Reklama

Wojciech Mann i Krzysztof Materna, czyli "Za chwilę dalszy ciąg programu"

Wojciech Mann i Krzysztof Materna, jako m.in. gruboskórny doktor Werner i usłużna siostra Irena, bawili widzów do łez w programie "Za chwilę dalszy ciąg programu". Celnie obśmiewali nasze narodowe kompleksy i przywary.

Krzysztof Materna i Wojciech Mann przyjaźnią się od wielu lat

Wojciech Mann jest dziennikarzem specjalizującym się w muzyce, a Krzysztof Materna satyrykiem i konferansjerem. W latach 80. i 90. XX wieku realizowali razem takie programy, jak "Mądrej głowie", "MdM", "MdM po godzinach", "MaMa", "Mc² - maszyna czasu Manna i Materny" i "M kwadrat".

Kiedy pod koniec lat 80. w telewizorach odzywała się charakterystyczna muzyka zwiastująca "Za chwilę dalszy ciąg programu", widzowie szybko zasiadali w fotelach. Skecze, które pokazywano w satyrycznym programie, były tak doskonałe, że nikt nie chciał uronić ani słóweczka. Prowadzony przez Wojciecha Manna i Krzysztofa Maternę program był emitowany w latach 1988-1994.

Często szli na żywioł

Reklama

Każdy odcinek składał się z kilku skeczy i parodii. Z biegiem czasu powstały również cykle, takie jak Gabinet Lekarski, Kuchnia Pełna Niespodzianek czy Krąg obfitości (parodia "Koła fortuny").

- Zastanawialiśmy się kiedyś z Wojtkiem, kto co wymyślił - powiedział w jednym z wywiadów Krzysztof Materna. - I doszliśmy do wniosku, że jasne jest, co stworzył duet: Grzegorz Wasowski i Sławomir Szczęśniak lub sam Wasowski. Ale my tak często improwizowaliśmy, że nie jesteśmy w stanie stwierdzić, który wpadł na ten czy inny pomysł, który coś dopowiedział, a który spuentował - dodał pan Krzysztof.

W programie często szli na żywioł i nie trzymali się scenariusza. - Lubiliśmy się zaskakiwać i nasze reakcje, które były autentyczne, stały się walorem. Wojtek na przykład uwielbiał, jak się rozśmieszałem i byłem w tym bezradny - opowiadał Krzysztof Materna.

Miłość i nienawiść

Wojciech Mann najczęściej występował w roli szefa (powszechnie szanowanej osobistości, psychologa, dziennikarza, ale też mafioza). Krzysztof Materna był zwykłym człowiekiem, z którym mógł się utożsamiać widz. Ze wszystkich jego wcieleń, kultowa stała się siostra Irena, która obdarzała swego przełożonego doktora Wernera całą gamą uczuć, od miłości do nienawiści.

W skeczu pt. "Jak wabić kobietę głosem" była gotowa zamordować dyrektora Zjednoczonych Zespołów Opieki Zdrowotnej (wcześniej szykując mu pokój gościnny sąsiadujący z prosektorium), byleby tylko Werner mógł awansować. Jednak w innym odcinku, obrażona, porównała Wernera do bulteriera. Prostacki "pan doktór" nic z tego sobie oczywiście nie robił. W wolnych chwilach (a miał ich dużo) uwielbiał rugać swoją podwładną, pytając np., dlaczego parawan jest brudny, by usłyszeć pokorne wyjaśnienie, że sam przecież kazał pacjentom po operacji składać swą krwią autografy.

Wojciech Mann wspaniale wypadał też w roli dwuznacznych przedstawicieli establishmentu. W odcinku zatytułowanym "Pechowe zwierzątka" prezentował swojemu rozmówcy kolekcję wypchanych ptaków i ssaków, tłumacząc obłudnie i absurdalnie, jak to się stało, że ta oto jaszczurka, papuga, wiewiórka czy rosomak straciły życie... Również gwiazdy chętnie występowały w "Za chwilę dalszy ciąg programu". Na ekranie można było zobaczyć m.in. Katarzynę Figurę, Kayah czy Krzysztofa Tyńca.

Świetnie się bawiliśmy

Ogromnym atutem tego programu były inteligentne dialogi wypowiadane poważnym, rzeczowym tonem oraz tematy z życia, które podsuwała odbywająca się w Polsce ustrojowa transformacja. Prowadzący obśmiewali politykę, wydarzenia sportowe, ale także nasze uprzedzenia i zaściankowość. Nikt z widzów się o to nie obrażał. Przeciwnie - wszyscy czekali na kolejny odcinek "Za chwilę dalszy ciąg programu".

Jak się pracowało w duecie? - Łatwo, dlatego, że moje ego nie jest zbyt wybujałe. Wiele jednak zależy również od partnera, jego charakteru i tolerancji na moje wady, które jak każdy człowiek, posiadam - mówił niedawno Krzysztof Materna. A Wojciech Mann dodał: - Wszyscy się świetnie bawiliśmy przy realizacji tego programu. Robiliśmy najróżniejsze rzeczy i to w czasach, kiedy warunki realizacyjne były 50 razy uboższe niż dzisiaj.

Czy widziałby taki program znów w telewizji? - Odpowiedź na to pytanie jest dla mnie straszliwą zagadką. Z jednej strony mam wrażenie, że taki program nie miałby dziś szans, bo byłby przytłoczony ogromnymi produkcjami, z których wypadają miliony świateł, dymów i Bóg wie czego jeszcze, a z drugiej... Kiedy czasem sprawdzam, jaką liczbę odsłonięć w internecie mają te nasze stare siermiężne kawałki, i widzę, że ludzie je lubią i chwalą, to po prostu nie wiem, co powiedzieć - odparł z charakterystyczną dla siebie skromnością Wojciech Mann.

Katarzyna Ziemnicka


Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Mann | Krzysztof Materna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje