Reklama

Trzeba się bawić

Ma poczucie humoru, wielki zapał do pracy i mnóstwo pomysłów. Widzom spodobał się w roli narwanego reżysera w serialu "Ranczo". Prawdziwą pasją aktora są piłka nożna i muzyka.

Łukasz to bezkompromisowy reżyser teatralny z Lublina i "wielkomiejska" fascynacja Klaudii (Marta Chodorowska). W Wilkowyjach szuka spokoju ducha, koncentracji i inspiracji niezbędnych do kolejnych spektakli. Jakbyś go opisał?

Bartłomiej Magdziarz: - Jako faceta nie do końca stabilnego emocjonalnie, nieprzewidywalnego w najprostszych zachowaniach. Jest ekscentryczny, ma filozoficzne spojrzenie na świat, wyszukany język i swobodę bycia. Rodzina i przyjaciele senatora nie przypuszczali, że takie indywidua naprawdę istnieją!

Reklama

Można go lubić?

- Jak najbardziej! Nie chciałem, żeby był tylko karykaturą. Ma wrażliwość, skrywany lęk i skoro znalazł się już w nowym otoczeniu, chce je analizować jako materiał dla teatru. Gdyby nie słabość do 'artystowania', byłby Łukasz niezłym socjologiem, jednak... 'maniakalny demiurgizm' ma nad nim władzę. Zabawnie było zostać na chwilę kimś tak wyrazistym i rozbrajająco nieodpowiedzialnym. Prywatnie nie potrafię być aż takim lekkoduchem.

Praca na planie "Rancza" była więc stresująca?

- O pracy na planie mogę mówić tylko dobrze! Oczywiście miałem obawy, szybko musiałem stać się częścią ekipy, która jest zgrana i ma na koncie ogromny sukces - spotkałem się jednak z serdeczną otwartością. Zdarzały się i zabawne sytuacje. Spędziłem na przykład kilka godzin z jednym z moich ulubionych aktorów, Tomaszem Saprykiem w... łóżku. Scenarzysta nie dał nam wyboru, a ja wnukom będę o tym opowiadał!

Jest rola, którą bardzo chciałbyś zagrać?

- Lubię być konfrontowany z nowymi, spektakularnymi sytuacjami, z którymi nie zetknąłem się w życiu. W 'Doręczycielu' wylądowałem w ekskluzywnym klubie go-go, w 'Ludziach Chudego' za kratami aresztu, a w 'Historii Roja' na bitewnych polach. Nawet, kiedy udział w produkcji nie jest tak wielki, jakbym sobie wymarzył, myślę sobie: - Bracie, nie narzekaj! Choćbyś został najwybitniejszym księgowym, nie przeżyłbyś tego!

- Nie mam specjalnych preferencji co do ról, każdą traktuję jak zadanie do wykonania. A jednym z najlepszych sposobów na radzenie sobie ze stresem i oczekiwaniami jest pracować jak najlepiej i możliwie najlepiej się bawić. Cały czas się tego uczę.

Praca na planie "Rancza" nie jest twoim jedynym źródłem dochodów.

- To prawda. Udzielam się teatralnie w Warszawie, Płocku i Siedlcach.

A wolne chwile zdarzają ci się często?

- Moją największą szajbą jest rock and roll i zespół Frei Warschau, którego jestem głosem i tekściarzem. To całkowicie autorski projekt, gdzie czterech gentlemenów gra to, co kocha, nie ulegając żadnym naciskom. Można nas posłuchać w sieci i w stołecznych klubach. Gramy razem dość długo, mamy sporo numerów, więc... chyba czas na coś większego. Czas wolny? Nie bardzo sobie z nim radzę. Chyba że wokół jest dużo muzyki i piłki nożnej.

Rozm. KRAS.

Tele Tydzień
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy