Reklama

Agnieszka Więdłocha, czyli "polska Anne Hathaway", kończy 30 lat

Agnieszka Więdłocha - nazywana przez reżysera "Listów do M" polską Anne Hathaway - świętuje 30. urodziny i wspomina twarde lądowanie na "Planecie Singli".

Agnieszka Więdłocha i Maciej Stuhr na "Planecie Singli"

"Polska Anne Hathaway" - tak Agnieszkę Więdłochę tytułuje aktorkę Mitja Okorn, twórca hitowych "Listów do M", powracający do kin z filmem "Planeta Singli".

Reklama

W najnowszym obrazie reżysera, pełnej humoru i wzruszeń walentynkowej komedii, aktorka wciela się Anię - uroczą i romantyczną nauczycielkę, która szuka prawdziwej miłości  w internetowym serwisie randkowym. Rola u boku Macieja Stuhra w "Planecie Singli" pokazuje nieznane, komediowe oblicze aktorki, którą publiczność pokochała za kreację Leny Sajkowskiej w "Czasie honoru". Aktorka wspomina, że nie wszystko na planie "Planety" układało się po jej myśli. Co więcej - sądziła, że już pierwszego dnia zostanie wyrzucona z filmowej ekipy.

- Kiedy otrzymałam propozycję zagrania w "Planecie Singli’" byłam lekko przerażona. Pomyślałam sobie - "Ojej, kolejna polska komedia". A stworzenie dobrego filmu w tym gatunku, to coś szalenie trudnego. Tylko z pozoru łatwo jest rozśmieszać ludzi. W komedii wszystko musi być precyzyjne, opierać się na rytmie, dialogach i wiarygodnych postaciach. A najważniejszy jest scenariusz. Kiedy poznałam fabułę "Planety Singli", byłam zachwycona. Dziś cieszę się, że ten film powstał i tak świetnie wyszedł. Jest zabawny, nieżenujący, przyjemnie się go ogląda. Na "Planecie Singli’"można się nawet popłakać; ze śmiechu i ze wzruszenia. Tak było ze mną, gdy czytałam scenariusz. Jest mądry i zabawny. Mówi o tym, że miłości w życiu można szukać na wiele sposobów. Jednym z nich jest internet, w którym można znaleźć swego księcia lub królewnę z bajki - mówi Więdłocha.  

Początki na planie nie układały się jednak po myśli aktorki. - Po pierwszym dniu myślałam, że producenci wyrzucą mnie z tego filmu. Po zakończeniu zdjęć poszłam do Mitji Okorna i producentów i powiedziałam: "Panowie bądźmy szczerzy. To było do niczego. Poszło fatalnie. Wiem, że spędziliśmy tu trzynaście godzin, ale jak mnie zwolnicie, to nie ma sprawy. Ja się nie obrażę". A oni patrzyli na mnie zdziwieni i mówią: "Co ty Więdłocha opowiadasz. To było bardzo dobre" - wspomina gwiazda.

- Kiedy obejrzałam nagrane fragmenty zrozumiałam, co się stało. Moje wczucie w Anię było tak duże, że zaczęłam myśleć jak ona, kiedy kompletnie nie wyszła jej pierwsza randka. Tak mocno wzięłam to do siebie, że myślałam, że także moja gra jest fatalna. A okazało się, że powstała jedna z lepszych scen w filmie! Moja empatia do tej postaci jest ogromna. Anka ma w sobie bardzo dużo ciepła dla ludzi. Potrafi przytulić przyjaciółkę, nawet jeśli ta zepsuła jej randkę. Wie, że dobra przyjaciółka jest ważniejsza niż facet. Bo tych jest przecież mnóstwo - przyznaje aktorka.

- Do tej pory myślałam, że najlepiej sprawdzam się w dramatycznych rolach, ale ta komedia i postać bardzo mnie pociągnęły. Sama byłam w szoku, patrząc na siebie w tej roli. Nie mogłam czasem uwierzyć, że potrafię robić takie miny - śmieje się Więdłocha.

Agnieszka Więdłocha urodziła się w 12 grudnia 1986 roku w Łodzi. Serca telewizyjnej publiczności podbiła rolą Leny Sajkowskiej w popularnej serii "Czas honoru". Na małym ekranie pojawiała się również w "Lekarzach", "M jak miłość" i "Klubie szalonych dziewic". Na dużym zagrała m.in. w "Syberiadzie polskiej". Przez jakiś czas zastanawiała się, czy nie wyjechać do Stanów Zjednoczonych. Na szczęście została i zagrała w "Planecie Singli". Już wkrótce dowiemy się, czy rola skromnej Ani Kwiatkowskiej okaże się dla niej przepustką do wielkiej kariery.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Planeta Singli | Agnieszka Więdłocha

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje