Reklama

Rekord wytańczony

"Tego nie trzeba tłumaczyć. Mamy rekord!" - krzyczała Kinga Rusin do skaczącego na Rynku Głównym w Krakowie tłumu. Wczoraj pobito rekord Guinnesa w liczbie par, które jednocześnie zatańczyły cha-chę.

Do pobicia rekordu wystarczyłoby niewiele ponad 1200 par. Było o wiele więcej. Na największym rynku w Europie zgromadziło się 1635 par, które pod okiem gwiazd odtańczyły cha-chę.

Reklama

"Tak! Myślę, że było super!" - powiedziała Kaoru Ishikawa z Księgi Rekordów Guinnessa, która obserwowała zmagania Polaków.

Do pobicia rekordu potrzebna była jednak nie tylko ilość, ale i jakość - miłośnicy tańca musieli wpierw szybko nauczyć się krótkiego układu kilku figur, które potem w tym samym momencie odtańczyły. Pod okiem Augustina Egurrolli i Iwony Pavlovic kilka tysięcy osób uczyło się od godziny 16.30 kilku kroków cha-chy. Choreograf, juror w programie "You can dance" i założyciel grupy Volt,, która również pojawiła się na krakowskiej scenie, zwierzył się, że już za trzy miesiące zostanie ojcem. Matką dziecka jest partnerka jurora "You Can Dance" - tancerka, Nina Tyrka.

Chętni do wspólnego bicia rekordów rejestrowali się już od 27 sierpnia. Jeszcze po zamknięciu bramek o godzinie 16. do ochroniarzy podchodziły nastolatki z pytaniem, czy można jeszcze wejść na zamknięty teren rynku. To właśnie młode osoby przeważały wśród publiczności, choć nie zabrakło i bardziej doświadczonych tancerzy - amatorów. Z dala od sceny korzystały z odrobiny wolnej przestrzeni pary, które na pierwszy rzut oka z tańcem towarzyskim miały już kiedyś do czynienia.

Barierki odgradzające teren, na którym po godzinie 18 padł rekord, oblepiały tłumy dziewczyn, które z piskiem witały kolejne gwiazdy wychodzące z białych namiotów. A gwiazd nie zabrakło, bo akcja "Po prostu tańcz" połączyła siły dwóch czołowych programów tanecznych stacji TVN - "You can dance" i "Taniec gwiazdami".

Na scenie pojawił się Mariusz Pudzianowski ze swoją partnerką z show - Magdą Soszyńską, a także Anna Guzik z Łukaszem Czarneckim, Tomasz Schimscheiner z Kamilą Kajak. Do fotoreporterów wdzięczyła się Isi Gee we wściekle pomarańczowo - różowej sukience, w której trudno było ją przeoczyć.

Jednak najbardziej oblegani byli zwycięzcy obu edycji "You can dance" - Maciej Florek vel. Gleba i Artur Cieciórski.

Artur powiedział w rozmowie z portalem INTERIA.PL, że we wrześniu jedzie skorzystać ze swojej nagrody, czyli trzymiesięcznego stypendium w amerykańskiej szkole tańca. Potem ma zamiar wrócić ze swoją żoną i córeczką do Polski i pod Toruniem założyć szkołę tańca.

Do zwycięstwa poprowadziła tłum zgromadzony na krakowskim Rynku Kinga Rusin.

"Gdzie jest Kinga?" - pytał Irek Bieleninik, który wraz z Piotrem Gąsowskim współprowadził całe wydarzenie.

Prowadząca program "You can dance" pojawiła się w Krakowie dopiero po g. 18. Z drugiej sceny wydarzenie komentowali Magda Mołek i Andrzej Sołtysik.

Swoje umiejętności taneczne zaprezentowali uczestnicy "You can dance", a pary z "Tańca z gwiazdami" zatańczyły do przeboju Erica Idle'a "Always Look on the Bright Side of Life" oraz hitu Phila Collinsa "Take a Look at me Now".

Na scenie pojawił się również Matt Pokora, który utworem "Dangerous" wzbudził niemal histeryczne reakcje piętnastolatek ściśniętych pod sceną. Na zakończenie imprezy swoje utwory "Jeszcze raz" i "Kilka prostych prawd" zaśpiewała Patrycja Markowska.

Atmosferę podgrzewał też konkurs, w którym jedna osoba miała szansę wyjechać z zatłoczonego rynku nowym Fiatem 500. Zwyciężył pan Jacek Polak.

W międzyczasie na telebimach pokazano także krótkie reportaże z dotychczasowych rekordów, nie tylko tanecznych, na całym świecie. Najwięcej entuzjazmu, głównie wśród męskiej części publiczności, wzbudził taniec na rurze.

W Polsce również bito już taneczne rekordy, choćby w tańcu żydowskim, gdy podczas Festiwalu Kultury Żydowskiej "Warszawa Singera" prawie 5000 ludzi tańczyło na Placu Grzybowskim razem ze znanym tancerzem i choreografem Leonem Blankiem. Jednak chyba żaden z dotychczasowych rekordów nie miał aż takiej oprawy, jaką zapewnił wczoraj TVN. Oczywiście przy okazji promując kolejne edycje swoich popularnych show, które startują na początku września. Czy pieniądze wydane na tę nietypową promocję się opłacą, okaże się pewnie już przy pierwszych wynikach oglądalności.

Martyna Olszowska, Kraków

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Rusin | Kraków | kinga | pobicia | Kinga Rusin | rekord

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje