Reklama

Marieta Żukowska w "Barwach szczęścia": Nie ma negatywnych postaci

Jest laureatką kilkunastu nagród teatralnych i, co z dumą podkreśla, mamą 2,5-letniej Poli. Teraz Marieta Żukowska dołączyła do obsady "Barw szczęścia". Jej bohaterka wróci do Polski, by wyłudzić mieszkanie od swojego taty.

Czego widzowie mogą spodziewać się po Bożenie, którą grasz w "Barwach szczęścia"?

Reklama

- Bożena jest córką Tomasza Wiśniewskiego (Kazimierz Mazur). Na początku będzie bardzo dynamiczną postacią - pojawi się nieoczekiwanie i ustawi w kontrze do Amelii (Stanisława Celińska). Z biegiem czasu, pod wpływem różnych okoliczności, pokaże swoje prawdziwe oblicze. Sądzę, że ta przemiana może być zaskakująca.

Trudno będzie ją polubić?

- Moim zdaniem nie ma negatywnych postaci. Ludzie nie są po prostu źli, mają różne motywacje, coś nimi powoduje. Scenariusz serialu jest napisany tak, żeby pokazywać przemianę mojej bohaterki, udowodnić, że czynienie dobra jest lepsze niż zło. Będzie to wyglądało na walkę dwóch kobiet o mężczyznę, który dla jednej jest ojcem, a dla drugiej partnerem. To jedynie pierwsza warstwa, budujemy ten wątek na wielu innych płaszczyznach. Śmiejemy się ze Staszką (Stanisława Celińska) i Kazimierzem (Kazimierz Mazur), że jesteśmy grupą pod wezwaniem.

Bożena jest zranioną, zagubioną kobietą?

- To bardzo nieoczywista postać. Sprawia wrażenie kobiety sukcesu - dobrze ubranej, zaradnej, której wszystko się udaje. Gdy obieramy jej kolejne warstwy, odkrywamy dramat. Chęć przejęcia mieszkania taty jest tylko fasadą, w rzeczywistości chodzi o zagubioną miłość ojcowską. W tym wszystkim jest Amelia, na początku największy wróg Bożeny, która stanie się dla niej drogowskazem. Swoją dobrocią poprowadzi ją do przemiany.

Dlaczego twoja bohaterka oddaliła się od ojca?

- Bożena przed śmiercią mamy wyjechała do Walii, nie była w stanie zmierzyć się z jej chorobą, to było dla niej zbyt trudne. Uciekła w relację z, jak się z czasem okazało, nieodpowiednim dla siebie mężczyzną. To pod wpływem Mirka (Paweł Ferens), przez którego jest manipulowana, będzie próbowała oszukać tatę. Oślepia ją miłość do tego człowieka, niewiele poza nią widzi. Gdy zacznie obcować z ojcem i Amelią, w pewnym momencie zrozumie, że w ich towarzystwie czuje się lepiej niż z Mirkiem. On nie odpuści, będzie szantażował ją emocjonalnie. Moja bohaterka stoczy walkę o to, by uwolnić się z tej toksycznej relacji.

Praca na planie "Barw szczęścia" musi ci sprawiać dużo radości.

- Gdy się ma takich partnerów, praca to olbrzymia przyjemność. Nasze doświadczenie filmowe i teatralne pozwala zbudować nową jakość. Cały czas zmieniamy sceny, kreujemy, żeby być jak najbliżej prawdy. Widzowie są mądrzy, wiem o tym - wyczuwają fałsz.

Rola w "Barwach szczęścia" to Twoje kolejne spotkanie z producentem Tadeuszem Lampką. Przed laty grałaś w jego innym serialu - "M jak miłość".

- Życie zatacza koło. Pod skrzydłami pana Tadeusza wkroczyłam na drogę zawodową, a teraz znowu się spotykamy. Nabrałam doświadczenia. Rozumiem więcej niż kiedyś, więcej mogę. Bardzo cenię go za to, że ma intuicję w doborze aktorów i wie, jak zainteresować ludzi, nadać wątkowi charakter, sprawić, że jest intrygujący. Mam nadzieję, że tak samo będzie w przypadku wątku Bożeny.

Rozmawiał Kuba Zajkowski

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Marieta Żukowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje