Reklama

Wystarczy się rozkręcić

Znowu prowadzi "Dzień Dobry TVN", partnerując... Magdzie Mołek. Tak jest - tej samej, której nie udało mu się namówić na rozbieraną sesję dla "Playboya".

Po kilku latach przerwy wrócił pan do "Dzień Dobry TVN". Jak się panu układa współpraca z Magdą Mołek?

Marcin Meller: - Jak najlepiej! Już dawniej prowadziłem z Magdą kilka wydań 'DD TVN' i bardzo dobrze to wspominam. Dodatkowo programem wciąż kierują te same osoby, z którymi pracowałem 5 lat temu - wracam więc do znajomej ekipy. Bardzo pomaga również fakt, że prowadziłem już ten program, więc teraz wystarczy tylko się rozkręcić. Nie traktuję zatem mojego powrotu szczególnie spektakularnie. Wszystko przebiega grzecznie i bez fajerwerków.

Reklama

Na forach internetowych opinie na temat pana powrotu są skrajnie różne...

- Żyję już odpowiednio długo i jestem przyzwyczajony. Choć przyznam, że zawsze czytam wszelkie fora, bo to bardzo dobry sposób, aby nie popaść w samozachwyt. Niezależnie od tego, jak dobrej rzeczy się dokona, internauci i tak zmieszają człowieka z błotem, ale są też merytoryczne uwagi, które staram się uwzględniać. Moja żona się dziwi. Pyta: 'Po cholerę ty to czytasz? Tylko się zatruwasz'. Faktycznie, trochę się zatruwam, ale czasem wyłapię jakieś cenne opinie. Na wszelki wypadek wolę wiedzieć, co o mnie piszą.

Formuła "Dzień Dobry TVN" różni się nieco od "Drugiego śniadania mistrzów". Poza modą czy gotowaniem, rozmawia pan np. o strzyżeniu psów. Interesuje pana taka tematyka?

- To jasne, że w 'DD TVN' czasem poruszane są kwestie, które kompletnie mnie nie interesują, ale ten program dotyka tak wielu tematów, że chyba nie ma takiego prowadzącego, który znałby się na każdym. Na tym właśnie polega tzw. zawodowstwo - jeśli nie mam o czymś pojęcia, to przygotuję się do tego i dokształcę. Jeśli zaś chodzi o to, że program ten to z założenia lekka formuła - absolutnie nie mam z tym problemu. 'Drugie śniadanie mistrzów' jest czymś innym, ale to także nie jest program ekspercki, gdzie wszyscy są szalenie poważni i z marsową miną wypowiadają kategoryczne sądy. To również w pewnym sensie lekka rozmowa.

Tęskni pan za "Playboyem"?

- Spędziłem tam 9 lat, może jeszcze zatęsknię. Zawsze będę wspominał 'Playboya' z sentymentem, bo to był wspaniały okres - bardzo fajne pismo i świetna załoga. Nasza redakcja stanowiła wesołą gromadkę i myślę, że wszyscy, którzy tam wówczas pracowali, wspominają te parę lat razem jako kapitalny czas. Na razie jednak nie tęsknię, bo traktuję to doświadczenie jako etap zamknięty.

To rzeczywiście pan zapraszał sławne polki na rozbierane sesje?

- W dużej mierze tak. Jeśli nie znałem kobiety i nie wiedziałem, jak może zareagować, to w całą akcję wrabiałem producentkę naszych sesji, która jest osobą wyjątkowo ciepłą i ma świetny kontakt ze wszystkimi. Ale częściej robiłem to ja. Było to zabawne doświadczenie.

Jest ktoś, kogo bardzo chciał pan rozebrać, a się nie udało?

- Magda Mołek, wiadomo! Przez 9 lat dzwoniłem do niej i namawiałem ją na sesję bez rezultatu, a ona zadzwoniła do mnie tylko raz i od razu zgodziłem się poprowadzić z nią 'DD TVN'. Jeśli więc teraz dostanie kolejną propozycję od 'Playboya' i się zgodzi, potraktuję to jako osobistą zniewagę (śmiech).

Rozmawiała Paulina Masłowska.

Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: „Dzień dobry
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy