Reklama

Reklama

"Rodzina Soprano": Michael Gandolfini o swoim ojcu

22-letni Michael Gandolfini to syn zmarłego w 2013 roku aktora, Jamesa Gandolfiniego, odtwórcy głównej roli w "Rodzinie Soprano". W filmie "Wszyscy święci New Jersey", który jest prequelem tego serialu, wciela się w młodego Tony'ego Soprano. Jak wyjawił ten adept aktorstwa, dopiero gdy dostał tę rolę, postanowił obejrzeć serial, który uczynił z jego ojca gwiazdę. Było to dla niego bardzo trudne przeżycie.

Michael Gandolfini na planie filmu "Wszyscy święci New Jersey" (2020)

Film "Wszyscy święci New Jersey", skupiający się na gangsterskich początkach Tony'ego Soprano w Newark, wejdzie do polskich kin 29 października. Za to trailer tej produkcji ukazał się w sieci pod koniec czerwca. Aktor wcielający się w młodego Soprano bardzo przypomina Jamesa Gandolfiniego. Nieprzypadkowo. Jest bowiem jego synem.

"Rodzina Soprano" zadebiutowała w telewizji w 1999 roku. W tym samym roku przyszedł na świat Michael Gandolfini. Chociaż członkowie obsady tego kultowego serialu HBO - Edie Falco, Michael Imperioli, Jamie-Lynn Sigler czy Lorraine Bracco, byli dla chłopca jak rodzina, to ten przez długie lata nigdy nie oglądał tej produkcji. Początkowo dlatego, że ojciec chciał go uchronić przed przemocą, której nie brakuje w serialu.

Reklama

"Zabawne jest to, że przed castingiem (do filmu 'Wszystkich świętych New Jersey' - red.) nigdy nie oglądałem ani minuty 'Rodziny Soprano'. Byłem tylko dzieckiem, kiedy tato w tym grał. Chodziłem na plan i pytałem go, o czym to jest, a on odpowiadał, że o pewnym gościu, który jest w mafii i chodzi na terapię" - powiedział Michael Gandolfini w rozmowie z magazynem "Esquire".

Oglądanie "Rodziny Soprano" po raz pierwszy wspomina jako coś trudnego.

"To był intensywny proces. Ponieważ jako aktor musiałem oglądać tego faceta, który stworzył tę rolę, skupić się na jego manieryzmach, głosie, wszystkich tych rzeczach, które będę musiał powtórzyć. Ale wtedy też spotkałem się z moim ojcem. Było to tak trudne, bo musiałem to zrobić sam. Po prostu siedziałam sam w swoim ciemnym mieszkaniu, cały czas obserwując mojego tatę. Zacząłem mieć szalone sny. Miałem jeden, w którym (...) spojrzałem na swoje ręce, a to były ręce mojego taty" - opowiadał.

Michael wyznał również, że to śmierć jego ojca skłoniła go do tego, by pójść w stronę aktorstwa. "Od pierwszego dnia zakochałem się w tym. Aktorstwo pozwoliło mi przejść żałobę po stracie taty" - stwierdził.

Trailer do "Wszystkich świętych New Jersey", w którym pojawia się Michael, wbił w fotel wdowę po Jamesie Gandolfinim, byłą aktorkę i modelkę Deborę Lin, która jest jego macochą.

"Zobaczyć Michaela w zwiastunie to było coś niemal surrealistycznego. Wiem, że przyjęcie tej roli wymagało od niego dużo odwagi. To było bardzo emocjonalne. Ale cała rodzina jest z niego tak dumna. Jego ojciec też byłby bardzo dumny" - powiedziała Lin dziennikowi "New York Post".

James Gandolfini zmarł 19 czerwca 2013 roku na zawał serca, podczas wakacji w Rzymie. Miał 51 lat. To 14-letni wówczas Michael znalazł go nieprzytomnego na podłodze w hotelowej łazience. Gandolfini był dwukrotnie żonaty. Michael jest owocem jego związku z Marcy Wudarski. Z Deborą Lin doczekał się córki Liliany.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje