Reklama

"Taniec z gwiazdami" uratował jej życie

Badania poprzedzające najnowszą edycję amerykańskiego "Tańca z gwiazdami" uratowały życie, znanej z filmu "Dirty Dancing", Jennifer Grey. Lekarz wykrył u niej guza podczas oględzin.

50-letnia aktorka konsultowała się z lekarzem, aby dowiedzieć się, czy jest w odpowiedniej formie, by wziąć udział w wyczerpującym programie . Przy okazji wspomniała doktorowi o bólu w okolicach szyi.

Reklama

"W zeszłym roku szyja strasznie mnie bolała, więc poprosiłam, żeby pozwolili mi sprawdzić, czy będę w stanie występować w show. Poszłam do lekarza, zajmującego się operowaniem okolic nerwowych kręgosłupa, o którym słyszałam, że jest najlepszy" - wyznała portalowi Zap2It.com artystka.

"Lata temu miałam bardzo niebezpieczny wypadek samochodowy, zerwałam więzadła w plecach. Nigdy tego nie zgłosiłam lekarzom, przez co to zwyrodniało. Doktor powiedział mi: 'Teraz twój rdzeń kręgowy jest uciśnięty, jeśli przewrócisz się, bądź stukniesz w coś samochodem, zostaniesz sparaliżowana'" - dodała.

Przy okazji, lekarz zapytał ją również o narośl na szyi, na co aktorka odpowiedziała, że to nic takiego. Bliższe oględziny oraz wycięcie połowy narośli, pozwoliło jednak stwierdzić, że był to rak.Operacja wycięcia drugiej połowy guza został dokończona w Wigilię zeszłego roku.

Po operacji Grey czuje się świetnie i przygotowuje do walki z Davidem Hasselhoffem oraz Brandy o tytuł najlepszego tancerza-gwiazdy w USA.

"Bardzo bałam się operacji, nie chciałam nawet się zastanawiać, czy jest prawdopodobieństwo, że zakończy się powodzeniem. Całe szczęście tak się stało" - stwierdziła Grey.

"Dotarło do mnie, że jeśli teraz nie wystąpię w show, to drugiej okazji już nie będę miała, bo będę za stara. Póki co moje ciało daje radę. Mam wyleczoną szyję i nie mam raka" - podsumowała.

Najnowsza edycja amerykańskiego "Tańca z gwiazdami" startuje 20 września.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje