Reklama

Przystojniak wraca do gry

Uwielbia fotografować i... gotować. Do tego jeszcze sam sprząta. A mimo to wciąż jest do wzięcia! Czyżby dlatego, że późno kładzie się spać? Filip Bobek mówi o sobie i swej nowej roli.

Po tym jak zrobił furorę głównymi rolami w "BrzydUli" i "Prosto w serce", trochę o nim zapomniano. Na szczęście teraz triumfalnie powraca. W serialu Polsatu czekają go spore zawirowania!

Reklama

Trwają zdjęcia do nowego sezonu "Hotelu 52". Czy pana bohater Tomasz bardzo się zmieni?

Filip Bobek: - Zawodowo będzie się starać o posadę menedżera. Zależy mu na tym awansie i zrobi wszystko, by go otrzymać. Natomiast jego życie prywatne trochę mnie samego zaskakuje.

Dlaczego? Przecież dopnie swego i będzie z Sarą.

- Tak, ale Tomasz, ten mocny facet, stanie się wręcz domatorem! Bezpieczny związek, ciepłe mieszkanko... Aż się boję pomyśleć, co dalej.

Będzie sielanka, ale nie potrwa długo, bo pojawi się kobieta z przeszłości...

- Tak, Maria to jego wielka miłość, była narzeczona, która złamała mu serce. Cierpiał przez nią strasznie. Ale przekonanie, że przy Sarze jest bezpieczny, też okaże się złudne. Tomasz po raz kolejny wykaże się naiwnością i zaufa Marii. Wszyscy troje będziemy skłóceni. Więcej nie zdradzę!

Jest w panu coś z Tomasza?

- Podoba mi się jego mocny charakter, profesjonalizm w pracy, to, że zawsze stara się być "poprawny". Trochę mniej lubię to, że stanie się domatorem. Cóż, scenarzyści mają swoje plany...

Podobno pana wielką pasją jest fotografowanie.

- Tak, i jeszcze gotowanie.

Zawsze zabiera pan ze sobą aparat?

- Nie, nie prowadzę pamiętnika z wakacji. Kiedyś wszędzie robiłem zdjęcia, ale wtedy zbyt mało przeżywałem to, co zwiedzałem. Zresztą tak naprawdę w fotografii interesuje mnie człowiek.

A jeśli chodzi o drugą pasję, co pan ostatnio ugotował?

- Teraz mam sporo pracy, zresztą latem mniej gotuję. To czas, kiedy chce się wyjść w miasto, posiedzieć w restauracyjnym ogródku. Sezon we własnej kuchni zaczynam wczesną jesienią. A nauczyłem się gotować na studiach. Lubię eksperymentować, łączę różne smaki ze wszystkich stron świata.

Jest pan fanem programów kulinarnych?

- Oczywiście, one cudownie odstresowują. Uwielbiam programy Nigelli Lawson, choć jej przepisy pękają od kalorii i można je stosować góra raz na dwa miesiące (śmiech).

Kulinarne zaskoczenie?

- Sorbet cytrynowo-bazyliowy w restauracji moich znajomych.

W tym roku obchodzi pan 33. urodziny, to symboliczny wiek Chrystusowy. Przestał pan już być chłopcem?

- Gdy patrzę na mojego ojca, widzę, że on jest ciągle małym chłopcem. Ma duży luz i poczucie humoru. Sporo mam po nim, więc ze mną też tak może być, ale oczywiście dojrzałem, inaczej patrzę na pewne sprawy, mniej się przejmuję. Staram się tak nie spieszyć, tylko cieszyć się życiem. Czerpać przyjemność z tego, co oferuje świat.

Pana znajomi twierdzili kiedyś, że jest pan pedantem. To prawda?

- Raczej tak. Choć oczywiście zdarza mi się poleniuchować i nie sprzątnąć, zwłaszcza kiedy mam dużo pracy. Jednak szybko zaczyna mi przeszkadzać kurz i rzeczy nie na swoich miejscach. Wtedy rzucam się w wir porządków. Z natury jestem też zdeklarowaną sową, czyli bardzo lubię rano się wysypiać, za to w nocy mogę siedzieć naprawdę długo.

Rozmawiał Waldemar Sępochowski.

Najlepsze programy, najatrakcyjniejsze gwiazdy - arkana telewizji w jednym miejscu!

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Telemax

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Filip Bobek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje