Reklama

Reklama

Rafał Masny: Prowadzący czy uczestnik?

Popularny youtuber i współtwórca komediowego kanału Abstrachuje, Rafał Masny, pojawi się w nowym show Polsatu "Lepiej późno niż wcale". Podczas szalonego tournee po Azji przeżył niezwykłą przygodę, a przy okazji znacznie poszerzył swój arsenał dowcipów.

Rafał Masny

Aktor Piotr Polk, gospodarz "Familiady" Karol Strasburger, utytułowany tyczkarz Władysław Kozakiewicz i kabareciarz Krzysztof Hanke wyruszyli w podróż życia do Azji. Odwiedzili Japonię, Koreę Południową oraz Indonezję, gdzie stawili czoła wielu nietuzinkowym zadaniom. W wyprawie, jako przewodnik, towarzyszył im Rafał Masny z internetowego kanału Abstrachuje. Ich przygody obejrzymy w programie "Lepiej późno niż wcale", który jesienią zadebiutuje w Telewizji Polsat. Jak pracę nad programem wspomina najmłodsza z gwiazd, czyli Masny?

Reklama

Czy wróciłeś z Azji cały i zdrowy i miałeś więcej szczęścia od Władysława Kozakiewicza, który skręcił sobie na wyjeździe kolano?

Rafał Masny: - Wszystkie członki mam na miejscu (śmiech). I nawet bez żadnych wirusów wróciłem. Więc jestem bardzo szczęśliwy.

Jaka jest twoja rola w tym programie?

- Jestem prowadzącym, który w jakiejś mierze staje się również jednym z uczestników. Wprawdzie trochę wiedziałem o scenariuszu, który będziemy realizować, ale przyznam szczerze, że to, co spotkało nas w podróży, zaskakiwało mnie równie bardzo jak uczestników. Ponieważ jedną rzeczą jest domyślać się, czy też wiedzieć, co się wydarzy, a zupełnie inną jest to przeżyć, doświadczyć tego w Azji. W sytuacji, gdy coś jest trzecią aktywnością danego dnia, który i tak już był wyczerpujący.

Dużo się działo?

- Przeżyliśmy tak intensywny czas, że te wydarzenia można by rozłożyć na kilka lat wakacji.

Czy trafiłeś do tego programu poprzez casting?

- Nie, zostałem wybrany do tego programu i myślę też, że to bardzo odpowiada jego formule. Ponieważ to nie jest program, gdzie są castingi, gdzie jest jakaś rywalizacja, jakiś celebrycki show. To nie jest program ludzi, którzy muszą się starać, żeby dobrze wypaść. Każdy z panów ma taki dorobek, że ten program będzie dla nich przede wszystkim ciekawą przygodą, nie decyduje o ich życiu zawodowym. Ja też potraktowałem go, jako niezwykłą przygodę.

Czy porzucasz karierę w internecie na rzecz telewizji?

- Zostaję w internecie, nie ma żadnego przejścia. Wszedłem do telewizji na chwilę. Być może jeszcze do niej wrócę, jeśli np. będzie następny sezon i będę do niego zaproszony. Wtedy bardzo chętnie.

Czy dała o sobie znać różnica pokoleń, jaka jest między tobą i uczestnikami?

- Nie czułem tej różnicy pokoleń, poza momentami, kiedy okazywało się, że mam znacznie mniej anegdot i żartów do opowiedzenia niż panowie. W tej kwestii poczułem respekt i pokorę względem ich doświadczenia. Uważam się za osobę w miarę dowcipną, ale nie byłem w stanie dorównać im w tym aspekcie. Po dwóch poddałem się i stwierdziłem, że będę się dobrze bawił po prostu słuchając panów. I to było super dla mnie. Panowie są bardzo młodzi duchem - ze względu na swoje zawody i na to, że spotykają w życiu dużo ludzi.

- Jeśli chodzi o technologię, są obeznani. Ludzie po powrocie pytali mnie, jak komunikowaliśmy się ze sobą zdalnie. A my na Messengerze zrobiliśmy grupę, tak jak normalnie robię to z innymi znajomymi. Myślę, że naprawdę po tych trzech tygodniach byliśmy bardzo zgraną drużyną.

Czy problemem nie był bardzo drogi roaming w Azji?
- Mieliśmy lokalne karty i działaliśmy na nich całkiem sprawnie. Na przykład w Korei jest najszybszy Internet na świecie i mogliśmy z niego korzystać w nielimitowanej ilości. Przed wszystkim jednak nie było okazji, by często zaglądać do telefonu, bo cały czas bardzo dużo się działo.

Jak zapamiętałeś obywateli poszczególnych krajów, które odwiedziliście?
- Koreańczycy są bardzo skrajni. To jest kraj, gdzie pije się dużo alkoholu, gdzie jest mnóstwo samobójstw. Z drugiej strony - wysoki wzrost gospodarczy i dobrobyt. Koreańczycy płacą dużą cenę za swój sukces. Japończycy są bardzo zamknięci w sobie, w swojej kulturze, są zapatrzeni w smartfony, nie znają angielskiego. Indonezyjczycy są natomiast bardzo religijni.

PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy