Reklama

Michał Wójcik: Z kabareciarzem można wszystko

Wystarczy na niego spojrzeć, a uśmiech sam rysuje się na twarzy. Bo jest niepoprawnym optymistą, który radością życia zaraża innych.

Mówi, że to los zadecydował za niego czym powinien się zajmować. I tak oto Michał Wójcik (42 l.) został... kabareciarzem!

W Indiach działa 1800 klubów śmiechu. Ludzie spotykają się w nich o szóstej rano i śmieją się do rozpuku. To dobra idea?

Michał Wójcik: - Naprawdę? Nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje. Ale przyznam szczerze, że to bardzo fajny pomysł...

W takim razie może najwyższy czas zapełnić tę lukę i natychmiast otworzyć podobny klub w naszym kraju?

- Muszę się nad tym poważnie zastanowić! Nazwałbym jednak to miejsce inaczej. Otworzyłbym klub pozytywnego nastawienia do dnia.

Reklama

Tylko czy ktoś chciałby do niego zaglądać? Nie bez powodu przyjęło się, że Polacy to naród malkontentów!

- Znacznie gorzej było kilka lat temu. Teraz jest już o niebo lepiej!

Lepiej? Generalnie dla nas szklanka jest bardziej do połowy pusta, niż pełna. Uwielbiamy też narzekać.

- Ale też śmiejemy się znacznie częściej. Co prawda pomaga nam w tym sytuacja w naszym kraju, ale liczy się efekt. Poza tym nabraliśmy więcej dystansu do świata. A wpływy amerykańskie sprawiły, że nawet młodzież stała się bardziej kolorowa...

Czyli radości życia można się nauczyć?

- Oczywiście! Jedynym warunkiem jest chęć zmiany.

Będę teraz odsyłać do pana wszystkich "smutasów" z mojego otoczenia!

- Może uda mi się ich przekonać, że siła pozytywnego myślenia potrafi zdziałać cuda! I dlatego jestem niepoprawnym optymistą. Zarówno w życiu, jak i w sercu.

To mama nauczyła małego Michałka, że z uśmiechem na twarzy łatwiej się żyje?

- To akurat wyszło jakoś tak naturalnie. Ale mamusia nauczyła mnie czegoś innego. Całe życie powtarzała mi, że skoro mam aż tak miękkie serce, to dla równowagi muszę mieć twardą dupę!

Długo szukał pan swojej życiowej drogi?

- Trudne pytanie. Wydaje mi się, że to los zadecydował za mnie, czym powinienem się zajmować.

W szkole na przykład zawsze byłem pośmiewiskiem, będąc tym najniższym, z odstającymi uszami i z fryzurą na pazia. A z biegiem czasu zostałem... małpą towarzyską!

A co pana prywatnie najbardziej rozśmiesza?

- Ciężko byłoby mi wymienić te wszystkie rzeczy. Uwielbiam żart sytuacyjny. Tak naprawdę to nawet mucha, która kulejąc porusza się nieudolnie po parapecie potrafi mnie rozśmieszyć. Chyba po prostu bardzo łatwo jest mnie rozbawić.

Koledzy z kabaretu to wykorzystują?

- Nie byliby sobą, gdyby tego nie robili! Bardzo często "gotują" mnie na scenie.

Panie Michale, kabareciarze wydają się bardzo hermetycznym środowiskiem. Sama miałam spore obawy przed tym wywiadem.

- Zupełnie niepotrzebnie. Nasze środowisko jest o tyle fajniejsze od na przykład muzycznego, że u nas nikt się nie bije o hity i pozycje. Nie ma żadnego wyścigu. Każdy z nas przez lata wypracował sobie swoją publiczność. Po prostu jeden lubi, jak mu nogi śmierdzą, a drugi - jak mu gra orkiestra.

Czyżby chciał mi pan przez to powiedzieć, że w środowisku kabareciarzy wszyscy się znają i kochają?

- Wiem, że trudno jest w to uwierzyć. Jednak naprawdę z utęsknieniem czekamy na wszystkie festiwale. Chcemy się spotkać, zobaczyć, porozmawiać i pożartować. Nie muszę chyba dodawać, że do dobrej zabawy długo nas namawiać nie trzeba.

Zdarza się, że podczas tych festiwali fanki podrywają pana opowiadając dowcipy?

- Niestety nie. Jeżeli już ktoś do nas podchodzi, to z reguły są to mężczyźni. I to już na etapie piątego piwa. A wtedy bratają się z nami wyjątkowo chętnie. Kobiety raczej do nas nie podchodzą. Sam nie wiem dlaczego.

Może po prostu je onieśmielacie?

- Bardziej byłbym skłonny uwierzyć w to, że się nas boją. Wydaje im się pewnie, że będziemy się nie będzie! I otwarcie zapraszam do konwersacji, tańca, hulanki i... do wszystkiego!

Mam nadzieję, że pańska partnerka ma poczucie humoru, bo inaczej da panu nieźle popalić!

- Zdążyła się już przyzwyczaić! Tak jak i do tego, że więcej mnie przy niej nie ma, niż jestem. Naprawdę ciężko jest pogodzić moją pracę z życiem rodzinnym. W zasadzie... jeszcze nie udało mi się tego zrobić. Mogą to zapewne potwierdzić wszystkie moje byłe i obecne partnerki.

Ale w roli ojca pan się przecież sprawdza!

- Prawda jest taka, że nie mam zbyt wiele czasu, aby przebywać z dziećmi. Staram się być dla nich jednak jak najlepszym ojcem i dobrym przykładem. Niestety, matki moich dzieci twierdzą, że jest zupełnie inaczej.

Stawiają panu jakieś konkretne zarzuty?

- Twierdzą, że je strasznie rozpuszczam. Ale co ja zrobię, że jak tylko przyjeżdżam z trasy do domu, to dzieciaki mogą ze mną zrobić po prostu wszystko? Spełniam każde ich marzenie i życzenie...

A w szczególności zapewne córeczki tatusia?

- Córeczka jest bardziej mamusi, niż tatusia. Julka uwielbia pływać, tak jak jej mama. Można powiedzieć, że pływa już prawie zawodowo. Należy nawet do reprezentacji szkoły. Wstyd się przyznać, ale już nie mam z nią w wodzie najmniejszych szans.

W miarę poważna nam wyszła ta rozmowa panie Michale...

- Bo z kabareciarzem można wszystko, proszę pani. Na poważnie i na żarty!

Alicja Dopierała

Najlepsze programy, najatrakcyjniejsze gwiazdy - arkana telewizji w jednym miejscu!

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Świat & Ludzie
Dowiedz się więcej na temat: twarzy | życia
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy