety niewiele do grania, kilka scen to za mało na tak długi film" - napisała dziennikarka na Instagramie.

Korwin-Piotrowska chwali decyzję twórców, by Adasia Niezgódkę zastąpić postacią kobiecą - w nowej "Akademii Pana Kleksa" główna bohaterka jest grana przez Antoninę Litwiniak. Nie rozumie jednak, dlaczego akcja filmu została przeniesiona do Nowego Jorku.

"Fajnie, że Adaś to teraz Ada, szkoda, że znowu romantyzujemy ojca, którego nie ma, a matka tak go poszukuje, że zapomina urodzin własnej córki. Dlaczego mieszkają w NY, który udaje warszawska Wola? Może chodziło o wprowadzenie międzynarodowego aspektu historii, bo dzieciaki są z różnych krajów, różnych ras, choć pokazani stereotypowo" - kontynuuje dziennikarka.
Korwin-Piotrowska pozostaje pod wrażeniem "wyobraźni twórców i budżetu", narzeka jednak na nudny i schematyczny scenariusz.
 
"Jest (...) na bogato, ale nadal nie ma historii i jest coraz więcej szkolnej nudy, a szkoda, wszystko tonie w pięknych obrazkach, tylko ile można oglądać piękne i puste obrazki? Do tego mocno inspirowane tym, co widzieliśmy już w hollywoodzkich filmach" - wylicza.

"Zrobienie nowej wersji tej historii to nie tyle szarganie świętości, ale zderzenie się z nowym światem. Minęło 40 lat, książka miała premierę w 1946 roku, mamy 2023 i po raz kolejny mam wrażenie, że toniemy w kompleksach jak Jasio, który sobie wyobraża Hollywood, zamiast skupić się na historii i warsztacie. Wielki zawód" - konkluduje Korwin-Piotrowska.

"Akademia Pana Kleksa": Chaos w kultowej bajce

W podobnym tonie o "Akademii Pana Kleksa" pisał dla Interii Marcin Radomski.

- Nową "Akademię Pana Kleksa" oglądałem w dwóch wymiarach: pierwszy to sama wizualność w oderwaniu od treści tej opowieści; drugi - jego myślowa i znaczeniowa zawartość, w tym narracja, akcja i cała symboliczna gęstość świata magii. Przy czym atuty widowiskowe, dramatyczne i rozrywkowe górują jednak nad tymi, które odnieść można do "Akademii Pana Kleksa" jako przypowieści z przesłaniem. Skupiając się na pierwszym aspekcie utworu, to "Akademia Pana Kleksa" daje - i to całkiem nieźle - radę. Film przypomina amerykańską produkcję fantasy. Pokazuje, że w naszym rodzimym kinie można stworzyć film z pompą. Efekty specjalne, scenografia i charakteryzacja prezentują się wyśmienicie. Świetne są sceny będące spotkaniem z baśniami Hansa Christiana Andersena, a w szczególności wizyta u dziewczynki z zapałkami. Na usta cisną się skojarzenia z serią filmów o "Harrym Potterze" czy "Opowieści z Narnii" - pisał Radomski.

Recenzent Interii narzekał jednak na przesłanie filmu.

- Oczywiście mamy mądre momenty w filmie, podkreślające wartość przyjaźni i empatii. Dzieci odkrywają, że zło i zawiść pokonać może wyłącznie dobro i bezinteresowność. Przy tym zastosowana w filmie estetyka wydała mi się stylistycznie niespójna, podobnie jak niezborna była dla mnie sama akcja, przeskakująca z jednego poziomu na inny - niwecząc przy tym to, co w fantasy jest istotne: suspens. Przerost formy nad treścią. Brakuje całego fantastycznego sztafażu, słownej przewrotności i niewydarzonej menażerii przeróżnych postaci. Na uwagę zasługują plenery, szczególne wrażenie robi Zamek w Gołuchowie grający Akademię. Jednak w całym filmie góruje walka dobra ze złem i groźba ataku Wilków. Wydaje się, że film o dziecięcej naiwności zamienia się w kino grozy i mroku - zauważał Radomski, narzekając na złą reżyserię.

- Akcja pędzi jak szalona, atrakcji jest co nie miara. Do bajki wkradł się chaos, niszcząc dziecięcą radość wspólnego przeżywania wspaniałych przygód. Na szczęście pozostała najważniejsza w opowieści wyobraźnia. I tutaj bardziej przemówi ona do dzieci niż dorosłych. Ambicja przerosła twórców i trochę się pogubili. Za dużo nut, Panie Kawulski - kończył tekst recenzent Interii.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Akademia Pana Kleksa | Karolina Korwin-Piotrowska
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy